To, co nie udało się w zeszłym roku, zdołał osiągnąć w tegorocznych rozgrywkach. W finale Speedway European Championships rozgrywanym na częstochowskim owalu, Emil Sajfutdinow odebrał złoty medal Indywidualnych Mistrzostw Europy. Oto jak odniósł się do tego sukcesu i do planów na następne lata.
Przede wszystkim gratulacje za złoty medal! Tegoroczny SEC należał do Ciebie.
Osiągnąłem to, czego nie udało mi się osiągnąć w zeszłym roku. Wydaję mi się, że ten złoty medal mi się należał. Pokazałem, że mogę walczyć i dzisiaj jestem mistrzem Europy.
W zeszłym roku byłeś jednym z głównych kandydatów do tytułu IME, wtedy jednak plany pokrzyżowały liczne kontuzje. Mimo to wróciłeś do SEC w imponującym stylu.
Powrót do formy po kontuzji jest zawsze trudny. Zeszły sezon był dla mnie bardzo ciężki, bo niemal non stop chodziły za mną jakieś urazy. Potrzebowałem trochę czasu żeby dojść do siebie. Problemem były także finanse.
Masz na myśli zaległości ze strony Włókniarza?
Owszem. Z poprzedniego klubu nie dostawałem pieniędzy. Trochę się to na mnie odbiło. Można powiedzieć, że w mojej głowie pojawiły się pewne problemy. Dlatego nie brakowało nerwów przed sezonem i wiara w sukces też została mocno zachwiana.
Skoro mowa o tutejszym klubie, to czy nie czułeś delikatnej presji ze strony częstochowskich kibiców? Była dodatkowa motywacja?
Nie myślałem o tym. Skupiony byłem na tym, żeby odnieść zwycięstwo, bo trzy punkty przewagi to nie było zbyt dużo - kwestia jednego biegu. Moim celem był złoty medal. Musiałem się bardzo starać. Zdobyłem piętnaście punktów i popłakałem się ze szczęścia.
To wracając do dzisiejszych zawodów. Co mógłbyś powiedzieć o przygotowaniu toru?
Tor dzisiaj wyglądał nieco inaczej niż zazwyczaj, jednak zawsze dobrze mi się tu jeździło. Lubię tutejszą nawierzchnię, bo fajnie się na niej ściga. Dzisiaj akurat musieliśmy jeździć po płocie, co raz mi wychodziło, raz nie, jak np. w biegu finałowym.
A propos finału, jak się czujesz po upadku?
Wszystko jest w porządku. Trochę za mocno mnie pociągnęło, nie opanowałem motoru i się przewróciłem, ale dobrze, że jestem cały i zdrowy.
Indywidualne Mistrzostwo Europy to ogromne osiągnięcie. Najważniejsze w Twojej karierze na tą chwilę?
Nie, dlaczego? Wszystkie sukcesy były dla mnie bardzo drogie i ten też jest wyjątkowy. Pracowałem i walczyłem o ten medal, więc myślę, że ja i mój team na niego zasłużyliśmy.
Jest ktoś w Twoim zespole, komu zawdzięczasz najwięcej?
Mój team cały czas pracował i pracuje na każdy mój sukces. Nie ma osoby, którą mógłbym szczególnie wyróżnić, bo każdy wykonuje swoje obowiązki z wielką rzetelnością. Każdy działa na sto procent. Mam profesjonalny zespół i to jest kluczem do moich sukcesów.
Skoro możesz się już pochwalić złotem IME, to czy nie czas na mistrzostwo świata?
Nie, to jeszcze nie jest odpowiedni moment. Do GP chcę wrócić odpowiednio przygotowany. Muszę znaleźć sponsorów, żeby jeździć tam po zwycięstwa, a nie myśleć o kwestiach finansowych. Powrócę do Grand Prix jeśli będę wiedzieć, że zdołam wywalczyć tam złoty medal.
A czy to prawda, że otrzymałeś już propozycję stałej dzikiej karty w Grand Prix?
Nie było konkretnej propozycji tylko luźne sugestie. Mimo to i tak nie jej nie przyjmę, bo tak jak powiedziałem – to jeszcze nie jest ten czas.
Wiadomo, że w toruńskim klubie czujesz się znakomicie. Czy to Ci pomogło odnieść dzisiejszy sukces?
W pewnym sensie tak. Toruń to bardzo dobry klub i cieszę się, że tam trafiłem. Współpraca układa się bardzo dobrze i jestem z tego zadowolony.
To już końcówka sezonu. Masz przed sobą jeszcze jakieś ważniejsze starty?
Jeszcze mam przed sobą kilka meczów, między innymi finał w Szwecji, więc jeszcze trochę okazji do ścigania będzie.
Oprócz Ciebie, znakomicie na torze spisywał się również Grigorij Łaguta. Z Wami reprezentacja Rosji byłaby niezwykle silna. Będziecie jeszcze startować w DPŚ?
To jest akurat pytanie do federacji.
źródło: informacja własna

