Taka jest rola ojca

2015 pawlicki seniorPrzemysław i Piotr Pawliccy mają w teamie jedną niezastąpioną osobę. Jest nią pan Piotr Pawlicki – ojciec chłopaków, który dzieli się z synami swoimi doświadczeniami i przekazuje im cenne uwagi. Między innymi o współpracy na linii „synowie – ojciec” pan Piotr opowiedział Nam po niedzielnych zawodach IMME w Lesznie.

 


Podczas zawodów najczęściej jest Pan z synami w parku maszyn. Dzisiaj było inaczej. Dlaczego?
Trochę się spóźniłem na IMME ze względu na to, że córka miała dzisiaj ważne zawody. Zajęła drugie miejsce w Grand Prix, ale wracając do żużla. Jak przyszedłem to widziałem, że jest źle. Powiedziałem Piotrowi swoje zdanie; co ja myślę i co bym proponował zrobić. On w pewnym momencie po prostu nie chciał słuchać. Trochę mnie to zdenerwowało i poszedłem usiąść na trybunach. Można powiedzieć, że Piotr po swoim drugim biegu zrobił właśnie to, co ja chciałem zrobić już po jego pierwszym starcie. Później już do końca zawodów wszystko pasowało. Było widać, że był bardzo szybki, ponieważ czasy robił o sekundę lepsze od innych zwycięzców biegów. Ten ostatni wyścig był trochę... Wiadomo, że Piotr nie miał za bardzo manewru przy wyborze pola startowego na bieg finałowy. Najlepsze chyba było pole drugie. Trzecie natomiast nie było za bardzo korzystne, ale syn mądrze pojechał. Tuż przed biegiem zadzwoniłem do niego i powiedziałem, żeby zastanowił się nad odpowiednim rozegraniem pierwszego łuku. Zrobił to bardzo dobrze, jednak tor już trochę się zmienił więc łuki już „chodziły”, a na ścieżkach, którymi jechał Piotr za bardzo nie było czego się „trzymać”. Grisza się szybciej „oparł” na tej odsypanej nawierzchni. Na pierwszym łuku dostał szybkości, na drugi wjechał piką i bardzo dobrze go rozegrał. Taki jest żużel. Może lepiej, że Piotrek tam trochę odpuścił ze względu na to, iż wiemy jak Grigorij Łaguta jeździ. Tak więc lepiej dokończyć zawody cało i zdrowo, a przecież miejsce drugie też jest dobre.


Mimo, iż Piotr czasami nie zgadza się z Pańskim zdaniem i podpowiedziami to trzeba przyznać, że później potrafi wyciągać wnioski z popełnionych błędów i bierze do serca Pańskie uwagi.
Dokładnie tak jest. W finale Młodzieżowych Indywidualnych Mistrzostw Polski również nie posłuchał, przez co też nie wygrał. Wiadomo, że każdy z nas – ojców, którzy kiedyś jeździli mają taki moment, kiedy przychodzi myśl, iż trzeba trochę już odpuścić i odejść od tego wszystkiego. Chłopacy, mówiąc o moich synach, chcą już powoli samodzielnie podejmować decyzje mimo, iż nie zawsze są one trafne. Sporo rozmawiamy, ale przecież nikt nie jest alfą i omegą. Ja też nieraz o czymś zadecyduję i później stojąc przy barierkach czy płocie modlę się aby podjęta przeze mnie decyzja była trafna. Zazwyczaj Piotrek dobrze odczytuje tor. Zwraca uwagę m.in. na to, jak on jest polewany. W którym miejscu motocykl "łapie" szybkość i może być dobrze "sklejony" do toru - wtedy można robić jakieś korekty. Na początku dzisiejszych zawodów ta korekta mogła być zrobiona, ale później na półfinał i finał było już wszystko dobrze dopasowane.


(W trakcie rozmowy Piotrek podszedł do ojca, czule go uściskał i podziękował za pomoc) - Właśnie mieliśmy przykład tego, że późniejsze okazywanie nerwów i zwracanie uwag jest niepotrzebne. Piotr sam dochodzi do wniosku, że jednak ojciec miał rację. Być z dwójką synów na meczu i pomóc jednemu jak i drugiemu w ustawieniach motocykli to nie jest łatwa sprawa. Trzeba sobie pomagać, ale również zwracam chłopakom uwagę na to, że muszą dużo rozmawiać ze swoimi mechanikami i pomocnikami, którzy za te motocykle są odpowiedzialni. Rozmowy i konsultacje są naprawdę bardzo potrzebne, bo nie można podejmować decyzji znienacka czy szybko i nieprzemyślanie. Nie zawsze one są trafne i może to się wszystko ułożyć w odwrotną stronę, nie w tym kierunku co powinno. Nasza rola - ojców polega na tym, że do jakiegoś momentu jesteśmy i na ile możemy pomagamy. Później, kiedy synowie już coraz lepiej się na tym wszystkim znają, to my musimy powoli odpuszczać i dawać chłopakom wolną rękę. Mówię tutaj o teamach, gdzie ojcowie - byli zawodnicy, pracowali ze swoimi synami. Ja jestem bardzo zadowolony, że Przemek i Piotrek zaczynają sobie sami dużo radzić, a ja również nie chcę być do końca "uwiązany". Mogę już nawet powiedzieć, że teraz więcej czasu spędzam z moją córką, która jeździ konno. Zaczynam się powoli przestawiać. Oczywiście jak potrzebują pomocy to mogą na mnie liczyć. Jeśli tylko mogę to jestem na każdym treningu i meczu, jednak staram się troszeczkę odpuszczać z tym żużlem.


Dla Piotrka trwający sezon jest ostatnim w roli juniora. Obserwując jego jazdę i pracę chyba nie trzeba się obawiać jego przejścia na pozycję seniora. Pokazał nieraz, że wygrywanie ze starszymi i bardziej doświadczonymi zawodnikami nie jest dla niego większą trudnością.
Dzisiaj był tego idealny przykład i wiedzą o tym chyba wszyscy, którzy śledzą to co dzieje się w żużlu i na bieżąco go oglądają. Byliśmy świadkami nie zawodów rangi Grand Prix, tylko Grand Prix razy dwa. Zawodnicy byli najlepsi. W SGP nie ma takich nazwisk, które znajdowały się na liście startowej IMME - był Piotrek, Bartek Zmarzlik, Grigorij Łaguta. Wydaje mi się, że trzeba coś zmienić w Grand Prix, aby te zawody były ciekawsze. Wracając do Piotra to sądzę, że nie będzie on miał żadnego problemu z przejściem na wiek seniora. Gdybyśmy w zespole Unii Leszno mieli jeszcze jednego dobrego juniora to myślę, że Piotr mógłby spokojnie jechać jako senior. Tak jak Przemek w jednym z sezonów, kiedy mimo nieukończonych 21. lat jako jedyny w Polsce nie odjechał żadnego biegu w lidze na pozycji juniora. Jeździł nawet jako prowadzący parę.O to bym się nie martwił, bo Piotr jest bardzo ambitny i to widać. Nawet czasami trzeba go trochę hamować, ponieważ jest żądny tego aby tylko wygrywać.


Trzeba przyznać, że Piotr jeździ bardzo widowiskowo, ale również wykonuje przemyślane akcje.
Piotr Umie się napędzać, dobrze odczytuje tor i to jest bardzo ważne. Nie wystarczy jechać "na okrętkę", trzeba wiedzieć gdzie się jedzie i w jakich miejscach tor jest najbardziej przyczepny. Jak się prowadzi to wtedy można sobie wybierać ścieżki, tylko nie zawsze prowadząc z tymi trzema punktami do mety się dojeżdża. Jadąc źle to można te punkty pogubić. Dzisiaj mieliśmy przykład na to, że prowadząc bieg można go ukończyć na ostatniej pozycji. Czytanie toru i pilnowanie w jaki sposób się on zmienia jest w tym wszystkim najważniejsze. Przed zawodami do 19 mieliśmy słońce. Kiedy ono zaszło ten tor też inaczej się zachowywał. To są bardzo ważne sprawy. Szkoda, że dzisiaj było tak mało ludzi na trybunach. Pewnie było to związane z tym, że jak słyszałem były bardzo drogie bilety. Pewnie też dużo ludzi spędzało czas nad wodą. Kibice, którzy nie wybrali się dzisiaj na zawody muszą naprawdę żałować, bo byliśmy świadkami wspaniałego widowiska. Dawno takich zawodów nie widziałem.


Pański młodszy syn oprócz tego, że jest ambitny i waleczny, to chyba jest również człowiekiem o ciepłym i dobrym sercu. Utwierdziła mnie w tym przekonaniu chociażby sytuacja sprzed chwili. Mam rację?
Ma Pani w 100% rację. Piotrek jest bardzo uczuciowym człowiekiem i tego uczyliśmy wszystkie nasze dzieci. Mają szacunek do starszych oraz nie boją się emocji i bardzo się z tego cieszę. Synowie bez względu na to czy siedzimy w gronie pięciu osób, dziesięciu czy stu, po tym jak nie widzą mnie, mamy czy sióstr dzień lub dwa, to potrafią podejść i przywitać się tak jak należy, a nie zwykłym "cześć". Tak samo jest na torze np. dzisiejsza sytuacja z Nicki Pedersenem to pokazała. Mimo, że nie raz są jakieś spięcia z zawodnikami, to Piotr zawsze kiedy coś się stanie chce pomóc. Potrafi zrobić wszystko dla drużyny. Wiadomo również, że martwi się o wynik zespołu jak również o swojego brata Przemka, który ma w tym roku lepsze i gorsze momenty. Może jest to trochę związane z tym, że za dużo było tych kontuzji. Ja bym sobie życzył aby Przemek ten sezon dojechał do końca cało i zdrowo. Bez żadnej kontuzji, mniejszej czy większej, ponieważ to zawsze wywołuje blokadę i coś wtedy zawodnika hamuje. Przemek nie zapomniał jak się jeździ i jest zawodnikiem oddanym drużynie. Potrafi jechać parą co nie zawsze wszystkim wychodzi. Mamy zawodników, którzy są w Grand Prix, ale nie zawsze spojrzą za siebie czy na boki. Żużel to przecież zespołowa jazda, mówiąc o lidze. Wtedy są wyniki jeśli jedzie się parą, jeden pilnuje drugiego. Nawet w sytuacji kiedy przeciwnik uciekł o pół prostej do przodu to nie ma sensu atakować czy wywozić swojego kolegę z drużyny. Lepiej dojechać na 3:3 niż tak jak to czasami bywa w takich sytuacjach, że z remisu robi się 5:1 dla przeciwników. Wychowaliśmy ich dobrze i jest z nich pożytek w klubie, a szczególnie dla kibiców. To oni przychodzą oglądać i dopingować przede wszystkim swoich wychowanków, którzy są leszczynianami i wychowali się na torze w Lesznie. Jakby nie mówić to trzeba przyznać, iż to właśnie Leszno tą kolebką żużla było i jest. Podstawą tutejszej drużyny by zdobywać laury i puchary jest to, aby w jej składzie było jak najwięcej tutejszych zawodników, a nie zza granicy. Mamy przykłady zespołów, które nie mają w składzie żadnego wychowanka, a wówczas wyników również nie ma.


Przemek przeplata bardzo dobre występy słabymi. Po nieudanym meczu z Gorzowem, w sobotę w Gdańsku, podczas Polish Speedway Battle, zanotował całkiem przyzwoity wynik. To był krok ku lepszemu?
Po meczu z Rzeszowem doszliśmy do ładu z silnikami. Przed spotkaniem z Gorzowem byłem trochę nieobecny, a do Przemka przyjechały silniki od innego tunera. Nie wiem dlaczego, ale syn ma do niego sentyment. Dla mnie sytuacja, kiedy silnik jeszcze nie dotarł, a już jest przysłana za niego faktura, jest co najmniej bez sensu. Przecież ten silnik jeszcze nawet nie zaczął na siebie zarabiać, ale mówi się trudno. To jest decyzja Przemka. Jest dorosły i powinien wiedzieć co robi. Myślę, że to był właśnie powód tego słabego meczu. Na meczu z Gorzowem miał silnik, który wg syna na treningach spisywał się rewelacyjnie, choć sam tego nie widziałem. Podczas meczu nakręcił gaz, korbowód się urwał i rozwalił silnik. Koszt kilkudziesięciu tysięcy poszedł do kosza. Czasami zdarza się tak, że zawodnik zaczyna za dużo myśleć i analizować co to będzie dalej, kiedy już w pierwszym biegu przytrafia się taka tragedia. Myślę, że to mógł być powód tego słabego występu. Przemek musi uwierzyć w to co się robi, a wtedy będzie lepiej.

 

Piotrek jest chyba bardziej pewny siebie niż Przemek.
Synowie to są w ogóle dwa różne charaktery. Piotrek jest takim zawodnikiem, który chce mieć wszystko dograne do samego końca. On „tylko” wsiada na motocykl i robi swoje. To jest taki luzak. Przemek natomiast jest taki, że wszędzie by chciał być i decydować o wszystkim. Łączy ich na pewno to, że obaj są strasznie pedantyczni. Wszystko w walizce musi być idealnie ułożone, a już nie wspominając o tym żeby coś nie było wyprane w odpowiednim płynie. To wszystko tak musi być, bo to jest sport profesjonalny i oni tak do tego wszystkiego podchodzą. Wracając do Przemka to on chyba za dużo się tym wszystkim przejmuje. Jak jeden bieg nie wyjdzie, a później wygrywa to nagle zaczyna coś szukać i zmieniać przy sprzęcie co jest całkowicie niepotrzebne. Zdarza się też tak, że od początku szuka odpowiednich ustawień jednak nie zawsze idzie to w odpowiednim kierunku. Przez to pojawiają się na meczach nerwy, bo jak całe spotkanie się szuka to na ostatni bieg zakłada się to co w pierwszym i jest idealnie. U Przemka potrzeba trochę więcej spokoju. Ja tak do tego podszedłem. Zacząłem wprowadzać mniej nerwów i podchodzę do tego w taki sposób, aby syn decydował tak jak sam chce. W momencie kiedy zauważa, że nie idzie tak jak on zakładał, to wtedy słyszę: tata, szybko pomóż mi, bo już nie wiem co mam robić. Taka jest nasza rola jako ojców i tego się nie zmieni. Przychodzi taki moment, że trzeba się odsuwać od tego wszystkiego i dać wola rękę. W teamach rodzinnych tak się właśnie dzieje. Chłopaki muszą się uczyć na własnych błędach.

 

Źródło. inf. własna

Martyna Wolnik

20

Dziękujemy, że jesteście z nami!