Jak zdrowie pozwoli i sprzęt będzie ciągnął jak w tym sezonie, a tak szczerze nie myślę o tym. W zeszłym roku tylko jeździłem. Nie było sprzętu, nie było niczego. Teraz mogę walczyć więc nie myślę o zakończeniu kariery na dzień dzisiejszy - rozmowa z Tomaszem Gapińskim zawodnikiem Arged Malesa TŻ Ostrovia Ostrów.
Tomasz Gapiński w rewanżowym meczu finałowym na torze w Rybniku zdobył 7 punktów i jeden bonus, a jego drużyna przegrała 49:41. W przekroju całego sezonu zawodnik Ostrovii wykręcił średnią biegową 2,028 co dało mu 11 miejsce w klasyfikacji najskuteczniejszych zawodników NICE PLŻ. Co popularny "GaPa" powiedział po meczu w Rybniku?
Jak ocenia Pan swój dzisiejszy występ?
" Moje starty były dziś bardzo słabe. Na dystansie była prędkość, ale na starcie nie byłem odpowiednio dysponowany. Nie szukam wymówek, po prostu przegraliśmy. Gratulujemy kolegom z Rybnika awansu do Ekstraligi. My ten awans tak naprawdę przegraliśmy przed tygodniem u siebie w Ostrowie. Było to nasze najmniejsze zwycięstwo w sezonie na własnym torze. Można teraz gdybać co by było gdybyśmy wygrali większą ilością punktów. My szykujemy się na baraże."
Po wyścigu dwunastym przewaga ROW-u stopniała już tylko do 4 punktów, czy wtedy uwierzyliście, że ten awans jest naprawdę realny?
"Tak. Była realna szansa na odrobienie tych strat, bo w tym momencie w dwumeczu przegrywaliśmy tylko dwoma punktami. Na pewno napędziliśmy strachu. Oczywiście, że chcieliśmy ten mecz zwyciężyć - po to tu przyjechaliśmy."
Czy tor, który zastaliście dziś w Rybniku był podobny do tego, na którym przyszło się Wam ścigać tutaj w rundzie zasadniczej?
"Myślę, że tor był podobny i nie był dziś dla nas dużym zaskoczeniem."
Tor podobny - jednak wynik zgoła odmienny. (w rundzie zasadniczej Ostrovia przegrała w Rybniku 61:28)
"Wynik zgoła odmienny bo byliśmy już inną drużyną też. Sukcesy nas napędzały i chyba pokazaliśmy zarówno w półfinałach jak i dziś w finale w Rybniku i przed tygodniem w Ostrowie, że nie jesteśmy aż takimi chłopcami do bicia. Może nie zwyciężaliśmy Bóg wie jak wysoko, ale nasze mecze były na styku i mogły się wszystkim podobać."
Czy w razie zwycięstwa barażowego pojedynku ze Stalą Gorzów i awansu do Ekstraligi podjąłby Pan rękawice i został w Ostrowie?
"Chciałbym na to pytanie odpowiedzieć, ale nie mogę. Dostałem już niemałą karę w zawieszeniu. Narazie nie możemy się wypowiadać. Na dzień dzisiejszy jestem zawodnikiem Ostrowa i tak to zostawmy."
Dwa lata starszy Andreas Jonsson ogłosił ostatnio, że jego przygoda z żużlem dobiegła końca i postanowił odwiesić żużlowy kevlar na kołek. Jakie są Pana plany na dalszą karierę? Jak długo zamierza Pan jeszcze cieszyć oko kibica swoją jazdą na żużlowych torach?
"Jak zdrowie pozwoli i sprzęt będzie ciągnął jak w tym sezonie, a tak szczerze nie myślę o tym. W zeszłym roku tylko jeździłem. Nie było sprzętu, nie było niczego. Teraz mogę walczyć więc nie myślę o zakończeniu kariery na dzień dzisiejszy."
Przykład Andrzeja Huszczy, czy Grega Hancocka pokazuje, że wcale nie trzeba być młodzieniaszkiem by z powodzeniem ścigać się na żużlu, prawda?
"Dokładnie tak. Widać, że cieszę się jazdą, że mogę walczyć. Jako drużyna przez cały sezon pokazaliśmy dobrą jazdę i jechaliśmy fajnie."
Jak Pan ocenia cały sezon w swoim wykonaniu? Mimo kontuzji w trakcie sezonu był Pan silnym punktem swojej drużyny.
"Ogólnie sezon dobry. Tylko te dwa mecze w Gnieźnie pojechałem słabiej. Myślę, że na taką czwórkę z plusem mogę się ocenić. Widać, że możliwości jeszcze we mnie drzemią i chęć tej walki i ścigania jest. Jak sprzęt będzie ciągnął tak jak ciągnie to jeszcze "chwilę" na pewno się pościgam."
Dziękuję za rozmowę.
"Dzięki i pozdrawiam wszystkich kibiców!"

