W niedzielnym (10 lipca) zaległym meczu IX kolejki PGE Ekstraligi leszczyńska Unia pokonała u siebie imienniczkę z Tarnowa 52:38. Byki osiągnęły zamierzony cel i zgarnęły pełną pulę punktów. Trzy oczka do dorobku zespołu dorzucił junior Daniel Kaczmarek.
Wygraliście dzisiejsze spotkanie. Cel, jakim było zdobycie 3 punktów, został osiągnięty. Jesteś na pewno zadowolony, że tak zakończył się mecz z Tarnowem.
- Fajnie, że udało się wygrać. Dzięki temu przedłużamy nasze szansę na play-offy. W następnych meczach musimy się spiąć, żeby było tak samo dobrze. Oby udało nam się wygrać te cztery z pięciu meczów. Najlepiej jakbyśmy wygrali wszystkie, bo wtedy nie musielibyśmy patrzeć już na inne drużyny. Mam nadzieję, że będzie ok.
Dziś wystartowałeś w Unii Leszno po przerwie. W biegu juniorskim dojechałeś jako pierwszy, później było gorzej.
- Tak, w tym moim drugim biegu jechaliśmy z Emilem na 3:3. Później zamieniliśmy się torami jazdy. Emil był przy krawężniku, ja pojechałem na szeroką. Tam się trochę zakopałem w tej nawierzchni. Później w tym trzecim wyścigu też próbowałem wyprzedzić Piotrka Świderskiego, atakować go. Nie udało się. Szkoda, bo jakbym zakończył ten mecz z 5 punktami to byłoby inaczej. Będę pracował dalej, żeby było lepiej.
Kiedy się dowiedziałeś, że wystartujesz w niedzielnym meczu?
- Decyzja była podjęta po ostatnich zawodach młodzieżowych w Poznaniu. Miałem więc czas by spokojnie przygotować się do tego meczu.
Przerwę od startów w ekstralidze wykorzystałeś na starty w I lidze. Wiele dało ci to, że nie zsiadłeś z motoru na dwa tygodnie?
-To jest bardzo dobra decyzja osób zarządzających. Fajnie, że można startować jako gość w takich sytuacjach. Oby ta decyzja utrzymała się jak najdłużej.
Teraz czeka Unię Leszno kilka tygodni przerwy od startów w lidze. Następny mecz dopiero pod koniec miesiąca. Ty jako junior jednak nie masz chyba co narzekać na starty w lipcu?
- Bardzo lubię jeździć z dnia na dzień. Wtedy jest się cały czas w rytmie. Po to zimą mamy codziennie treningi, żeby organizm przystosował się do wysiłku w sezonie. Na pewno wolę te letnie miesiące od kwietnia czy maja, gdzie zawody są raz w tygodniu. Wolę jeździć co dzień, wtedy czuję się pewniej na motocyklu. Od dwóch sezonów zauważyłem, że moja forma w lipcu jest najlepsza. Dla mnie tyle startów to nie jest problem. Kocham jeździć i mogę ro robić codziennie.
źródło: inf. własna

