Żużel niewątpliwie jest pracą zespołową. Podczas meczu o wyniku nie tylko decyduje zawodnik ale cały sztab ludzi obecnych w parku maszyn. Na wygraną składa się kilka czynników m.in. dobry sprzęt czy odpowiednie ustawienia dobrane przez mechanika. Tylko działając wspólnie mogą osiągnąć sukces. Zapytaliśmy młodego mechanika Radosława Rumińskiego, który pracuje na co dzień u Duńczyka Kennetha Hansena, o jego pracę w tym zawodzie: opowiedział nam o przygotowaniach na nowy sezon, o tym jak wygląda typowy dzień zawodów, jak powinna wyglądać relacja zawodnik-mechanik i w czym żużel zaczyna przypominać F1.
Z czarnym sportem związany jesteś od kilkunastu lat. Jak zaczęła się Twoja przygoda z żużlem? Jak trafiłeś do tego sportu?
Radosław Rumiński: - Jak tylko sięgnę pamięcią żużel od zawsze był obecny w moim domu. To dzięki tacie zacząłem się interesować tym sportem. Mieszkałem blisko stadionu GKM Grudziądz w którym mój tata był toromistrzem i w wolnej chwili chodziłem z nim na stadion. Mój starszy brat również zaczynał swoją przygodę od szkółki żużlowej, podobnie jak ja, i cała rodzina żyła tym sportem.
Budowa silników, motoru. Czy od początku czułeś, że zajmiesz się sprzętem w parku maszyn i zostaniesz mechanikiem? Jak się potoczyła twoja droga i zaczęła kariera w tym sporcie?
- Przez kilka lat trenowałem w szkółce żużlowej, od tego zaczęła się moja przygoda. Przypatrywałem się pracy mechaników w parku maszyn, zaglądałem do boksów zawodników i praca ta coraz bardziej mnie ciekawiła i interesowała. W 2003 roku Piotr Markuszewski zapytał mnie, czy zostałbym jego mechanikiem. Tak właśnie wyglądały moje początki jako mechanik żużlowy.
Pierwsze kroki w każdym zawodzie są trudne, gdzie trzeba włożyć wiele siły, samozaparcia i wylać hektolitry potu. Jak zaczynałeś swoją przygodę, jakie były twoje początki? U kogo zdobywałeś pierwsze szlify tego zawodu?
- Początki tej pracy były dla mnie trudne. Nabierałem doświadczenia i uczyłem się podpatrując pracę innych mechaników. Zaczęło to się wszystko jeszcze w szkółce, gdzie pracowałem przy boku mechanika klubowego GKM, który pokazywał i uczył wszystkiego od podstaw. Na koniec dnia wpisywano do zeszytu przepracowane godziny – musieliśmy mieć wyrobione 100 godzin, by dostać motor klubowy.
Relacje zawodnik-mechanik. Wiele osób nie zdaje sobie sprawy z tego, że żużlowiec to cały sztab ludzi i to oni przyczyniają się do zwycięstwa czy porażki w danym biegu. Jednak przede wszystkim ważne jest zaufanie i kontakt zawodnika z mechanikiem w parku maszyn i poza nim.
- Wszystko zależy od zawodnika i jego współpracy z mechanikiem. Jesteśmy ludźmi i uczymy się na błędach. Ważna jest komunikacja i podział obowiązków w teamie. Zaufanie mechanika do zawodnika musi być i na odwrót, by wszystko grało w naszym zespole. Ale defekt czy ostatnie miejsce w biegu to nie zawsze wina ludzi. Sprzęt odgrywa tutaj wielką rolę. Trzeba się uczyć na błędach, wyciągać wnioski i nabierać codziennie doświadczenia. W trakcie zawodów pojawiają się nerwy, stres i spięcia są normalnym zjawiskiem. Ważne aby po zawodach umieć przyznać się do błędu i poszukać przyczyny niepowodzenia, by uniknąć jej w następnym meczu.
Dla zawodnika jak i dla mechanika żużel to przede wszystkim praca. Zdarza się, że wykonują swoją pracę z pasją i pełnym zaangażowaniem, wkładając w to całe serce i poświęcając się temu w pełni. W twoim przypadku jest podobnie?
- Kocham to co robię, to moja pasja, życie i nigdy nie miałem chwil zwątpienia czy dobrze wybrałem. Cieszy mnie fakt, że jestem z nim na co dzień. Mogę powiedzieć, że jestem człowiekiem spełnionym. Praca jest wymagająca, nie ma mnie zbyt często w domu, ale moja dziewczyna jest wyrozumiała, podobnie jak ja kocha żużel i rozumie moją prace.
W speedway’u niewątpliwie trzeba pracować pod presją czasu. Często wkrada się stres i napięcie, decydują emocje zamiast zdrowego rozsądku. Czy po tylu latach w tym zawodzie potraficie już radzicie sobie z tym i kontrolować to?
- Niewątpliwie stres w parku maszyn podczas każdych zawodów jest i to widać u każdego. Presja jest w każdym zawodzie, z nią trzeba się liczyć i nauczyć się pracować pod presją. Działamy w teamie i każdy stara się pomagać na tyle na ile może.
Pracowałeś już u kilku zawodników, poznałeś ligę duńską, szwedzką, angielską, polską… Która liga według ciebie jest najtrudniejsza?
- Wszystkie ligi są trudne. Nie ma łatwych biegów, każdy ma dostęp do tych samych tunerów czy dostęp do części na rynku. Największą różnice to jednak widać w Anglii ale nie jest to spowodowane poziomem a raczej specyficznymi torami które są na Wyspach.
Grono osób, które nie miały styczności z żużlem „od kuchni”, ciekawi jak wygląda zwykły dzień zawodnika i jego teamu. Jak u Was wygląda dzień zawodów?
- Motory, które przygotowane są już dzień wcześniej, pakujemy z całym potrzebnym sprzętem do busa. Przyjeżdżamy na stadion 2-3 godziny przed zawodami, wypakowujemy motory w parku maszyn a później razem z zawodnikiem idziemy na obchód by poznać tor i ustalić początkowe ustawienia motoru. Tuż przed meczem dokonujemy ostatnich poprawek i czekamy na 1 bieg. Po zawodach pakujemy motory na busa i wracamy by przygotowywać się na następne zawody.
W życiu mechanika i zawodnika wiele czasu poświęca się nie tylko na zawody i przygotowanie sprzętu ale i na podróże z jednego meczu na drugi. Jak sobie radzicie spędzając tyle czasu w busie, będąc cały sezon na walizkach?
- Jest niewątpliwie ciężko, często mamy „maratony” że jedziemy zawody dzień po dniu, z zawodów na zawody czasami jest do przejechania ponad tysiąc kilometrów. Prowadzimy na zmianę tak aby każdy w miarę mógł odpocząć i się zdrzemnąć.
Kolejny sezon będziesz mechanikiem Duńczyka Kennetha Hansena. Jak układa Wam się współpraca?
- Moja współpraca z nim układa mi się bardzo dobrze, każdy wywiązuje się ze swych obowiązków. W teamie ważne jest zaufanie, szacunek i komunikacja z drugim człowiekiem. Jeden wysłuchuje drugiego i wspólnie działamy. Nie może być miejsca na kłótnie, pracujemy na nasz wspólny wynik.
Ostatni mecz, ostatni bieg w sezonie i koniec rozgrywek. Co wtedy? Czy przygotowujecie się na następny sezon, czy raczej odpoczywacie i nabieracie sił do wiosny?
- Zaraz po zakończeniu sezonu staram się jak najszybciej przygotować wszystko do następnego tak aby mieć jak najwięcej czasu na odpoczynek i spędzenie czasu z najbliższymi. Należy przejrzeć sprzęt, posegregować każdą część i sprawdzić czy będzie nadawała się na następny sezon. Zamawiamy potrzebne rzeczy i kompletujemy cały motor. Projektujemy i zamawiamy nowe kevlary i inne rzeczy jeśli jest taka potrzeba. Można powiedzieć, że również w zimie, gdy rozgrywek nie ma, ciężko pracujemy by przygotować motor zawodnika na pierwszy wyjazd na tor po zimowej przerwie. Sam zawodnik natomiast przygotowuje się fizycznie i psychicznie, trenując czy to z drużyną czy indywidualnie. Każdy z nas w teamie ma dużo pracy w okresie zimowym.
Pochodzisz z Grudziądza i swoją przygodę z żużlem rozpocząłeś w szkółce w miejscowym GKM. Wzmocniono skład, trwa przebudowa stadion, remontują trybuny. Jak myślisz, co osiągnie GKM w tym sezonie?
- Życzę im jak najlepiej, trzymam kciuki i mam nadzieję, że w nowym sezonie 2016 zawalczą w play-offach.
Czy uważasz że żużel za chwilę będzie przypominał wyścigi Formuły 1, z racji tego że coraz bardziej wszystko zależało będzie od sprzętu a mniej od zawodnika i jego talentu? Czy talent w żużlu jest jeszcze potrzebny czy raczej dobry motor i mocny silnik od najlepszego tunera?
- Pomału już zaczyna przypominać i tak się dziać. Kiedyś umiejętności techniczne miały znaczenie teraz jest inaczej. Aktualnie w dużej mierze wygrywa ten kto ma większe szczęście. Można mieć też najlepsze teamy, sporo pieniędzy, silniki od najlepszych tunerów jednak jeśli nie będzie trzymało się gazu i nie miało szczęścia to się biegu nie wygra.
Każdy młody adept szkółki żużlowej chciał iść w ślady wielkiej gwiazdy speedway'a. Kto był twoim idolem i autorytetem w żużlu z lat młodości i teraz, kogo lubisz i lubiłeś obserwować na torze?
- Na pewno był to śp. Robert Dados i Billy Hamill – to oni własnie imponowali mi swoimi sylwetka mi na motorach jak i zadziornością na torze. Do tego jeździli razem w Grudziądzu, nie raz wygrywając w parze dla nas mecze w ostatnim biegu.
Kiedy pierwszy raz w tym roku wyjedziecie na tor?
- Planujemy wyjazd na tor na początku marca będą to obiekty w Anglii.
Dziękuję za rozmowę życząc samych sukcesów w sezonie 2016!
źródło: info.własna

