Mateusz Szczepaniak był niezaprzeczalnym bohaterem 45. Memoriału im. Bronisława Idzikowskiego i Marka Czernego. Nie tylko wygrał turniej, ale przede wszystkim w każdym swoim biegu był bezbłędny. Tym samym zawody skończył z kompletem punktów. Co było zatem jego kluczem do sukcesu?
Jeszcze parę lat temu zdobywałeś punkty dla Włókniarza. Czujesz jakiś sentyment do tego miejsca?
Z pewnością. Kilka lat mnie tutaj nie było. Dzisiaj wspomnienia wróciły – ten stadion, park maszyn, kibice czy ludzie, którzy są ci sami, co wtedy.
Twój wynik mówi sam za siebie – to był powrót w wielkim stylu. Można powiedzieć, Twój dzień.
Wszystko pasowało mi od pierwszego biegu. A właściwie od powtórki pierwszego biegu, bo start na początku był naprawdę zły. Później już się przypilnowałem, dobrze ruszyłem spod taśmy i trzymałem odpowiednią ścieżkę.
Decydujący był 18. bieg, w którym walczyliście z Rune Holtą o zwycięstwo. Był jakiś stres tuż przed tym startem?
Raczej nie. Byłem pierwszy swojego pierwszego pola, bo było na pewno lepsze niż trzecie, które miał w tym biegu Rune. Powtarzałem sobie tylko w głowie, żeby wygrać ten start i utrzymać najszybszą ścieżkę. Całe cztery okrążenia słyszałem Rune, próbował mnie atakować po lewej stronie. Nie dałem się jednak zwieść i nie udało mu się mnie wyprzedzić.
Pomogła też znajomość toru?
I tak, i nie. Kiedyś robiono tutaj bardzo przyczepne tory i chyba nie do końca mi to pasowało. Wtedy też byłem młody i robiłem sporo błędów. Teraz tor jest dobry do ścigania, szybki i na pewno bezpieczny. Jest dużo ścieżek do wyprzedzania. To mi bardzo odpowiada i na pewno będę tutaj przyjeżdżał.
Prezes Świącik mówił, że planuje jeszcze kilka takich turniejów w tym sezonie. Czy w takim razie można liczyć na Twój udział?
Na razie nic nie wiem na ten temat. Ale jeśli byłoby zaproszenie i miałbym wolny termin, to jak najbardziej.
Czyli w przyszłorocznej edycji memoriału wystąpisz?
Bez wątpienia. Przyjadę wówczas z dużą przyjemnością i będę się starał obronić ten tytuł.
źródło: informacja własna

