Fogo Unia Leszno w ubiegłą niedzielę (13 września) w rewanżowym meczu półfinałowym pokonała KS Toruń i powalczy o złoto Drużynowych Mistrzostw Polski 2015 z Betardem Spartą Wrocław. Lider fazy zasadniczej PGE Ekstraligi 2015 jest w finale tych rozgrywek. Nie zawsze jednak tak bywało. Oto zespoły, które kończyły fazę zasadniczą, siedząc pewnie w fotelu lidera, a jeśli chodzi o finał...cóż, musiały obejść się smakiem.
Zwyciężać w meczach pewnie i z dużą przewagą, stać na czele tabeli ligowej i "na luzie" wjechać do fazy play-off. O takim scenariuszu marzy niejedna drużyna. Pierwszym bowiem celem przed rozgrywkami jest awans do PO, później dopiero myśl o wywalczeniu medalu Drużynowych Mistrzostw Polski. Kiedy zespół znajduje się w pierwszej czwórce, zabawa zaczyna się od nowa.
Mecze półfinałowe to nie tylko próba sił obu zespołów i pokazania kto w ostatecznym rozrachunku jest lepszy, ale i próba nerwów. Tor, nabawienie się kontuzji zawodnika, słabsza forma, gorszy dzień, niedopasowanie motoru czy defekt. Nawet najmniejszy, najdrobniejszy szczegół może zadecydować o "być albo nie być" zespołu.Liczą się dwa mecze, te dwie niedziele, 30 biegów podczas których zdarzyć może się wszystko. Żużel jak to sport jest nieobliczalny. Włodarze klubów, managerowie, trenerzy próbują przewidywać możliwe scenariusze by obrać jak najlepszą strategię. Wszystko jednak zweryfikuje tor. Sława i chwała dotyczyć będzie tylko zwycięzców. Brak szansy na złoto, a czasem i w ogóle na medal po sezonie, gdzie zewsząd słyszało się głosy o tym, że się jest najlepszym, boli. W historii najwyższej ligi żużlowej w Polsce i to wcale nie tak dalekiej bywały zespoły, które musiały przełknąć tę gorycz porażki.
2008- Częstochowa
W tym roku (2015) warkot motoru na stadionie Arena Częstochowa można usłyszeć za sprawą wrocławskiej Sparty, która rozgrywała tam pierwszy mecz półfinałowy z Tarnowem, a w najbliższą niedzielę (20 września) zmierzy się w ekstraligowym finale z leszczyńską Unią. W 2008 roku to Włókniarz walczył o medale Drużynowych Mistrzostw Polski. Fazę zasadniczą zakończył jako lider rozgrywek, ale na koniec sezonu częstochowianie wylądowali poza pudłem.
W 2008 roku trenerem CKM Złomrexu Włókniarz Częstochowa był Piotr Żyto, a w szeregach tej drużyny jeździli m. in Nicki Pedersen, Greg Hancock, Tomasz Gapiński czy pamiętany przez miejscowych kibiców, tragicznie zmarły Lee Richardson a także juniorzy Mateusz Szczepaniak i Tai Woffinden. Początek sezonu nie był dobry dla Włókniarza. W pierwszym meczu przegrali na wyjeździe z ówczesnym mistrzem Polski Unią Leszno. Potem musieli u siebie uznać wyższość zespołu z Torunia, przegrywając 41:50. Częstochowianie jechali jednak wtedy zaledwie w pięciu zawodników. Osłabieniem był brak chorego Grega Hancocka oraz upadek Michała Szczepaniaka i Lee Richardsona, po którym obaj zawodnicy nie pojawili się już więcej na torze. Dobra passa rozpoczęła się od zwycięstwa na wyjeździe z Rzeszowem (60:32). Od tej pory częstochowski Włókniarz wygrał dwanaście spotkań z rzędu, co dało tej drużynie pierwsze miejsce w tabeli ligowej i pewne wejście do fazy play-off.
W ćwierćfinałach Włókniarz zmierzył się ze znajdującym się na 6. pozycji Atlasem Wrocław. Częstochowianie wygrali oba spotkania, jednak bilans małych punktów sprawił, że w półfinale trafili na obrońcę tytułu Drużynowego Mistrza Polski, Unię Leszno. Leszczyńskie Byki w pierwszym półfinale, rozgrywanym u siebie pokonały Częstochowę i zdobyły 11 punktów zaliczki przed meczem rewanżowym. Wtedy to dla Włókniarza zaczęły się schody. Przez warunki pogodowe rewanżowe spotkanie obu drużyn odbyło się dopiero za trzecim podejściem. Na domiar złego tuż przed meczem kontuzji doznał Tomasz Gapiński, za którego nie mogła być zastosowana ZZ-etka. Gdyby tego było mało, zaraz na początku zawodów (bieg 3.) kibice na stadionie miejskim w Częstochowie byli świadkami wypadku Sebastiana Ułamka i Lee Richardsona. Karetka zabrała Anglika do szpitala, a mocno poobijany Ułamek kontynuował zawody. Niestety te osłabienia kadrowe sprawiły, że leszczynianie wygrali 50:40. Marzenie o złocie DMP 2008 prysło jak bańka mydlana. Brąz też przeszedł koło nosa. Biało-zieloni wysoko przegrali w Zielonej Górze (62:38) i zwycięstwo w Częstochowie 51:41 nie dało lwom miejsca na podium.

2011- Toruń
Unibax Toruń już przed rozpoczęciem sezonu 2011 typowany był na mistrza Polski. W drużynie z grodu Kopernika startowali wtedy m. in Ryan Sullivan, Chris Holder, Adrian Miedziński, Michael Jepsen Jensen czy zakontraktowany tuż przed rozpoczęciem sezonu Rune Holta. Torunianie rozpoczęli rozgrywki bez Jepsena Jensena i Holty, ale za to w dobrym stylu. Przegrali co prawda pierwszy mecz w Zielonej Górze, ale jedynie różnicą 10 oczek. Kolejne spotkania to same zwycięstwa. Unibax Toruń pokonywał u siebie zespół z Wrocławia (51:39), Leszna (50:40). Na wyjazdach wygrali z Rzeszowem (50:40) i Tarnowem (47:42). W meczu z PGE Marmą Rzeszów w jednym z biegów upadek zaliczył Rune Holta. Zawodnik nabawił się kontuzji nadgarstka, z którą co prawda ścigał się dalej. Ból z jakim się zmagał wpłynął jednak na formę Holty w dalszym etapie sezonu 2011. Po szeregu zwycięstw Toruń dotkliwie odczuł porażkę w Gorzowie Wlkp. z tamtejszą Stalą (52:38). Na szczęście były to (obok pierwszego meczu i przegranej z Zieloną Górą) jedyne stracone punkty Torunia w fazie zasadniczej. Unibax Toruń znalazł się na czele tabeli ligowej, a na swoim koncie miał znakomity wynik: 11 zwycięstw, 2 porażki i 1 remis.
Piękny sen trwał i w play-offach. Ćwierćfinały ułożyły się idealnie dla ekipy z Torunia. Zwycięstwo i to wysokie nad drużyną Betardu Sparty Wrocław na wyjeździe oraz walkower ze strony wrocławskiej sprawiły, że torunianie lekko i przyjemnie przedostali się do kolejnego etapu zmagań o tytuł mistrza Polski. W półfinale Unibax czekał wyjazd do Leszna, gdzie wygrana miała być tylko formalnością. Unia Leszno weszła do półfinałów jako „ lucky looser” za sprawą wspomnianego walkowera ze strony wrocławskiej Sparty. W Lesznie nie było już tak kolorowo. Torunianie, faworyt spotkania, miał wiele zastrzeżeń odnośnie przygotowania toru. Mecz rozpoczął się z opóźnieniem, a całe zamieszanie nie wyszło na dobre toruńskiej drużynie. Leszczynianie wygrali u siebie 53:36, a na dodatek w szeregach Unibaxu kontuzji nabawili się Adrian Miedziński i Emil Pulczyński. Rewanż na Motoarenie zakończył się zwycięstwem torunian 49:41, co oznaczało finał dla Unii Leszno. Półfinały okazały się olbrzymim obciążeniem nie tylko fizycznym, ale i psychiczny. Pokazał to mecz o 3. miejsce z Caelum Stalą Gorzów. Gorzów wygrał na stadionie im. Edwarda Jancarza aż 60:30 i pogrzebał tym samym szansę toruńskich Aniołów ( w rewanżu 50:40) na medal DMP 2011.

2014- Tarnów
W przeciwieństwie do Torunia w 2011 roku, nikt nie postawiłby na to, że Unia Tarnów zakończy fazę zasadniczą na fotelu lidera, choć mówiono o budowaniu silnego składu przez włodarzy klubu. Później, gdy sezon zaczął się rozkręcać, nikt z kolei nie mógł uwierzyć, że tarnowskie Jaskółki nie zdobędą złota DMP 2014. Tarnów musiał zadowolić się brązowym medalem, a zewsząd było słychać pomruki o niesprawiedliwości formy rozgrywek jaką są play-offy.
Przed rozpoczęciem rywalizacji o tytuł DMP 2014 Tarnów, dowodzony przez Marka Cieślaka, opuścił Maciej Janowski i Leon Madsen, a w ich miejsce wskoczyli doświadczony Greg Hancock i Krzysztof Buczkowski. Tarnowianie rozpoczęli sezon mocnym uderzeniem. W pierwszym meczu (12 kwietnia) zwyciężyli na wyjeździe z ubiegłorocznym mistrzem Polski. Kolejne spotkania przynosiły zwycięstwa. W Gdańsku bez problemu pokonali tamtejsze Wybrzeże (64:26), które w swoich szeregach miało Leona Madsena. Smak porażki żużlowcy z Tarnowa poczuli dopiero 11 maja na toruńskiej Motoarenie, później znów powróciła świetna passa. Unia Tarnów zakończyła rundę zasadniczą na pewnym pierwszym miejscu z dorobkiem 32 pkt. (II miejsce miała Stal Gorzów - 24 pkt.) 12 zwycięstwami, 1 porażką i 1 remisem.
Pod koniec fazy zasadniczej zawodników z Unii Tarnów zaczęły nękać kontuzje, a w półfinale tarnowianie trafili na wymagającego rywala, Fogo Unię Leszno. Zdziesiątkowana drużyna przegrała w Lesznie 40:50. 10-punktowa zaliczka leszczynian nie przekreślała szans Tarnowa na finał DMP 2014. Tym bardziej, że rewanż rozgrywał się w Jaskółczym Gnieździe, a ten tor już nie raz spędzał przyjezdnym sen z powiek. W pojedynku z leszczyńskimi Bykami w szeregach Unii Tarnów zabrakło jednak kontuzjowanego Grega Hancocka. Na dodatek wymuszony, przyspieszony powrót po urazach czekał Krzysztofa Buczkowskiego i Janusza Kołodzieja. Leszczynianie poradzili sobie z osłabioną tarnowską Unią (wygrali 48:42) i to oni znaleźli się w finale. Tarnowianom pozostało walczyć o brąz. Na pojedynek z Falubazem Zieloną Górą Jaskółki stawiły się w najsilniejszym zestawieniu. W grodzie Bachusa przegrały co prawda, ale zaledwie czterema punktami. Rewanż na Stadionie Miejskim przy Zbylitowskiej to "mecz do jednej bramki". Podopieczni Marka Cieślaka pokonali Falubaz 62:27 i zawiesili na swoich szyjach brązowy medal DMP 2014.

źródło: inf. własna+ statystyki: Rafał Gurgurewicz

