Czy leci z nami pilot?

naczelnyPo czerwcowym zjeździe PZM i wyborze władz na kolejną kadencję nowy „stary” prezes udzielił kilku wywiadów, z których bije przeświadczenie, że w Związku dzieje się dobrze a „co złego to nie my”. Nie czuję się na silach ani nie chcę oceniać szerokiej i złożonej działalności związku na niwie motoryzacyjnej. Spoglądając jednak przez pryzmat jedynego sportu motorowego prowadzonego i zorganizowanego przez PZM w formule ligowej czyli żużla mam wrażenie, że Prezes delikatnie mówiąc w tym przypadku robi dobrą minę do złej gry.

 

 

Od momentu transformacji ustrojowej, który był zarazem początkiem wieloletniego urzędowania Prezesa Witkowskiego żużel z małymi przerwami jest w chaosie. W początkowych latach 90-tych zasady gry dyktowali nowobogaccy wpompowując w dyscyplinę ogromne pieniądze de facto demoralizując ją na lata. Z jednej strony spełniając kosmiczne niekiedy żądania zagranicznych gwiazd, z drugiej zaś pozostawiając swoim następcom pułap finansowy częstokroć dla nich nieosiągalny. Zachłyśnięto się wolnym rynkiem, pieniądze lały się strumieniem, było pięknie. Nie myślano o przyszłości. Ta jednak stawała się coraz trudniejsza. Żądania gwiazd, oczekiwania kibiców czy wielkomocarstwowe aspiracje klubowych włodarzy coraz częściej powodowały działalność na kredyt. Takiego mechanizmu nie da się zatrzymać z dnia na dzień. Nie pamiętam zresztą, aby ktoś tego próbował.

 

PZM nie potrafił wypracować mechanizmów mogących przeciwdziałać negatywnym zjawiskom. Nie potrafiono czy nie starano się nawet ich zdefiniować. Reagowano na skutki a nie kreowano rozwiązań na przyszłość. Tak jest do dzisiaj. Podam kilka moim zdaniem kluczowych przykładów.

 

Proces licencyjny miał być między innymi antidotum na niegospodarność w klubach. Zapisy szczytne w praktyce niewiele jednak znaczą. Przydzielona licencja oznacza, że klub nie ma zaległości finansowych i posiada środki na bezpieczne „odjechanie” przyszłego sezonu.

 

Fragment regulaminu licencyjnego:

Klub starający się o Licencję musi (…) posiadać wystarczające środki finansowe lub możliwości kredytowe pozwalające na zachowanie płynności finansowej w okresie, co najmniej do zakończenia najbliższego sezonu żużlowego.

 

Jak zatem wytłumaczyć wielotysięczne czy nawet milionowe długi licencjonowanych klubów? Proces licencyjny w tej formule jest fikcją.

 

Najnowszym przykładem reagowania post factum jest tegoroczna sytuacja z połączeniem 1 i 2 ligi. Wymyślono koncepcję połączenia lig. Odbyło się zebranie prezesów klubowych zatwierdzające ten krok. Niedługo po tym fakcie głos zabrał sponsor rozgrywek w druzgocący sposób obnażając sposób działania żużlowych władz, które natychmiast wstrzymały oddech i... decyzję podjętą z prezesami a zaczęły jak się wyrażono w komunikacie myśleć o zachowaniu dawnego statusu czyli Nice PLŻ i PLŻ2. Czy takie działanie nie jest przejawem chaosu?

 

Regulaminy stały się dyżurnym tematem krytyki. Nie bez powodu. Zmieniane jak przysłowiowe rękawiczki stały się przez lata polem przetargowym grup interesów. Prezes Witkowski stwierdził, że zdrowego rozsądku nie da się zapisać w regulaminach. Zgoda. Sęk w tym, że w regulaminach roiło się od nierozsądnych czy wręcz kuriozalnych zapisów, które wprowadzali ich twórcy. Przykład z branży dziennikarskiej. Onegdaj zapisano w regulaminie, że fotoreporter pracujący na stadionie powinien posiadać… białą koszulę.

 

Regulamin finansowy nie spełnia pokładanych w nim oczekiwań. Okienka transferowe są fikcją, bo kluby i tak umawiają się z zawodnikami poza nimi. Regulamin rozgrywek zaczyna sprawiać problemy sędziom ale i o dziwo samej GKSŻ. Komisja ukarała sędziego za błędną interpretację regulaminu a potem nie była w stanie obronić swojej decyzji przed Trybunałem PZM, który rację przyznał sędziemu. Takie a nie inne regulaminy powodują degradację rozgrywek i ich prestiżu. Zwycięzca 1 ligi nie został dopuszczony do wyższej klasy rozgrywkowej a skład Ekstraligi drugi rok z rzędu nie jest wynikiem rywalizacji sportowej a ustaleń przy „zielonym stoliku”. Czy trzeba jeszcze coś dodawać?

 

W polskim żużlu nie dzieje się dobrze i nie wszystko można zrzucić na okoliczności obiektywne. Symptomatyczną dla tej tezy była sytuacja po ubiegłorocznym Grand Prix w Warszawie. Nikt z polskich władz żużlowych nie poczuł się do odpowiedzialności choć wcześniej powołano komitet organizacyjny z prominentnymi działaczami PZM w składzie. Po co? Jak się później okazało role były podzielone i wiadomo kto zawinił. W tym kontekście Komitet Organizacyjny okazuje się być żabą z przysłowia konia kują, żaba nogę podstawia czyli ktoś stwarza pozory uczestniczenia w wykonywaniu ważnego zadania, które w istocie nie on wykonuje. A wystarczyło dopisać przy komitecie organizacyjnym przymiotnik honorowy.

 

W polskim żużlu brak jest długofalowych postanowień w sferze organizacyjnej i regulaminowej. Nie ma tak ważnej w prowadzeniu nie tylko „żużlowego biznesu” stabilizacji. Brakuje wizji choć coraz więcej jest... telewizji.

 

 

Tadeusz Malinowski

Mam zaszczyt kierować najstarszym w polskim Internecie wydawnictwem o żużlu. Zapraszam do naszej redakcji kibiców i pasjonatów żużla.

20

Dziękujemy, że jesteście z nami!