Wczoraj mogli Państwo przeczytać o wrażeniach i liczbach jakie towarzyszyły Krzysztofowi Buczkowskiemu podczas debiutanckich lat spędzonych w Grudziądzu. Poniżej znajduje się kolejna porcja wspomnień "Buczka", tym razem z lat 2010-11 oraz kilka ciekawostek związanych z przeszłością i przyszłością w grudziądzkim klubie.
Po pięcioletnim epizodzie w Bydgoszczy, Buczkowski powrócił do Grudziądza w 2010 roku, witając się z miejscowymi kibicami w wielkim stylu. 5 kwietnia zainkasował płatny komplet punktów w spotkaniu przeciwko „Skorpionom” z Poznania - Chciałem się jak najlepiej zaprezentować, ponieważ był to pierwszy mecz po powrocie w Grudziądzu. Podchodziłem do tego bardzo poważnie, bo sezon 2009 był dla mnie rozczarowaniem. Przeciwko Poznaniowi udało się dobrze rozpocząć, a później utrzymałem dobrą formę przez całe 2 lata – podkreśla Buczkowski.
Warto wspomnieć, że „Buczek” został przed sezonem wybrany na nowego kapitana zespołu. Co więcej, wychowanek GKM-u tylko w trzech ze spotkań w latach 2010-11 nie wystąpił w parze z młodzieżowcem. Niegdyś nieopierzony junior sam musiał mieć teraz na oku młodszego kolegę, którym często bywał inny rodowity grudziądzanin, Artur Mroczka.
W całym sezonie 24-latek popisał się czterema kompletami (po 2 z Poznaniem i Miskolcem), a łącznie zapisał na swoim koncie 199 punktów i 19 bonusów. Całość dała imponującą średnią biegopunktową równą 2,158. Niestety, grudziądzanom po raz kolejny nie udało się awansować do czołowej czwórki, dlatego w końcowej fazie sezonu ścigali się już o przysłowiową „pietruszkę”. Decydujące w walce o wymarzone play-offy okazały się minimalne porażki z gnieźnieńskim Startem (2x 44:46).
W kolejnym sezonie Buczkowski ponownie przywdział „żółto-niebieski” plastron i po raz kolejny rozpoczął sezon od kompletu na własnym torze przeciwko PSŻ-owi Poznań. Co więcej, po raz pierwszy na koncie „Buczka” zapisano same „3”, był więc to jego pierwszy czysty komplet w barwach GKM-u. Drużyna ze stolicy Wielkopolski ewidentnie „leżała” Buczkowskiemu, który w spotkaniu przeciwko niej na koniec sezonu 2010 także zaliczył komplet punktów.
Następne spotkania potwierdziły wysoką formę grudziądzanina, który zaliczył rekordową dla niego serię siedmiu spotkań z dwucyfrówką z rzędu. Szczyt jego dyspozycji miał miejsce w spotkaniach przeciwko Orłowi Łódź, w których „Buczek” wygrał wszystkie swoje biegi. 29 maja w Grudziądzu Buczkowski zainkasował 15, natomiast tydzień później w Łodzi aż 18 „oczek”. Drugi z wspomnianych występów to jego jedyny jak dotąd komplet punktów dla GKM-u zdobyty na wyjeździe - Takie dni się pamięta. Po raz pierwszy poczułem, ze mogę być w tym dniu niepokonany. Nie lekceważyłem rywali – byłem po prostu pewny siebie i wiedziałem, że dobrze mi pójdzie w Łodzi. Cały sezon 2012 był dla mnie bardzo udany. Byłem wtedy dobrze przygotowany sprzętowo, psychicznie i fizycznie – komentuje „Buczek”.
Wysoka forma wychowanka pomogła grudziądzanom awansować do wymarzonej czwórki. Faza play-off przyniosła GTŻ-owi tylko jedno zwycięstwo, dając w końcowym rozrachunku czwarte miejsce w ligowej tabeli. Dla Buczkowskiego był to rekordowy sezon. 224 punkty, 10 bonusów oraz imponujące 47 zwycięstw w 102 biegach sprawiły, że znalazł się wśród najskuteczniejszych zawodników na I-ligowych torach. Świetna forma i wielka ambicja spowodowały, że „Buczek” postanowił po raz kolejny spróbować swoich sił w Ekstralidze. 25-latek postanowił przenieść się z Grudziądza do… Bydgoszczy.
Po dwóch latach spędzonych w Polonii, Buczkowski zaliczył jednoroczny epizod w Tarnowie. „Dzika karta” przyznana GKM-owi przez Ekstraligę walnie przyczyniła się do kolejnego powrotu do macierzystej drużyny. Czy druga decyzja o przenosinach do rodzinnego miasta była dzięki temu łatwiejsza? - Obie decyzje o powrocie do Grudziądza były przemyślane. Za każdym razem byłem pewny tego co robię. Po sezonie 2009 chciałem przejść do ligi niżej, ponieważ byłem po ciężkiej kontuzji i nie czułem się na siłach, aby ścigać się z najlepszymi. Natomiast teraz miałem także 2 inne propozycje z Ekstraligi i również je rozważałem, jednak postawiłem na to, że chce jeździć dla ludzi z Grudziądza. Cały czas tutaj mieszkam i to jest mój klimat. Po 15 latach do Grudziądza zawitała Ekstraliga i chce być częścią tego historycznego momentu. To jest wielka szansa dla klubu, który może się utrzymać i na dłużej pozostać w Ekstralidze – wyjaśnia 28-latek.
O przywiązaniu Buczkowskiego do „żółto-niebieskich” barw świadczy niewątpliwie wykonanie nowego kevlaru ku czci jego idola, śp. Roberta Dadosa - Cała moja kariera wzoruje się na Robercie. Kiedy byłem w szkółce to on był idolem publiczności, dla niego ludzie przychodzili na mecze. Sam pomysł z kevlarem narodził się już wcześniej, ale nie było okazji, aby wdrożyć go w życie. Grudziądz dostał się do Ekstraligi, ja powróciłem i to był dobry moment na wykonanie kevlaru. Cieszę się, że zostało to tak pozytywnie odebrane. Na pewno nie zastąpię kibicom Roberta, mam też inną sylwetkę od niego, ale chciałem uczcić jego pamięć. To dla mnie bardzo ważne, aby ta pamięć o nim nie zaginęła. To bardzo ważna postać w historii klubu i fajnie, że spotkało się to z akceptacją – mówi „Buczek”.
Z sezonu na sezon Buczkowski notował coraz lepsze wyniki w „żółto-niebieskich” barwach. Czy będzie to kolejny świetny sezon „Buczka” spędzony w domu? Czas pokaże… teraz zapraszam do zapoznania się ze statystykami wykręconymi przez ulubieńca grudziądzkiej publiczności dla miejscowego klubu.

źródło: inf. własna

