Zawodowcy i grafomani

naczelnyPrzeczytałem w Internecie tekst, segregujący piszących o żużlu na zawodowców i tych co robią to za darmo czyli… grafomanów. Samo stwierdzenie niespecjalnie mnie poruszyło, bo jedni i drudzy byli, są i będą więc zauważenie ich istnienia nie jest niczym odkrywczym. Ponadto żyjemy w wolnym kraju gdzie każdy ma prawo do oceny zjawisk go otaczających. Dlaczego zatem o tym wspominam? Otóż, natknąłem się na opinię, której autor poczuł się urażony takim podziałem. Czy słusznie?

 

Zacznijmy więc od podstaw czyli definicji obu pojęć.

Zawodowiec – osoba uprawiająca jakąś dziedzinę zawodowo, najczęściej jako sposób na życie

Grafoman – osoba pisząca pomimo braku talentu, posiadająca chorobliwą potrzebę pisania. W słowniku z lat trzydziestych ubiegłego wieku można znaleźć też i taki dopisek, iż jest to ktoś „piszący bez talentu, a mający duże wyobrażenie o sobie”.

Z samych definicji nie wynika, że pojęcia te a priori należy traktować rozłącznie. Przyglądając się im bliżej możemy nawet dojść do konkluzji, iż właśnie w gronie tzw zawodowców częściej niż gdzie indziej natrafimy na grafomana. Dlaczego? To bardzo proste. Zawodowiec „żyjący” z tego co przeleje na papier ma potrzebę pisania chociażby z powodów egzystencjalnych: nie piszę – nie mam środków do życia. Czy owa potrzeba jest chorobliwą to już inna kwestia, aczkolwiek jeżeli przyjmiemy „Życie jako śmiertelną chorobę przenoszoną drogą płciową” pytanie staje się retoryczne. Niezależnie więc od tego czy jest o czym pisać, czy w pobliżu unosi się wena twórcza, aby żyć trzeba pisać!

Z tego punktu widzenia oczywistym jest, że każdy kto mniej lub bardziej udolnie robi to samo czyli pisze o żużlu (na dodatek za darmo) staje się zagrożeniem bytu własnego i rodziny „zawodowca”. Zwalczanie, deprecjonowanie takich poczynań ma więc głębokie uzasadnienie o wymiarze hamletowskiego pytania: być albo nie być. Razić może zastosowana forma nieudolnej jak się wydaje "próby" zdyskredytowania piszących "za darmo" ale podobnie jak w przypadku odbiorców tfurczości tego autora de gustibus non est disputandum.

Jako, że od czasu do czasu i ja coś skrobnę warto zastanowić się w jakim charakterze to robię? Kiedyś publikując w pewnym tygodniku dostawałem za to wynagrodzenie. Czy mogę się zwać zawodowcem? Nie, bo była to gratyfikacja nie mająca żadnego wpływu na moją egzystencję. To może jestem grafomanem? W myśl przytoczonej definicji też pewnie nie, bo skoro publikowano moje teksty chyba uznano je za wartościowe. Poza tym pisałem i piszę tylko wtedy gdy mam coś do powiedzenia a nie… zarobienia a taką przypadłość trudno zakwalifikować jako chorobliwą potrzebę pisania. I tu leży sedno sprawy. Pisanie bez zobowiązań i oczekiwań to kwintesencja niezależności czyli wartość nieosiągalna i często wręcz niezrozumiała dla piszącego li tylko dla mamony.

Podsumowując: nie ma o co się obrażać, bo koń jaki jest każdy widzi.

Tadeusz Malinowski

Mam zaszczyt kierować najstarszym w polskim Internecie wydawnictwem o żużlu. Zapraszam do naszej redakcji kibiców i pasjonatów żużla.

20

Dziękujemy, że jesteście z nami!