Grzegorz Zengota w sezonie 2016 miał okazję wystąpić m.in. w Speedway Best Pairs Cup reprezentując drużynę Eport2000.pl. Team, prowadzony przez Jacka Frątczaka, w każdej rundzie SBPC stawał na podium. Ostatecznie zespół Eport2000.pl zajął drugie miejsce. O tym, jak również o startach w lidze szwedzkiej, turniejach w Anglii i przyczynach pozostania w Unii Leszno przeczytać można w drugiej części wywiadu z Zengim.
Planujesz skupić się bardziej na awansie do SEC czy SGP?
Ja będę robić wszystko by jechać jak najlepiej. A gdzie mnie to zaprowadzi to pokaże nadchodzący sezon.
W tym roku, w ramach cyklu SBPC, miałeś okazję współpracować z Jackiem Frątczakiem. Można było zauważyć, że kierownik waszej drużyny Eport2000.pl całym sobą bardzo te zawody przeżywał i potrafił wprowadzić dobrego ducha do zespołu podobnie jak Adam Skórnicki. Czy mógłbyś jakoś porównać współpracę z nimi?
Zarówna Jacka jak i Adama bardzo lubię i szanuję, jednak do jednego worka wrzucić ich nie można. Adam stara się wprowadzić do zespołu więcej spokoju, a Jacek wprowadza trochę nerwowości, jednak w żadnym wypadku nie mam do tego negatywnego nastawienia. To jest indywidualny sposób pracy każdego menedżera i nie jest powiedziane, że jest to złe podejście do sytuacji. Jacek jest bardzo utytułowanym menedżerem, który z Zieloną Górą zdobył kilka medali i jest to potwierdzenie na to, że taki sposób prowadzenia drużyny się sprawdza. Ja jednak jestem zwolennikiem takiego podejścia jakie miał Adam. Wprowadzał spokój i zarazem miał pełne zaufanie do zawodników, a im nie musiał nic mówić, bo tak naprawdę każdy wiedział co miał robić.
W tegorocznej edycji SBPC występowały nie najlepsze duety kraju, a teamy pod szyldem sponsorów. To wg Ciebie dobra zmiana?
Dzięki takiej formie rozgrywek my, Polacy mamy więcej możliwości do jazdy. Gdyby występowały reprezentacje krajów, to nie jechałbym ja i kilku innych zawodników, a wystąpiłby np. Billy Janniro. W żaden sposób nie uderzam w reprezentację USA, ale wówczas polscy zawodnicy byliby bardzo ograniczeni i zamiast się rozwijać, to byśmy oglądali te zawody w telewizji. Każdy start, szczególnie w takiej stawce, to jest nowe doświadczenie. Uważam, że ten kierunek jest bardzo dobry, bo nie zapominajmy, są to nieoficjalne Mistrzostwa Świata Par. Ktoś może powiedzieć, że za dużo w tym wszystkim komercji, jednak powiedzmy sobie szczerze - występuje ona w każdym sporcie.
Mimo problemów Indianerny Kumli, którą w tym roku reprezentowałeś, nie wyłamałeś się i broniłeś jej barw do końca. Jak podsumujesz współpracę z Indianami i sezon w Elitserien?
Sezon był przede wszystkim równy. Moja średnia była zbliżona do tej, którą udało mi się "wykręcić" w Polsce. Był udany, jednak mógłby być lepszy. Cieszę się, że po tym sezonie pozostawiłem po sobie dobre wrażenie i dzięki temu nie miałem problemu ze znalezieniem klubu w Szwecji na przyszłoroczne rozgrywki. Podpisałem kontrakt z Elit Vetlandą. Jest to jeden z najlepiej poukładanych klubów w Szwecji zarówno pod względem organizacyjnym jak również finansowym, bo nie ukrywajmy ma to znaczenie. Dzięki temu będę mógł zachować spokój i skupić się na tym by moja średnia była jeszcze lepsza. Jeśli chodzi o Indianernę Kumlę, to będę miło wspominał ten rok. Finansowo niestety zakończyło się to tak, a nie inaczej. Mam nadzieję, że moja lojalność wobec klubu zostanie doceniona. Tak naprawdę, jeśli mielibyśmy się opierać tylko na finansach to Indianerna skończyłaby sezon w połowie rozgrywek. Odnośnie przyszłego sezonu, to nadal chciałem być częścią zespołu z Kumli, jednak sygnały z klubu były niepewne i nie gwarantowały stabilności. Ja się dobrze czułem w Indianernie i nie chciałem tego zmieniać m.in, ze względu na tor, który bardzo lubię. Tak naprawdę ta dezorganizacja jaka wychodziła z klubu popchnęła mnie do tego, aby zdecydować się na zmianę klubu.
Miałeś okazję wystąpić w turnieju zorganizowanym przez Magnusa Zetterstroema, który zakończył sportową karierę. Byłeś zaskoczony jego zaproszeniem?
Po otrzymaniu zaproszenia od Magnusa tak naprawdę nie zastanawiałem się zbyt długo i szybko potwierdziłem swoje uczestnictwo w turnieju. Startowaliśmy razem w Smedernie Eskilstunie i dobrze wspominam tamten tor. Magnus jest wizytówką miasta i klubu z Eskilstuny. Ja swoim udziałem w tym turnieju chciałem mu podziękować za to, że zawsze był dobrym kolegą na torze i poza nim. Darzę go dużym szacunkiem za to jakim jest człowiekiem.
Wziąłeś udział w dwóch turniejach w Anglii. Planujesz wrócić do ligi angielskiej?
Wziąłem udział w tych turniejach, ale uważam, że to był błąd z mojej strony i więcej takiego nie popełnię. Wiadomo, człowiek uczy się na własnych błędach. Po trzech tygodniach braku kontaktu z motocyklem, bo nie pozwalała na to pogoda, rzucić się na głęboką wodę i pojechać do Anglii by jeździć na krótkich torach, to nie jest łatwe zadanie. Następnym razem na udział w takim turnieju zdecyduję się, gdy w miarę regularnie będę miał okazję jeździć na angielskich torach. Wówczas czułbym się pewniej. Nie ukrywam, że ja jestem zawodnikiem, który lepiej odnajduje się na długich torach. Na krótkich mimo, że sobie radzę technicznie, to jednak nie mam tej wewnętrznej pewności co do ataków i ofensywnej jazdy. W sytuacji, gdy nie mam możliwości jechać na 100% swoich możliwości, to wolę nie jechać wcale. A być dawcą punktów dla innych, to niekoniecznie jest w mojej naturze. Owszem, chcę być wszechstronnym zawodnikiem dlatego decydowałem się na starty w Anglii. Jeśli otrzymałbym ofertę startów na torze niezbyt krótkim np. Poole Pirates czy Swindon Robins, to podjąłbym się takiego wyzwania.
Czy ograniczenie startów do trzech lig to wg Ciebie dobry pomysł?
Jeśli mowa o nas Polaków, to od dawna jest wiadome, że liga polska jest dla nas priorytetem. W sytuacjach, kiedy spotkanie polskiej ligi musiało być przekładane, to tak naprawdę nowy termin trzeba było zgrać z kalendarzami zawodników zagranicznych. Wg mnie wprowadzenie ograniczenia do trzech lig miało w pewnym sensie na celu opanowanie startów w ligach zagranicznych. Mając na uwadze zawodników, którzy oprócz startów w lidze polskiej, szwedzkiej, angielskiej, dokładając do tego jeszcze starty indywidualne i jeszcze starty w mniej znanych ligach, to tak naprawdę ci zawodnicy startują po kilka, a może nawet kilkanaście dni z rzędu. W takich sytuacjach może trzeba trochę tych zawodników "opanować". Z drugiej jednak strony to też zależy czego dany zawodnik potrzebuje. Jeśli dobrze się czuje, wytrzymuje takie tempo i uzyskuje dobre wyniki to niech jeździ nawet codziennie. Wszystkich nie można wrzucić do jednego worka. Zawodnicy, którzy nie mają tak napiętego terminarza są w pewien sposób zablokowani tym ograniczeniem. A wiemy też, że nie wszystkie ligi są regularne.
Przed Tobą piąty sezon w Unii Leszno. W obecnych czasach dość rzadko się zdarza, że zawodnik na dłuższy czas wiąże się z jednym klubem. Nie chciałeś może spróbować czegoś innego i podpisać kontrakt z innym klubem?
W barwach Unii Leszno mogę sobie wyznaczać nowe cele, poszerzać swoje horyzonty i rozwijać się jako zawodnik. Dopóki tak będzie, to na pewno na siłę nie będę szukał zmian. Czuję się tutaj dobrze i to w jaki sposób jestem tutaj traktowany, zarówno przez kibiców jak i przez klub, pozwala czuć mi się swobodnie. Na tyle się już zadomowiłem w Lesznie, że jest mi prościej skupiać się na celach indywidualnych, bo wszystko dookoła mam poukładane i zapewnione. Szukać zmian tylko po to, żeby poznać coś nowego to nie w moim stylu. Jeśli ja się czuje dobrze, a klub oraz kibice równie dobrze odbierają mnie za to co robię i szanują mnie jako człowieka oraz zawodnika, to nie widzę sensu zmieniania czegokolwiek. Po sezonie, gdybym miał wskazać chociaż jeden powód, przez który miałbym zmienić klub, to nie doszukałbym się żadnego. Pojawiały się zapytania o moją osobę z innych klubów, ale kończyło się to na rozmowach telefonicznych, a żadna z tych rozmów nawet nie doszła do etapu finansów. Mi zależało na tym, żeby jak najszybciej sfinalizować kontrakt z Unią Leszno i móc już skupić się na nowym sezonie. Cieszę się, że co roku siadamy z prezesem Piotrem do rozmów i nie ma nigdy żadnych problemów. Owszem, to nie są łatwe rozmowy, bo trzeba znaleźć kompromis aby jedna i druga strona była zadowolona, jednak ogólnie rzecz biorąc są to negocjacje dość szybkie.
Jesteś jednym z niewielu zawodników, którzy tak dbają o swoje profile na portalach społecznościowych. Uważasz, że jest to dobry sposób na reklamę czy bardziej metoda na podtrzymywanie kontaktów z kibicami?
Najważniejszą rzeczą jest podtrzymywanie relacji z kibicami. Dzięki social media kibice mają dopływ różnych informacji związanych ze mną. Ci, którzy się interesują moją osobą i mi kibicują, mają dzięki temu lepszy kontakt i również z mojej strony ta relacja jest łatwiejsza. Pojawiające się na moich kontach informacje mają na celu to, aby relacje z kibicami się zacieśniły. To w dużej mierze pomogło mi w zbudowaniu pozytywnego wizerunku. Nic jednak nie przyszło z łatwością. Jak sobie przypomnę sytuacje, kiedy wracałem jako ostatni do parku maszyn, a jeszcze trzeba było nagrać materiał dla kibiców, którzy chcą wszystko wiedzieć na mój temat, to doceniam wszystko jeszcze bardziej. Trzeba w to włożyć wiele pracy, ale widzę też, że wszystko składa się w jedną całość i się to opłaca. Kibice w miły i pozytywny sposób się za to rewanżują. Dzięki temu szybko się w Lesznie zadomowiłem i gdyby nie kibice, to trudno byłoby mi czuć się tak swobodnie jak się czuję teraz.
W tym sezonie często miałeś okazję wystąpić przed kamerami nSport i NC+. Pojawiało się wiele głosów, że dobrze sobie radziłeś w roli eksperta i komentatora. Mógłby to być Twój późniejszy sposób na życie?
Nie myślę teraz o tym co będę robił za kilkanaście lat po zakończeniu kariery. Jeśli rzeczywiście zacznę się nad tym głębiej zastanawiać, to będzie znak, że moja kariera zbliża się ku końcowi. Ja obecnie chce się w pełni oddać temu co kocham robić czyli jeździe na żużlu i temu się oddaję w pełni. W tym roku wyszło to tak, że sezon zakończyliśmy szybciej niż przewidywaliśmy więc w weekendy miałem sporo czasu i mogłem go poświęcić nowej roli komentatora czy eksperta. Było to dla mnie miłe doświadczenie. Cieszę się, że mogłem poznać żużel z tej drugiej strony. Podczas komentowania zawodów zwraca się uwagę na naprawdę wiele szczegółów, które starałem się przekazać widzom. Mam nadzieję, że ludziom zgromadzonym przez telewizorami się mój komentarz podobał. Chciałbym podziękować z tego miejsca ekipie nSport i NC+ za to, że mogłem być tak częstym gościem. W sumie nie spodziewałem się, że zostanie to tak przyjęte. Kamera w żaden sposób mnie nie ogranicza więc starałem się, aby mój komentarz był jak najbardziej na luzie i chyba mi się to udawało. Jak w przyszłym sezonie będę miał możliwość i moje starty nie będą kolidować, to chętnie ponownie skorzystam z zaproszenia wystąpienia przed kamerami.
źródło. inf. własna

