Adrenalina. Hałas. Wyskoki

mikrofon

Sezon zbliża się wielkimi krokami. Jednak nie tylko żużlowcy powracają po zimowej przerwie. Robią to również motocrossowcy. Co ich łączy oprócz miłości do motorów? Wspólne treningi. Przed Wami wywiad z Dominikiem Bolewiczem z Automobilklubu Głogow- Mistrzem Okręgu Poznańskiego oraz V-ce Mistrzem Strefy Zachodniej, który nieraz spotkał się z leszczyńskimi Bykami na crossowym torze.

 


Dlaczego motocross?

Mój tata jeździł na motocrossie. Jak byłem mały to go podpatrywałem i zawsze mówiłem, że chcę dostać motor na gwiazdkę. W końcu tata kupił mi ten motor. Poszedłem w jego ślady. Zaczęły się treningi. Tata pomagał mi, uczył mnie niektórych elementów; przede wszystkim techniki jazdy na motorze. W tym samym czasie grałem też w piłkę nożną i w pewnym momencie musiałem wybrać czy motocross czy piłka. Postawiłem na motocross. Jak widać był to dobry wybór.

 

Kiedy wsiadłeś pierwszy raz na motor, pamiętasz ten rok; ile miałeś lat?

To była trzecia klasa podstawówki, bodajże 2004 rok. Byłem jednym z najmłodszych jeżdżących tam chłopaków. Pamiętam, że praktycznie na każdych zawodach dostawałem nagrodę za bycie najmłodszym zawodnikiem.

 

Przejąłeś pasję swojego taty, pewnie go to cieszyło. Nie mieli jednak z mamą obaw, że taki mały chłopiec i już się ściga na motorze? Motocroos to niebezpieczny sport.

Głównie mama miała gdzieś tam pewne obawy. Wiadomo, że dopóki wszystko było dobrze rodzice jakoś aż tak się nie martwili o mnie. Jednak jak coś złego się stało, mama zawsze miała do powiedzenia to swoje ale. Mówiła, że to niebezpieczny sport, żebym nie jeździł. W sumie tata jak jeszcze się ścigał miał dwie kontuzje, kolana i uda. Głównie przez to zakończył swoją karierę. Potem zaczął inwestować we mnie.

 

Chciałeś być jak tata?

Jeszcze lepszy. (śmiech)

 

Jak zaczynałeś jeździć na motocrossie, przytrafiły się na samym początku jakieś poważniejsze kontuzje?

Nie, nie miałem poważniejszych kontuzji. Jedynie miałem kiedyś złamany palec i obojczyk.

 

Obojczyk? Jak to się stało?

To było podczas zawodów w Ostrowie, przełomowych dla mnie zawodów. Pierwszy raz wtedy prowadziłem. Wygrałem start i miałem przewagę, cały czas jechałem pierwszy. Na ostatnim okrążeniu, chyba na drugim czy trzecim zakręcie upadłem. To było bolesne, ale wstałem i dojechałem do mety czwarty; ukończyłem wyścig. W drugim wyścigu bolało, ale no co zrobić trzeba było jechać. Skończyłem zawody na czwartym miejscu i dopiero po ich zakończeniu okazało się, że jechałem ze złamanym obojczykiem.

 

Gdzie zaczynałeś? Na własną rękę?

Na początku mój kolega, który jeździł już zawodowo i brał udział m.in. w Mistrzostwach Polski, zapisał mnie do klubu w Głogowie. Ten klub jest jednym z czołowych w naszym kraju. Widać to po wynikach jakie osiągają zawodnicy. Jeździłem z nimi na wszystkie zawody, zgrupowania. Spotykałem się z różnymi trenerami. Wtedy poznałem Jakuba Majchrzaka ( założyciel RC Leszno) i wszystko się zaczęło. Z każdymi kolejnymi zawodami stawałem się coraz lepszy, bardziej doświadczony. Razem z zawodnikami z klubu trenujemy tutaj, w Lesznie. Mamy dwa tory- na Zaborowie oraz na Gronówku

 

W pierwszych latach ścigania na Twojej koszulce widniał numer 75, teraz 243.

Pierwszy numer... to było kiedy jeszcze zdawałem licencję. Na Mistrzostwach Polski trzeba było wybrać jakiś numer startowy. Zadecydował za mnie tata, który mnie zapisywał. Ja nie miałem na to żadnego wpływu. Wybrał numer 75, bo to jego rok urodzenia. Po jakimś czasie uznałem, że teraz moja kolej. Przemyślałem to sobie i postawiłem na 243. Nikt takiego do tej pory nie miał, a na dodatek z tym numerem ściga się Mistrz Świata Juniorów- Słoweniec Tim Gajser, który zresztą jest moim idolem.

 


Sezon 2014 był dla Ciebie udany- Mistrzostwo Okręgu Poznańskiego, V-ce Mistrzostwo Strefy Zachodniej.

Miniony sezon rozpoczął się od przygotowań fizycznych na sali w Śmiglu pod okiem Tomasza Frąckowiaka, u którego przygotowują się też żużlowcy, m.in. Krzysztof Kasprzak czy Adam Skórnicki. Sam też w domu dużo ćwiczyłem, biegałem. Nadszedł początek sezonu i pierwsze zawody nie okazały się zbyt udane. Mistrzostwa Strefy Zachodniej miały dziesięć rund. Udało mi się kilka zawodów wygrać, czasem byłem drugi. Bywały wzloty i upadki. Ostetcznie udało się uzyskać drugie miejsce, po walce z Igorem Zienkiewiczem ze Wschowy.

 

W czerwcu udało Ci się też zająć 4. miejsce w Pucharze Polski.

Wraz z kolegą Damianem pojechaliśmy na Puchar Polski, na dwa dni. W sobotę startowałem w klasie juniorskiej, typowo mojej klasie, w której się ścigam. Były dwa wyścigi, w jednym doszło do defektu motocykla. Przez to głównie nie udało mi się zdobyć dobrej pozycji, W niedzielę z kolei wziąłem udział, już tak bardziej treningowo, w klasie MX2. Okazało się, że wyszło mi to na dobre. Zająłem 4. miejsce.

 

Sprzęt naprawiasz sam?

Wspólnie z kolegami się tym zajmujemy. Czasem też pójdzie się po pomoc do innych zawodników, np. zapytać czy mają dętkę. Ludzie w tym sporcie są przyjaźni i otwarci. Zawsze chętnie pomogą.

 

Miejsca, w których się ścigacie, Nowogard, Stryków czy Gdańsk, są porozrzucane na mapie, jest trochę tych kilometrów do zrobienia.

Najdalej jest Olsztyn, prawie 500 km. Wtedy jeździmy na takie zawody już dzień wcześniej. Śpimy w busie albo w hotelach. Wiadomo, trzeba się wyspać przed zawodami, by na drugi dzień być gotowym do walki.

 

Wyspać się? To o której zaczynają się te zawody?

Trzeba już o 7.00/8.00 wstać by iść się zapisać do biura zawodów. Od 9.00 zaczynamy treningi, a wyścigi rozpoczynają się koło południa. Trwają w zależności od rodzaju zawodów, od 15 minut do pół godziny.

 

Ciężkie te 15-30 minut spędzone na torze?

Zależy od warunków. Na jednych zawodach podczas tego sezonu było około 30 stopni, wtedy ważna jest kondycja. Motory też odczuwają tak wysoką temperaturę.

 

Początek sezonu 2015 coraz bliżej. Przygotowujesz się już z klubem czy we własnym zakresie?

Od stycznia do lutego trenowaliśmy na sali w Śmiglu. Pogoda na szczęście jest łaskawa, dzięki czemu już w marcu wyszliśmy na zewnątrz.We własnym zakresie biegam, chodzę na siłownię. Pracuję nad sprzętem. Drobne remonty, poprawki. Zajmuje się tym Krzysztof Wilczyński z Zaborowa, mój zaufany mechanik. On wszystko przygotowuje.

 

Przepychacie się na łokcie  na starcie ?

Jak stoi na starcie czterdziestu zawodników to pewne, że łokcie idą w ruch. Jest wiele kraks, stluczek na torze, szczególnie na pierwszym zakręcie.

 

Leżałeś kiedyś po takiej kraksie?

W Obornikach był taki wypadek, gdzie zaraz po starcie była górka. Jeden z zawodników podniósł rękę, że zjeżdża, a wtedy kolega w niego uderzył i się zaczęło. Leżało chyba z pięć osób wtedy, a jeszcze w nas wjeżdzali.

 

Ten kolega mocno ucierpiał?

Nie, na szczęścię zdążył uciec. Jego motor niestety bardzo mocno ucierpiał. Mi też się wtedy nic poważnego nie stało, jedynie byłem poobijany; jakieś siniaki się pojawiły.

 

Na koniec jedno pytanie. Za co tak naprawdę kochasz motocross?

Za ten hałas wokół, za adrenalinę jakiej mi ten sport dostarcza. No i przede wszystkim wielką przyjemność sprawiają mi wyskoki na motorze i dalekie loty.

 

Aleksandra Jankowska

20

Dziękujemy, że jesteście z nami!