
Młody i perspektywiczny skład. Wyremontowana i owiana legendarną sławą arena zmagań. Najwyższa frekwencja w najlepszej lidze świata. Wiele sukcesów indywidualnych. Do pełni szczęścia kibicom i włodarzom Betard Sparty Wrocław zabrakło w sezonie 2017 jedynie złotego medalu Drużynowych Mistrzostw Polski, który podopieczni Rafała Dobruckiego mieli w zasięgu ręki po 27 z 30 biegów dwumeczu finałowego. Piorunująca końcówka zespołu z Leszna spowodowała jednak, iż na swój moment triumfu Spartanie będą musieli poczekać co najmniej do września 2018 roku.
Po sezonie 2016, w którym Betard Sparta Wrocław jeździła domowe mecze na poznańskim torze, zdecydowano się jedynie na kosmetyczne zmiany w zestawieniu czterokrotnych Drużynowych Mistrzów Polski. Z klubu odszedł Adrian Gała, a na wypożyczenie do Stali Rzeszów powędrował Nick Morris. Zespół z Dolnego Śląska wzmocnili natomiast Oskar Bober oraz odkrycie Nice Polskiej Ligi Żużlowej - Andzej Lebedev. Szczególnie z tym drugim kibice z Wrocławia wiązali duże nadzieje, wierząc w to, iż okaże się tak samym objawieniem, jak dwa sezony wcześniej Vaclav Milik.
Wrocławianie pierwotnie mieli rozpocząć rozgrywki od dwóch wyjazdowych spotkań w Lesznie i Rybniku, jednak z uwagi na kwietniowy atak zimy i niestabilne warunki atmosferyczne obydwa mecze zostały przełożone odpowiednio na maj i czerwiec. Ostatecznie podopieczni Rafała Dobruckiego o pierwsze ligowe punkty powalczyli przed własną publicznością z Get Well Toruń. Inauguracja wyremontowanego Stadionu Olimpijskiego wypadła niezwykle okazale, a żużlowcy znad Odry bez większych problemów pokonali torunian. Pięć dni później Spartanie wybrali się na zaległy mecz do Leszna. Faworyzowana FOGO Unia nie dała rady wrocławianom, którzy przez całe spotkanie kontrolowali sytuację. Spartan do triumfu poprowadził zdobywca 13 punktów - Maksym Drabik. W kolejną ligową niedzielę Betard Sparta podjęła na własnym torze jednego z faworytów rozgrywek - broniącą mistrzowskiego tytułu Cash Broker Stal Gorzów. Po niezwykle emocjonującym spotkaniu gospodarze przegrali jednym punktem, mimo iż na trzy biegi przed końcem prowadzili aż dziewięcioma. Jak się później okazało, demony z tego meczu wróciły do Wrocławia w najmniej pożądanym momencie.
Podopieczni Dobruckiego po kolejne ligowe punkty wybrali się do Grudziądza. Mający problemy kadrowe po kwietniowej tragedii Tomasza Golloba MR GARDEN GKM nie zdołał stawić skutecznego oporu wrocławianom, którzy pod nieobecność kontuzjowanego Vaclava Milika, a po raz pierwszy z Szymonem Woźniakiem w składzie wygrali bez trudu 50:40. Wspomniany Woźniak, który sezon 2017 okrasił zdobyciem Indywidualnego Mistrzostwa Polski, nie wypadł już ze składu do samego końca rozgrywek, a poza jednym wyjątkiem (wyjazdowym meczem w Toruniu, w trakcie którego zobowiązania reprezentacyjne miał Andzej Lebedev) odbywało się to kosztem kapitana Betard Sparty - Tomasza Jędrzejaka. Tydzień po starciu w Grudziądzu Betard Sparta po wyrównanym spotkaniu odprawiła z kwitkiem na Nowym Olimpijskim Włókniarza Vitroszlif Crossfit Częstochowa. Pierwszą połowę rundy zasadniczej wrocławianie zakończyli w Zielonej Górze. Mecz z ekantor.pl Falubazem układał się dla nich znakomicie do ósmego biegu, po którym prowadzili 19:29. Wtedy jednak ludzi Dobruckiego dopadła niewytłumaczalna niemoc, w związku z czym spotkanie zakończyło się sześciopunktowym triumfem gospodarzy.
Drugą połowę rundy zasadniczej wrocławianie rozpoczęli od pewnej wygranej nad FOGO Unią Leszno. Po 11 biegach tego spotkania gospodarze prowadzili nawet osiemnastoma punktami, jednak ostatecznie skończyło się na dwunastu "oczkach" przewagi. Dwa tygodnie później podopieczni Rafała Dobruckiego dołączyli do grona ekip, które w 2017 roku zdobyły toruńską Motoarenę. Zawody te były pokazem mocy Macieja Janowskiego, który znalazł pogromcę dopiero w ostatniej gonitwie spotkania, a dobę wcześniej triumfował w Grand Prix Danii w Horsens. Spartanie udawali się na lipcową przerwę w rozgrywkach w dobrych nastrojach. W jej trakcie odrobili zaległości z X rundy, pokonując wysoko osłabiony brakiem zawieszonego Grigorija Łaguty ROW Rybnik. Kilka dni później w rewanżu na rybnickim owalu padł remis, do którego wywalczenia najbardziej przyczynił się Andzej Lebedev, który zdobył wraz z bonusami 15 punktów w sześciu biegach.
W niedzielę 30. lipca doszło do szlagierowo zapowiadającego się spotkania. Wrocławianie wybrali się do Gorzowa, by zrewanżować się za majową porażkę na własnym obiekcie. Goście powetowali sobie wiosenne niepowodzenie i uciszyli w końcówce meczu Stadion im. Edwarda Jancarza. Gorzowianie ponieśli czwartą z rzędu ligową porażkę. Pięć dni później Betard Sparta rozegrała przed własnymi kibicami jedyny mecz, którego nie obejrzała w sezonie 2017 pięciocyfrowa liczba fanów. Z uwagi na to, iż spotkanie z MR GARDEN GKM-em odbyło się w piątkowy wieczór, na trybunach Nowego Olimpijskiego zasiadło jedynie 7500 kibiców czarnego sportu. Gospodarze meczu bez większego trudu pokonali jednak grudziądzan, walczących o utrzymanie w elicie. Tydzień później Spartanie odnieśli trzecią w sezonie porażkę, nie dając rady na częstochowskim owalu miejscowym "Lwom". Kolejne niepowodzenie i symptomy kryzysu formy wrocławian przyszły w ostatniej kolejce fazy zasadniczej. Spartanie byli bezradni na własnym torze wobec świetnie rozgrywających starty zawodników ekantor.pl Falubazu, którzy po triumfie we Wrocławiu rzutem na taśmę zajęli pierwsze miejsce w tabeli.
Faza play-off w PGE Ekstralidze wielokrotnie pokazała, że drużyny będące przed nią w znakomitej formie wcale nie muszą być tymi nadającymi ton w rywalizacji o medale. Betard Sparcie Wrocław w półfinale rozgrywek przyszło zmierzyć się z Cash Broker Stalą Gorzów. Przebieg pierwszego spotkania półfinałowego wzbudził wiele kontrowersji z uwagi na stan nawierzchni toru przy ul. Paderewskiego, który w trakcie meczu pozostawiał wiele do życzenia. Ostatecznie, po obfitującym w wiele niebezpiecznych sytuacji spotkaniu, Spartanie uzyskali niewielką, bo 4-punktową zaliczkę przed rewanżem na Zawarciu. Na dzień przed nim do Wrocławia dotarła hiobowa wieść o kontuzji Maksyma Drabika w finale Indywidualnych Mistrzostw Świata w Gustrow. Stało się jasne, że obronienie przewagi z pierwszego meczu będzie graniczyło z cudem. Gorzowianie po 11 biegach prowadzili w dwumeczu już ośmioma punktami, co przy fatalnej postawie Macieja Janowskiego stanowiło przepaść. Wtedy jednak geniuszem taktycznym błysnął Rafał Dobrucki. Po wygranym podwójnie biegu dwunastym Spartanie wygrali trzynastą gonitwę 4:2, co pozwoliło wystawić w czternastym wyścigu fenomenalnego tego dnia Taia Woffindena w ramach rezerwy taktycznej. W nim wrocławianie wyrównali stan rywalizacji, a emocje przed ostatnim rozdaniem sięgnęły zenitu. Lepiej ciśnienie wytrzymali jednak Woffinden do spółki ze świetnym Vaclavem Milikiem. Wygrali podwójnie, dzięki czemu wrocławianie po raz drugi w ciągu ostatnich trzech lat znaleźli się w wielkim finale rozgrywek, w którym, podobnie jak w 2015 roku przyszło im się zmierzyć z ekipą z Leszna.
Przed przystąpieniem do finałowej rywalizacji wielu ekspertów uzależniało powodzenie wrocławian w decydującej rozgrywce od tego, czy Maksym Drabik zdąży wyleczyć się i stanąć we szranki z "Bykami". Ostatecznie młodzieżowiec drużyny z Dolnego Śląska pojechał jedynie w rewanżu. O ile w pierwszym spotkaniu rozegranym na Stadionie im. Alfreda Smoczyka braków Betard Sparty można było doszukiwać się głównie w formacji juniorskiej, o tyle w rewanżu po powrocie Drabika, zawiodło praktycznie całe zestawienie seniorskie ekipy Rafała Dobruckiego. Mecz w Lesznie był prawdziwą wymianą ciosów z obu stron. Niejednokrotnie na podwójną wygraną gospodarzy tym samym odpowiadali goście i odwrotnie. Ostatecznie leszczynianie, głównie dzięki postawie juniorów wypracowali sobie ośmiopunktową zaliczkę przed rewanżem we Wrocławiu. Spotkanie to nie obyło się bez kontrowersji. Sędzia Ryszard Bryła niejednokrotnie mylił się na niekorzyść obydwu drużyn, co gorsza podejmując decyzje świadczące o jego niekonsekwencji, a miejscowa publiczność po zakończeniu spotkania lżyła niemiłosiernie Vaclava Milika, który po zakończeniu rozgrywanego "na trzy razy" biegu piętnastego dodatkowo prowokował zasiadających na trybunach fanów. Napięta atmosfera pomiędzy obiema stronami na szczęście nie znalazła swojego ujścia w meczu rewanżowym. Wrocławianie wzmocnieni Maksymem Drabikiem, lecz nadal z bezbarwnym i przegrywającym rywalizację na treningach z Tomaszem Jędrzjakiem Andzejem Lebedevem w składzie, rozpoczęli rewanż od mocnego uderzenia i odrobienia strat w ciągu trzech gonitw. Po dwóch remisach w kolejnych odsłonach leszczynianie wygrali jednak dwa następne starty, budując na nowo 6 punktów przewagi. Spartanie skontrowali błyskawicznie w wyścigach ósmym i dziewiątym, a na torze Nowego Olimpijskiego dzielił i rządził Drabik, który w czwartej odsłonie dnia ustanowił nowy rekord wrocławskiego owalu. Wrocławianie wyszli na dwupunktowe prowadzenie w finale, które utrzymało się aż do biegu trzynastego. W nim zawiódł na całej linii Tai Woffinden, przez co leszczynianie znów wyrównali stan rywalizacji. Biegi nominowane okazały się nie po raz pierwszy w przypadku tegorocznych meczów na Stadionie Olimpijskim prawdziwym dramatem dla Spartan. "Byki" obydwa z nich wygrały podwójnie, uciszając ponad 12 000 kibiców zgromadzonych na trybunach, a wprawiając w ekstazę około 600 osób, które szczelnie wypełniły sektor gości. Symptomatyczne było to, iż w trakcie biegów nominowanych padał deszcz. Co bardziej ckliwi kibice Betard Sparty mogli stwierdzić, iż to niebo zapłakało nad okolicznościami w jakich ich ulubieńcom wymknęło się upragnione złoto.
Całość sezonu 2017 w wykonaniu Betard Sparty Wrocław należy jednak oceniać pozytywnie. Drużyna wielokrotnie przynosiła wielką radość swoim kibicom nie tylko na własnym owalu, ale także i na wyjazdach. Do historii przejdzie niesamowity powrót do gry wrocławian w rewanżowym spotkaniu półfinałowym, będący przejawem wielkiego charakteru drużyny. Sam Tai Woffinden przyznał jednak, iż jedną z większych bolączek zespołu w sezonie 2017 roku był brak należytego dopasowania się do nawierzchni toru Stadionu Olimpijskiego. W związku z tym a także w celu zapewnienia wyższego poziomu widowiska przeszła ona w listopadzie gruntowną kosmetykę, mającą na celu usunięcie zalegających kamieni, które utrudniały przygotowanie toru dobrego do ścigania. Czas pokaże, czy te zabiegi sprawią, iż wrocławski tor nie będzie dostarczał malkontentom kolejnych materiałów do narzekania na emocje w trakcie meczów nad Odrą, choć tych mimo trudnych warunków nie brakowało. Zmiany zaszły także we wrocławskiej drużynie. Odszedł z niej do Gorzowa Szymon Woźniak, a w jego miejsce pozyskano Maxa Fricke. Do ekipy Rafała Dobruckiego dołączyło także objawienie ubiegłorocznego Drużynowego Pucharu świata - Gleb Czugunow. W rolę krajowego seniora w 2018 roku wcieli się natomiast Damian Dróżdż. Z Betard Sparty Wrocław odszedł także Tomasz Jędrzejak, który od przyszłego sezonu będzie ścigał się w Rzeszowie. We Wrocławiu znów jest drużyna młoda i głodna sukcesów a także bogatsza o doświadczenia z ubiegłorocznych finałów. Czas pokaże, czy zaprocentują one na tyle, by Spartanie w sezonie 2018 sięgneli po piąte w historii złoto Drużynowych Mistrzostw Polski.
źródło: inf. własna

