Mirosław Jabłoński w minionym roku reprezentował barwy Włókniarza Częstochowy. W tegorocznym sezonie związał się z beniaminkiem Ekstraligi – PGE Stalą Rzeszów. Popularny „Miro" rozpoczął zmagania na torze od dobrego występu w finale Złotego Kasku, który zapewnił mu awans m.in. do eliminacji Grand Prix 2016. Jak stwierdził ten sympatyczny zawodnik, jego główny cel to dobra dyspozycja w meczach ligowych.
Karolina Sobczuk: Na wstępie gratuluję, bardzo dobry występ podczas finału Złotego Kasku. Zaledwie jeden punkt dzielił Cie od pierwszego miejsca na podium. Dodatkowo uzyskałeś awans do eliminacji Grand Prix 2016 i Indywidualnych Mistrzostw Europy 2015.
Mirosław Jabłoński: Trzeba przyznać, że wszystko pasowało od pierwszego biegu, choć troszeczkę nie wyszedł mi ten drugi start. Bardzo mnie cieszy, że jednocześnie zawody były eliminacjami, bo ciężko jest przejść te polskie eliminacje. Schody rozpoczynają się dopiero w finale. Musze przyznać, że taką dyspozycje jak tą z Lublina chciałbym przenieść na mecze ligowe, bo to by mnie najbardziej satysfakcjonowało.
Jakie są Twoje oczekiwania wobec tych zawodów?
- Nie jestem obyty w tych turniejach, pojadę w nich pierwszy raz. Mój cel to awans jak najdalej. Do tego długa droga i czeka mnie jeszcze dużo pracy.
Co wpłynęło na Twoją decyzje, że wybrałeś akurat rzeszowski klub?
- Na pewno nie odległość, bo dalej jak do Rzeszowa to nie mam nigdzie (śmiech). Tak naprawdę to dobre relacje z trenerem oraz prezesem, z którym dogadałem się bardzo szybko. Wszystko to sprawiło, że podpisałem kontrakt ze Stalą Rzeszów.

Jak oceniłbyś pierwszy mecz Stali i co mógłbyś powiedzieć o kolejnym przeciwniku?
-W Zielonej Górze pokazaliśmy, że jesteśmy nieobliczalni i każdy musi się z nami liczyć. Teraz mega sprawdzian przed nami na własnym torze w potyczce z Spartą Wrocław. Drużyna ta nie była stawiana w roli faworytów mimo to w Toruniu pokazała, że stać ją na walkę z najlepszymi. Nie ma co ukrywać, będzie to ciężki pojedynek jednak my przygotowujemy się do niego jak najlepiej.
Jak wspomniałeś to pierwszy mecz na własnym torze. Rozumiem, że cel jest tylko jeden – wygrana?
- Dokładnie tak. Naszym celem jest zwycięstwo szczególnie, że jest to pierwszy mecz przed naszymi kibicami. Zresztą jest to główny priorytet na cały sezon, żeby wygrywać przede wszystkim mecze u siebie, zdobywać jak najwięcej punktów na wyjazdach i zgarniać bonusy. Wiadomo bez dobrej dyspozycji u siebie, wyjazdy nie wychodzą dobrze, dlatego musimy przygotowywać się do wszystkich spotkań jak najlepiej.
Co sądzisz o powrocie przelotowych tłumików. Jak to wygląda w Twoim odczuciu?
- Ciągłe te zmiany odbywają się kosztem tylko nas, czyli zawodników. To my musimy inwestować w sprzęt, dobierać odpowiednie ustawienia, szukać dobrych tunerów, żeby te nasze silniki były jak najszybsze. Fakt cieszy mnie ta zmiana bo mam nadzieje, że z biegiem czasu silniki te będziemy coraz lepiej dopasowywać do tych tłumików i pojawi się znów ten żużel sprzed paru lat. Kiedy to Jason Crump potrafił przechodzić z czwartej na pierwszą pozycje, a nie jak to bywało teraz, że tylko po błędach przeciwników można było zdobyć jakieś punkty.

Jakie cele stawiasz sobie jeszcze do zrealizowania w sezonie 2015?
- Już na początku sezonu postawiłem sobie jasny cel, czyli awans do wszystkich finałów. Tutaj cieszy i buduje mnie, że w finale Złotego Kasku pojechałem na tyle dobrze, że udało mi się awansować do tych eliminacji. Nie ukrywam, że priorytetem jest dla mnie liga. Mimo to awanse do tych eliminacji sprawiły, że pojawiła się dodatkowa wisienka na torcie, którą chciałbym zgarnąć i zajść jak najdalej w tych turniejach.
Dziękuję za rozmowę i życzę Ci aby wszystkie cele zostały zrealizowane w 100%.
-Dziękuję bardzo
Źródło: inf. własna

