Niedawne opublikowanie załącznika do regulaminu przynależności klubowej w sporcie żużlowym regulującego stosunki pomiędzy zawodnikiem a klubem doprowadziło do kryzysu. Zawodnicy nie akceptują tych zasad grożąc bojkotem rozgrywek.
W Internecie krąży grafika porównująca pozycję piłkarza oraz żużlowca, wskazując na różnice w wybranych aspektach. Obrazek jest sporym uproszczeniem, bo nie sposób porównywać tych sportów chociażby ze względu na różne formy organizacyjne, zainteresowanie widzów a co za tym idzie ilość pieniędzy w obu dyscyplinach. To prawdziwa przepaść. Piłkarze nie muszą np. wydawać tysięcy na sprzęt i cały swój team, logistykę itd. Wypłacanie zakontraktowanych pieniędzy dla piłkarza nie jest też aż tak istotne, bo od tego czy klub zapłaci mu przed następnym meczem czy nie - nie zależy jego kolejny występ. Żużel jest dyscypliną niszową opartą obecnie w dużej mierze na współpracy pomiędzy klubem i zawodnikami, którzy jako zawodowcy działają na „własny rachunek”. Własna „działalność gospodarcza” wymaga jednak swobody jej prowadzenia. Zaburzenie kruchej równowagi w podstawowej kwestii czyli „opłacalności” uprawiania żużla może zahamować jego rozwój.
Zastanawiało mnie dlaczego protest wybuchł właśnie teraz skoro większość spornych zapisów funkcjonowało już w poprzednim regulaminie. Temat ten zawodnicy podnosili już wcześniej, bez medialnej burzy ale jak sie okazuje i bez oczekiwanego efektu. Zamiast zmian uwzględniających ich postulaty w nowym regulaminie spotkali się z dodatkowymi obowiązkami i karami co przelało czarę goryczy.
Spowiedź zawodnika z "górnej półki"
Zawodnik dostaje pieniądze za zawarcie kontraktu i za zdobywane punkty (z każdym indywidualnie ustala się warunki finansowe umowy). Z pieniędzy za podpis pod kontraktem zawodnik musi zaopatrzyć się w sprzęt na przyszły sezon i rozłożyć wydatki tak, aby jak najlepiej go odjechać. Silnik żużlowy (nowy, tuningowany) kosztuje w granicach 25-30 tys. zł. Średnio zawodnik zaopatruje się w kilka takich zupełnie nowych silników, żeby wyselekcjonować i trafić na ten najlepszy a jak się uda na te najlepsze. Podobnie jest z gaźnikami, których koszt jednostkowy zaczyna się od 3 tys. zł. Rama motocykla, manetki, gaźnik, błotniki itd. to koszt około 20-25 tys. zł. Wiele z tych rzeczy podczas sezonu się zużywa i niszczy np. podczas upadków. Zawodnicy mają więc kilka kompletnych motocykli i sporo niezbędnych do bieżącego funkcjonowania części zapasowych. Koszt opony to 200-300 zł, a jedna starcza na dwa biegi. Łatwo można policzyć ile zawodnik wydaje tylko na same opony w jednym sezonie (nie zapomnijcie o treningach). Do tego dochodzi strój czyli kevlar i osłonki na motocykle za które płaci zawodnik (przy tym reklamy na kevlarze i osłonkach są klubu). Koszt to około 10 tys. zł i więcej.
Jak wiadomo, zawodnik posiada team. Minimum jest w nim dwóch mechaników (którzy w tej najlepszej lidze zarabiają od 6 tysięcy w górę za miesiąc), manager, fizjoterapeuta i innych ludzie, którym za pracę trzeba zapłacić. Z dużymi kosztami wiążą się też serwisy silników. Tunerzy pobierają od 3 do nawet kilkunastu tysięcy za remont jednego silnika. Obecnie taki remont potrzebny jest po kilkunastu biegach (łącznie z jazdami treningowymi). Do tego doliczmy koszt transportu silników do tunera i z powrotem do zawodnika. Cała logistyka, paliwo, koszty hoteli za siebie i mechaników, koszty wyżywienia, utrzymania sportowej formy spoczywa oczywiście na głowie i portfelu zawodnika.
Głównym obowiązkiem klubu jest terminowe wypłacanie ustalonych przez strony należności finansowych. Niestety są kluby, które nie wywiązują się rzetelnie z umów. Nie wypłacają na czas pieniędzy za wyjeżdżone punkty (to wiąże się z płynnością finansową zawodnika i z jego kolejnymi występami), a zawodnik nie może o tym wspomnieć, bo może dostać… regulaminową karę. Kluby chcą prać takie brudy we własnym gronie, żeby nie wyszły na światło dzienne (sponsorzy nie mogą się o tym absolutnie dowiedzieć). Zanim nastała tak wielka, internetowa burza, już wcześniej odbierano zawodnikom różne prawa, narzucano kary mające w istocie na celu ratowanie klubowych budżetów. Po co klub ma płacić zaległe wynagrodzenie zawodnikowi skoro może nałożyć na niego karę za byle co i wyjść na czysto? Klub za niewypłacenie zawodnikowi należności kar nie ponosi.
Sponsorzy są dźwignią tego sportu. To oni pomagają zawodnikom, kiedy klub nie wypłaca im na czas pieniędzy. Pomagają gdy klub nie płaci terminowo (80% klubów w Polsce nie trzyma się kontraktów i nie ponoszą za to żadnej odpowiedzialności, bo regulamin jest tak skonstruowany, żeby ciągnąć kasę i karać zawodników). Reklamy firm także tych małych, lokalnych utożsamiających się z poszczególnymi zawodnikami i odwrotnie, przeróżne gadżety prezentujące zawodnika, jego nazwisko, ksywkę, czy logotyp - to właśnie żużlowy marketing w najprostszym wydaniu. Odbieranie tych możliwości zawodnikom pośrednio zabija żużel.
O co walczą zawodnicy?
Nie o kokosy i góry pieniędzy ale o to, aby mieć spokojną głowę i nie musieć się przejmować czy im na wszystko starczy, aby wystartować w kolejnym meczu. Bo żużel tym się różni od innych sportów, że trzeba dużo zainwestować, żeby osiągnąć wysoki poziom sportowy a potem jeszcze więcej wydawać, aby na nim pozostać. Czasami dzieje się tak nawet kosztem swoich zarobków. Zawodnicy chcą być partnerami w tym biznesie a nie gąbkami do wyciskania.
Tak obecny stan widzą niektórzy zawodnicy. Mam jednak wrażenie, że z powyższym opisem żużlowej rzeczywistości zgodzi się większość z nich, bo żużlowców bardzo dobrze sytuowanych, którzy nie muszą przejmować się tymi wyliczeniami jest garstka. Po tym sezonie jeden z czołowych polskich żużlowców młodego pokolenia po podliczeniu finansów zdziwił się, że niewiele mu zostało na wakacje! Regulamin uderza właśnie w takich zawodników. Już sama jego zawartość wzbudza zdziwienie, bo trudno mówić o partnerskich stosunkach pomiędzy klubem a zawodnikiem skoro większość liczącego 30 stron dokumentu w istocie dotyczy obowiązków i kar dla… zawodników. Obowiązki klubu sportowego zawarte są na ½ strony i zawierają same ogólniki.
Praw zawodnika… nie znalazłem.

