Im dalej w sezon tym więcej kontuzji. Stara, żużlowa prawda zaczyna się materializować. Należy mieć tylko nadzieję, że przed finałowymi rozgrywkami drużyny wrócą do swoich optymalnych składów.
Leszno bez dwóch podstawowych zawodników przegrało za trzy punkty. Bez większych szans byli także wrocławianie. No ale jadący bez Nicki Pedersena grudziądzanie ograli faworyzowanych (nie wiedzieć czemu) częstochowian. Wyraźnie widać, że ciągle wysokie notowania żużlowców spod Jasnej Góry są póki co na wyrost. Na pięć meczów rozegranych na wyjeździe wygrali tylko jeden, z najsłabszą drużyną w lidze. Ciągle jednak potencjał częstochowian na papierze jest duży. Trzeba go tylko urzeczywistnić na torze.
W pierwszej lidze wygrywali faworyci. Przebudzili się gdańszczanie i już nie są czerwoną latarnią. W drugiej lidze zastanawiający jest regres Skorpionów typowanych przed sezonem w gronie faworytów do awansu. W tym momencie trudno to sobie wyobrazić.


