Sędzia czyli kto?

naczelnyJakiś czas temu na łamach Tygodnika Żużlowego felietonem pod takim samym tytułem wdałem się w dyskusję o sędziach. Wdałem się to może za dużo powiedziane. Napisałem a raczej przypomniałem czytelnikom jaką rolę podczas meczu sędziowie mają do wypełnienia i jakimi atrybutami powinni dysponować, aby ją prawidłowo realizować. Tylko tyle. Bez oceny istniejącej rzeczywistości i samego sędziowania. Miałem, bowiem wrażenie, że w potoku krytyki zagubiono gdzieś istotę tej funkcji.

 

Jak nietrudno było przewidzieć odzew był natychmiastowy. W okresie jedynie słusznej linii tzn totalnej krytyki środowiska sędziowskiego każdy tekst o innym charakterze musiał budzić reakcję. Spodziewałem się tego. Od razu też przeczytałem, że piszę pod zamówienie i tym podobne bzdury. No cóż, pomyślałem - każdy mierzy swoją miarą. A co takiego dziwnego i bulwersującego napisałem? Oto fragment tekstu:

Funkcja sędziego także tego żużlowego należy do palety funkcji zaufania publicznego. Zaufanie jest wiarą jednej ze stron w to, że motywacją drugiej strony wobec niej jest bycie uczciwym i chcącym działać benewolentnie a więc używając modnego obecnie skrótu myślowego jedną stroną jest publiczność, drugą - w naszym przypadku sędzia żużlowy. Publiczność powierza sędziemu ferowanie sportowych wyroków, które same w sobie nie są wymierzone przeciwko komukolwiek. Są wypadkową istniejących przepisów oraz tego jak je w danej sytuacji interpretuje arbiter. I tylko tyle. Niestety, coraz częściej w tych decyzjach niektórzy doszukują się bliżej nieokreślonych uwarunkowań. Nie neguję rzeczowej krytyki, bo przecież błędy się zdarzają. Rzecz w tym, że zbyt wiele znajduję w niej insynuacji i złych emocji. Pół biedy jak robi to kibic. On ma do tego prawo. Gorzej jeżeli mamy do czynienia z takimi opiniami ze strony działaczy, zawodników czy nawet dziennikarzy. Problem wydaje się o wiele głębszy, znacznie wykraczający poza ramy sportu żużlowego. Że tak jest nie trzeba chyba specjalnie dowodzić. Wystarczy przyjrzeć się naszemu życiu publicznemu. Na fali deprecjacji „wszystkiego i wszystkich” nikt nie może czuć się „bezpieczny”. Podważany jest autorytet nawet takiego gremium jak Trybunał Konstytucyjny! Jest to jednak problem bardziej natury socjologicznej aniżeli sportowej. Sędzia sportowy rozstrzyga o kwestiach spornych w czasie rzeczywistym. Jego odporność psychiczna musi być ogromna. Cały czas poddawany jest presji ze strony widzów oraz rywalizujących drużyn. Sędzia nie może też bać się podejmować trudnych decyzji. Aby temu sprostać oprócz wiedzy, sprawności psychofizycznej arbiter powinien cieszyć się szacunkiem i zaufaniem. Z tymi ostatnimi atrybutami nie jest najlepiej.

Dlaczego teraz wracam (niechętnie) do tego tematu?

Niedawno przeczytałem (przez przypadek) na jednym z portali krytyczny tekst o żużlowym regulaminie w kontekście sporów, protestów i odwołań, których w polskim żużlu coraz więcej. Tekst jakich wiele. Nic odkrywczego poza jednym: antidotum autora na opisywane problemy jest miedzy innymi... nadanie większych kompetencji sędziom żużlowym! Czytałem, czytałem i nie mogłem wyjść ze zdumienia. W styczniu 2007 roku, kiedy pisałem wspomniany wyżej we fragmencie tekst, przedmiotem zmasowanej krytyki były... zbyt duże kompetencje i autonomia sędziów przy ferowaniu werdyktów (krytyka wówczas dotyczyła prawie wszystkiego co z sędziami się wiązało). Domagano się szerszego wprowadzenia możliwości odwoływania się od ich decyzji, bo przecież sędziowie byli „nieudolni”, popełniali „ogromne” błędy i trzeba się było przed nimi bronić. Tym razem czytam, że sędziowskie uprawnienia należy... zwiększyć! Powodem ma być zbyt wiele odwołań od ich decyzji co skutkuje rozstrzygnięciami przy tzw „zielonym stoliku”. Zadziwiająca volta. A może trafniej byłoby napisać: brak wyobraźni przed laty? Nie wiem czy się śmiać czy płakać z takiego obrotu sprawy zwłaszcza, że przy tej okazji autor powołuje się na... piłkarskich sędziów i na to, że w piłce nożnej gwizdek sędziego jest święty. Szok! Jak środowisko przeżarte korupcją (śledztwo w tej sprawie zatacza coraz to większe kręgi), gdzie przez lata kibice byli oszukiwani a ogromna ilość „świętych” decyzji sędziowskich wynikała z przyjętych korzyści a nie oceny sportowej może być dla kogokolwiek przykładem? I na co?

Dyskusja o sędziowaniu w polskim żużlu toczy się od lat. Niestety toczy się od ściany do ściany popadając jak widać ze skrajności w skrajność. To pokazuje tak naprawdę, że brak w niej podstawowych składników: rzeczowości i zdrowego rozsądku. Jest za to populizm i... co ślina na język (pióro) przyniesie.

 

Tadeusz Malinowski

Mam zaszczyt kierować najstarszym w polskim Internecie wydawnictwem o żużlu. Zapraszam do naszej redakcji kibiców i pasjonatów żużla.

20

Dziękujemy, że jesteście z nami!