Marcin Turowski w meczu przeciw GET WELL Toruń zdobył 3 punkty i dwa bonusy. Podczas rozmowy opowiedział o wypadku w ósmym wyścigu, a także o zachowaniu kibiców z Torunia.
W meczu przeciwko macierzystemu klubowi zdobyłeś trzy punkty i dwa bonusy. Jesteś zadowolony z tej zdobyczy?
W sumie to średnio. Byłoby na pewno dużo lepiej, gdyby nie to wykluczenie w ósmym biegu, gdzie razem z Artemem Lagutą wieźliśmy za placami braci Holder.
Co tam się stało?
Mówiąc krótko... była woda i były moje słabe umiejętności.
Czyli obróciło Cię?
Tak. Chciałem pojechać szeroko, a wszedłem środkiem toru, gdzie było sporo wody. Później mnie obróciło, nie opanowałem motocykla i upadłem. Tyle.
Czułeś presję przed tym meczem? Jechałeś przeciwko klubowi, w którym stawiałeś pierwsze kroki w tym sporcie.
Oczywiście, że czułem, bo jak Pan wspomniał GET WELL to mój macierzysty klub. Dziwnie tak jakoś mi było. Presja zeszła jednak ze mnie po pierwszym biegu i było coraz lepiej.
Kibice dobrze się jednak zachowali wobec Ciebie...
Tak, zgadza się. Przyznam nawet, że kiedy wykrzykiwali moje imię i nazwisko, to prawie się popłakałem.
Dlaczego?
Bo to niesamowite uczucie, kiedy kibice macierzystego klubu wspierają cię i to jeszcze kiedy jeździsz w innych barwach.
Trener Robert Kościecha mówił wcześniej o Tobie, że jesteś szybki, ale czasem nie wiesz co robić z prędkością. To prawda?
Tak. Czasem muszę faktycznie hamować.
Po to, żeby w kogoś nie uderzyć?
Też, ale głównie po to, żeby spokojnie przejechać łuk.
Czyli maszyny spisują się bez zarzutu?
Mam świetne motory. Jestem jednak jeszcze młodym zawodnikiem i nie mam tyle doświadczenia, żeby w pełni wykorzystać ich potencjał.
Rozumiem, że nadal korzystasz z jednostek Ryszarda Kowalskiego?
Tak i jak już wspomniałem, spisują się bardzo dobrze, za co jestem wdzięczny Panu Ryszardowi - zakończył Marcin Turowski.
Źródło; speedwayekstraliga.pl

