Swój debiut na torze w tym sezonie ma już za sobą, choć niewielki, jednak z Karolem Baranem czy Patrykiem Malitowskim przyszło mu już rywalizować. Wychowanek ŻKS ROW Rybnik, Michał "Majki" Schmidt, od niedawna z licencją żużlową, już za cel obrał sobie powtórzenie sukcesów Tonego Rickardssona i jest na dobrej drodze do spełnienia swoich marzeń. Sympatyczny młodzieżowiec nie tylko opowiedział nam kto jest dla niego mentorem, jak poszły mu testy w Toruniu ale też kto w jego rodzinie marzył o karierze żużlowej dla niego.
„Rybnik żużlem stoi” - brzmiał wymowny tytuł jednej z książek rybnickiego korespondenta sportowego Jerzego Szczygielskiego i niewątpliwie miał racje. Jedno z wielu miast na Śląsku, z ponad 140 tys. mieszkańców, które potrafiło stworzyć prężnie działający ośrodek żużlowy. Jeden z wielu w Polsce, ale jeden z niewielu, który zapisał się złotymi nićmi w historii sportu żużlowego, dwunastokrotnie sięgając po tytuł mistrza kraju i wydający na świat mistrzów czarnego sportu. W Rybniku, mieście dawnych rybaków i urokliwego stawu w miejscu dzisiejszego rynku, potrafili wyłowić talenty i o nie pięknie zadbać. W tym roku w kwietniu przypadnie 83. rocznica powstania rybnickiego klubu. Dla rzeszy fanów sportu stadion w Rybniku będzie kojarzony głównie z największymi światowymi sukcesami żużlowców.
12 tytułów DMP i znakomite nazwiska, które budowały na przestrzeni lat markę klubu. Teraz młodzi zawodnicy chcą pójść w ślad Antoniego Woryny, Andrzeja Wyglendy, Joachima Maja i wprowadzić klub do najlepszej ligi świata.
Jednym z nich jest Michał „Majki” Schmidt, 17-latek z Radlina koło Rybnika, który w marcu z powodzeniem zdał licencję żużlową by zasilić ŻKS ROW jako junior. Dołączył tym samym do Kacpra Woryny, Roberta Chmiela, Kamila Wieczorka, tworzących zgrany i mocny team rybnickich młodzieżowców. Pasji i samozaparcia mu nie brakuje, a pozytywnym nastawieniem i uśmiechem zaraża wszystkich w parku maszyn.
- Pamiętna dla Ciebie data - 25 marca 2015. Wtedy to na toruńskiej Motoarenie odbył się egzamin na licencję żużlową, a w skład komisji wchodził dwie ważne osoby w świecie żużla - Marek Cieślak i Rafał Dobrucki. Jak wspominasz swój pierwszy tak poważny egzamin? Jak przebiegał?
- Był wyjątkowy, bo jako jedyny pojechałem na egzamin z rybnickiego klubu. Po dotarciu do Torunia zaczęliśmy nasze przygotowania od sprawdzenia sprzętu, by później zapoznać się z torem na Motoarenie. Następnie mieliśmy egzamin: jazdę indywidualną na cztery okrążenia na czas, razem ze mną 4 zawodników brało w tym udział i musieliśmy się zmieścić w czasie 16% od rekordu toru (Rekordzistą toru przy ul. Pera Jonssona jest Tomasz Gollob – 57,0 sec. – przyp.red.). Następnym punktem, który musiałem pokonać do otrzymania licencji „Ż”, był egzamin teoretyczny, a wcześniej lektura i nauka regulaminów zawodów motocyklowych, torów żużlowych, motocykli żużlowych, zasad sportu żużlowego. Nie wiem czy napisałem ten test na 100%, ale pewne jest to, że zdałem. Oficjalne wyniki dostałem po tygodniu, do biura klubu.
- Każdy młody sportowiec, zaczynając swoją karierę, marzy o sukcesach na miarę swoich idoli, podąża w ślad za autorytetami, wzorując się na nich. Kto dla Ciebie był i jest wzorem do naśladowania, kogo podpatrywałeś gdy uczyłeś się jeździć na żużlu?
- Moim idolem zawsze był śp. Łukasz Romanek, wychowanek RKM Rybnik,indywidualny mistrz Europy i Polski juniorów, to właśnie na nim od dziecka się wzorowałem, był niewątpliwie moim autorytetem. Również nie mogę zapomnieć o wspaniałych jazdach Tony’ego Rickardssona, który zakończył swoją piękną i bogatą karierę w 2006 roku, gdy ja miałem zaledwie 8 lat. Od blisko dekady już nie jeździ a jednak nadal jest wzorem do naśladowania, nie tylko dla mnie, ale i dla wielu żużlowców. To co on osiągnął w ciągu swojej wieloletniej kariery, to nie każdy jest w stanie osiągnąć nawet część z tego.
- Zacznijmy jednak od początku. Jak u Ciebie zaczęła się przygoda ze sportem żużlowym? Kto u Ciebie wszczepił pasję do speedwaya? Czy zaczynałeś, jak Twoi koledzy z drużyny, Robert Chmiel czy Kamil Wieczorek, swoją przygodę od mini żużla w MKMŻ „Rybkach”?
- Nie od dziecka wpajali we mnie pasję do żużla. Jednak pierwszy raz na meczu żużlowym byłem jak miałem bodajże pół roku. Sportem żużlowym zainteresowała mnie moja śp. babcia. To właśnie ona wraz z moim tatą zabrali mnie na zawody, chciała bym został żużlowcem. Jednak nigdy nie zobaczyła mnie na prawdziwym motorze żużlowym, a na miniżużlu nie dane mi było jeździć. Dopiero po jej śmierci rodzina zgodziła się, bym zaczął jeździć na mini żużlu. Niestety, trener Antoni Skupień z Młodzieżowego Klubu Mini Żużlowego „Rybki” Rybnik stwierdził, że już jest za późno dla mnie dlatego też musiałem czekać kolejne dwa lata aby zacząć jeździć na dużym żużlu. I tak to się wszystko potoczyło, że jeżdżę póki co i miejmy nadzieję, że jak najdłużej.
- Skoro to Twoja babcia wymarzyła sobie wnuka jako żużlowca, to jak rodzina na to zareagowała? Sprzeciwiali, pukając się w czoło, czy jednak wspierali w tej decyzji i nadal pomagają w rozwijające się karierze na torze?
- Jak rodzice zareagowali? Mama przeżywa za każdym razem moje jazdy. Niewątpliwie stres temu towarzyszy, szczególnie po tym, jak w ubiegłym roku podczas sparingu z Opolem dość poważnie złamałem rękę. Każdy trening to stres i nerwy: moje, mamy, taty, a nawet moich mechaników Pawła i Kamila. Chcemy aby wszystko poszło jak najlepiej, jednak najspokojniej z nas wszystkich do tego podchodzi mój tata. Oczywiście wszyscy przychodzą na mecze, na treningi, ktoś zawsze ze mną jest i wspierają mnie, nie tylko duchowo, mentalnie. Jeśli chodzi o nauczycieli, to różnie podchodzą do mojego sportu. U jednych są ulgi, u drugich się ich nie znajdzie. Jedni twierdzą, że sport to jest zobowiązanie i więcej od nas wymagają, usprawiedliwiają to tym, że chcą nas nauczyć poczucia oraz organizacji czasu. Inni natomiast rozumieją ten sport, moje poświęcenie i pomagają nam w nauce, np. zostając po zajęciach, douczając nas, przekładając nam egzaminy gdy mamy treningi bądź zawody, przygotowując sprzęt na warsztacie, wtedy nas po prostu w tej szkole nie ma. Niestety młodzieżówki wypadają tak, że odbywają się one w tygodniu, do tego w godzinach szkolnych. To jest sport, który niewątpliwie wymaga wielkiego poświęcenia i mocnego charakteru, silnych nerwów.

- W przerwie w rozgrywkach ligowych tor w Rybniku ma przejść ponowną modernizację. Włodarze klubu jak i kibice bardzo się z tej decyzji cieszą, mając nadzieję na poprawę jakości wyścigów i efektywniejsze mijanki na torze. Jest to kolejna kosmetyka w przeciągu kilku lat. Jak Ty się tutaj czujesz, poznałeś już tor i każdą dziurę na pierwszym łuku?
- Tor w Rybniku nie jest moją mocną stroną, choć jeżdżę na tym torze od 4 lat. Od 2 lat jest przebudowany i nie umiem się z nim jeszcze zgrać. Bardzo się staram, lecz nie zawsze mi to wychodzi. Niewiele znam torów żużlowych w Polsce, oprócz rybnickiego trenowałem również w Opolu, Częstochowie i Toruniu. Jednak najbardziej do gustu przypadł mi owal w Częstochowie, póki co jest to mój ulubiony tor i na nim czuję się doskonale.
- Pochodzisz z Radlina, niedaleko Rybnika, a za 2 lata będziesz zdawał maturę, jednak teraz większość czasu z powodu treningów spędzasz pewnie przy Gliwickiej 72. Czy już snujesz plany na przyszłość, w którym klubie chciałbyś się realizować?
- Sercem zawsze jestem z Rybnikiem a gdzie w przyszłości będę jeździł i gdzie chciałbym się znaleźć, to ciężko na ten czas mi odpowiedzieć. Pewnie tam, gdzie będę miał możliwości rozwijać się. Na pieniądze nie patrzę, na pierwszym miejscu stawiam rozwój sportowy i nabieranie doświadczenia.
- Za nami pierwsza kolejka w tym sezonie, ŻKS ROW Rybnik za chwilę wyjeżdża do Bydgoszczy stoczyć walkę z Polonią. Jakie na dzień dzisiejszy ma marzenia młody żużlowiec ze świeżą licencją? Celujesz już w podstawowy skład?
- Przebić do składu? Na dzień dzisiejszy w skład na pierwszą ligę nie celuję. Póki co chcę się rozjeździć w zawodach młodzieżowych, indywidualnych, nabrać doświadczenia a ewentualnie później próbować sił w lidze.
- Od stycznia wasz klubowy kolega Sebastian Ułamek zdał egzamin na trenera sportu żużlowego. Przed sezonem pokazał się ze znakomitej strony na sparingach, zbierając same „3”. Dzieli Was prawie 20 lat. Jak się z nim dogadujesz? Czy pomaga trenerowi Grabowskiemu w prowadzeniu Was i czy korzystasz z rad byłego reprezentanta Polski?
- Z Sebastianem mam bardzo dobry kontakt, cenię go i lubię. W przyszłości chciałbym właśnie z nim jeździć w parze, naprawdę świetnie się z nim dogaduję nie tylko na torze ale i poza nim. Nawet mógłby zostać moim trenerem! Mam nadzieję, że będzie to dłuższa i owocna znajomość względem kariery i w życiu prywatnym, taka przyjacielska, pomocna dłoń. Jest drugim trenerem w klubie i pomaga swoimi uwagami trenerowi Janowi Grabowskiemu. Każdy z nas indywidualnie dobiera sobie od niego wskazówki co do ustawień sprzętu, ewentualnie techniki jazdy jednak głównym trenerem nadal pozostaje pan Jan Grabowski. Jednak nie tyle do powiedzenia ma trener, co przede wszystkim sam zawodnik oraz mechanicy. To zawodnik najlepiej wie jak się czuje na torze. Trener kieruje zawodnika, potrafi ustawić drużynę, pomocny jest głównie przy początkach młodego żużlowca, prowadzi adepta szkółki, przy pierwszym w życiu treningu, ale to żużlowiec na torze kieruje motorem.
- Wasza drużyna od początku sezonu kreowana jest na zwycięzcę ligi a kibicie już szykują się na pojedynki ekstraligowe w przyszłym sezonie. Macie bardzo mocny i dobrze dobrany skład, który już na sparingach pokazał waleczne serce i świetnie przygotowanych zawodników. Jak sądzisz, gdzie znajdzie się Rybnik po sezonie?
- Przyszłość drużyny? Priorytetem jest Ekstraliga, a gdzie się znajdziemy, to tak naprawdę czas pokaże. Mamy bardzo dobry skład i jeszcze lepszą atmosferę w drużynie, wszystkim chłopakom bardzo dobrze się współpracuje w tym sezonie i nie wykluczając przeciwności losu to myślę że o Ekstraligę możemy powalczyć.
- Dziękuję za rozmowę i życzę dalszych sukcesów :-)
źródło: info. własne

