Pożegnanie na Antypodach

logo SGPPół roku – tyle minęło od inauguracyjnego turnieju tegorocznego cyklu o tytuł najlepszego żużlowca na świecie. W tym czasie poznaliśmy nowego-starego mistrza, wyklarowała się również pierwsza ósemka. Nie oznacza to jednak, że wszystkie karty zostały już odkryte. Decydująca rywalizacja, która zakończy sezon 2015, jutro (24 października) w Melbourne podczas Don Smallgoods Grand Prix Australii.


Grand Prix Australii ma jak dotąd bardzo krótką historię. Najlepsi żużlowcy na świecie gościli na Antypodach tylko raz – w 2002 roku, kiedy to na Stadionie Olimpijskim w Sydney zakończono ówczesny cykl. Nie zdecydowano się wówczas wrócić na Sadium Australia, bowiem koszty przelotu i organizacji okazały się dla wielu zawodników zbyt duże. Kiedy jednak w 2012 roku w Auckland rozegrano pierwsze GP Nowej Zelandii, powrócił temat Australii. Po 13 latach „kraj kangurów” ponownie przyjął cykl, który tym razem zagościł w Melbourne na Stadionie Docklands. Na co dzień jest to obiekt futbolistów i piłkarzy, zaś na potrzeby żużlowców stworzono tam tor tymczasowy.

Przed ostatnią rundą cyklu w tabeli wiele już się ukształtowało. Pierwsza ósemka jest właściwie zamknięta, zaś Indywidualny Mistrz Świata mógł się cieszyć z tytułu już w Toruniu. Tai Woffinden, który złoty krążek SGP odbierze już po raz drugi (pierwszy zdobył w 2013 roku), był absolutnie w najlepszej formie. Niemal w każdych zawodach znajdował się przynajmniej w półfinale, zaś ewentualne gorsze występy nie wpływały na jego prowadzenie. Brytyjczyk wystąpi zatem w Melbourne z pełnym spokojem, by na koniec odebrać zasłużone trofeum w kraju, z którym był od dziecka związany.

Choć najwyższy stopień podium jest znany, to wciąż otwartą pozostaje kwestia srebrnego medalu. Drugi aktualnie Greg Hancock ma zaledwie dwa punkty przewagi nad Nickim Pedersenem, który znakomitym występem w Toruniu dał sygnał, że będzie walczył do samego końca. Rywalizacja o drugie miejsce może być zatem szczególnie emocjonująca tym bardziej, że obaj panowie nie darzą się szczególną sympatią. Mogą być jednak spokojni o podium, bowiem czwarty Niels Kristian Iversen traci do nich 19 i 21 „oczek”. W praktyce oznacza to tyle, że tylko tragedia mogłaby odebrać im krążek.

Wspomniany „PUK” jest właściwie pewny, że w tym sezonie nie stanie na podium, jednak nie jest wykluczone, że z czwartej pozycji może spaść parę lokat niżej. Choć pierwsza ósemka jest właściwie zamknięta, to mimo to mogą zajść w niej pewne zmiany. Różnica między czwartą a ósmą lokatą wynosi bowiem 12 punktów, co przy ewentualnej gorszej dyspozycji jednego zawodnika może działać na korzyść drugiego. I tak z bardzo dużymi szansami na pierwszą czwórkę są Jason Doyle oraz Matej Zagar. Każdy gorszy wyścig w wykonaniu Iversena może dać im czwarte miejsce na koniec sezonu. Polacy mogą dopingować natomiast Macieja Janowskiego, który w tabeli jest teraz na siódmej pozycji. Do Duńczyka traci 10 „oczek”, jednak z formą, w której jest aktualnie „Magic”, można liczyć na więcej. Szczęśliwą ósemkę, która w przyszłym roku wystartuje w cyklu, zamyka z 93 punktami Chris Holder.

Mimo znakomitej formy i paru podiach w tym sezonie na bezpieczną kwalifikację do przyszłorocznego SGP nie ma już raczej szans Peter Kildemand. „Pająk”, który wszedł do cyklu właściwie w połowie sezonu, nie miał większych możliwości, by nadrobić straty do czołówki. Przed ostatnim turniejem traci do Holdera 14 punktów, co przy ogromnym doświadczeniu Australijczyka, który dodatkowo będzie wspomagany przez własną publiczność, jest różnicą nie do odrobienia. Mimo to można oczekiwać od Duńczyka walki do ostatnich metrów, bowiem w grę wchodzi teraz stała dzika karta, na którą Kildemand bez wątpienia zasługuje. W nieco trudniejszej sytuacji jest jego młodszy kolega z kadry – Michael Jepsen Jensen. „MJJ” wyraźnie zawalił końcówkę sezonu, bowiem jeszcze nie tak dawno szedł łeb w łeb z Janowskim, z którym wymieniali się w tabeli ósmym i dziewiątym miejscem. „Liglad” w Melbourne będzie musiał pokazać pełnię swoich umiejętności, by przekonać włodarzy BSI do dzikiej karty na sezon 2016. Na karku będzie miał jednak starego wyjadacza, Andreasa Jonssona, który wciąż jest dosyć mocną osobistością w Grand Prix.

Miejsca od dwunastego do czternastego zajmują zawodnicy, którzy w tym sezonie mieli jedynie przebłyski lepszej formy. Pewien niedosyt wiąże się z występami Troy’a Batchelora, który wyraźnie w tym sezonie nie pokazał tego, na co go stać. Być może Australijczykowi uda się przed własną publicznością zatrzeć złe wrażenie i na koniec pochwali się dobrym rezultatem. Zgodnie z oczekiwaniami rolę statystów w tegorocznym GP pełnili Thomas H. Jonasson i Chris Harris. Największym zawodem był jednak Krzysztof Kasprzak, który po fenomenalnym 2014 roku spadł teraz na żużlowe dno. Liczyć należy jednak na to, że „KK” w przyszłym roku odrodzi się jak feniks z popiołów.

Z dziką kartą w Melbourne pojedzie Sam Masters. Rezerwowymi będą natomiast Justin Sedgmen i Max Fricke. Zawody poprowadzi sędzia Jesper Steentoft. Prognozy na sobotę przewidują ładną, ciepłą pogodę bez jakichkolwiek opadów, więc turniej powinien się odbyć bez przeszkód. Początek ostatniej rundy zaplanowano na godz. 10:00 czasu polskiego.


Lista startowa Don Smallgoods Grand Prix Australii:
1. Niels Kristian Iversen #88 - Dania
2. Andreas Jonsson #100 - Szwecja
3. Chris Harris #37 - Wielka Brytania
4. Matej Zagar #55 - Słowenia
5. Troy Batchelor #75 - Australia
6. Greg Hancock #45 - USA
7. Tai Woffinden #108 - Wielka Brytania
8. Krzysztof Kasprzak #507 - Polska
9. Thomas H. Jonasson #30 - Szwecja
10. Maciej Janowski #71 - Polska
11. Jason Doyle #69 - Australia
12. Nicki Pedersen #3 - Dania
13. Peter Kildemand #19 - Dania
14. Chris Holder #23 - Australia
15. Michael Jepsen Jensen #52 - Dania
16. Sam Masters #16 - Australia

Rezerwowi:
17. Justin Sedgmen #17 - Australia
18. Max Fricke #18 - Australia



źródło: informacja własna, speedwaygp.com

Anna Dudek

20

Dziękujemy, że jesteście z nami!