Grzegorz Bassara jest jednym z wychowanków rzeszowskiej PGE Marmy. Licencję żużlową posiada od 1 maja 2012 roku, a już tydzień później poznał tą gorszą stronę speedwaya. Na treningu w Rzeszowie uczestniczył w karambolu i skutkiem tego wypadku było złamanie kości piszczelowej i niestety koniec sezonu.
Zacznijmy od samego początku – jak się zaczęła Twoja przygoda z żużlem i dlaczego właśnie ten sport?
- Moja przygoda z żużlem zaczęła się jeszcze w przedszkolu. Razem z tatą chodziłem na rzeszowski stadion i oglądałem zawody. Od najmłodszych lat "kręciły" mnie motocykle, ale jak zobaczyłem zawody żużlowe wiedziałem, że to jest to, co chciałbym robić w przyszłości.
Rodzice nie byli przeciwni tej dyscyplinie sportu?
- Oczywiście, że byli przeciwni. Tato dał się szybciej przekonać i z nim nie było większego problemu. Niestety z mamą nie poszło tak łatwo, ale po dłuższych prośbach zgodziła się pod warunkiem, że nie zaniedbam szkoły i na świadectwie średnia z ocen nie będzie niższa niż 4.0. Jak do tej pory udaje mi się bezkolizyjnie łączyć naukę z żużlem.
1 maja 2012 roku na torze we Wrocławiu zdałeś egzamin na licencję ”Ż”. Niespełna tydzień później doświadczyłeś jak niebezpiecznym sportem jest speedway. Na treningu w Rzeszowie uczestniczyłeś w karambolu wspólnie z Kamilem Prokopem i skutkiem tego wypadku było złamanie kości piszczelowej i niestety koniec sezonu.
- Niestety, taki niefart na samym starcie. Złamana noga wykluczyła mnie na 3 miesiące z jazdy i praktycznie cały sezon straciłem, bo akurat w tym czasie rozgrywane były turnieje młodzieżowe. Jak wróciłem na tor pozostały mi tylko treningi.
W sezonie 2013 zostałeś zawodnikiem KSM Krosno, gdzie trafiłeś na zasadzie wypożyczenia z PGE Marmy Rzeszów. Miniony sezon w barwach ”Wilków” był dla Ciebie udany i jak ocenisz współpracę z krośnieńskim klubem?
- Z Krosnem współpraca dobrze mi się układa, z włodarzami klubu mam dobry kontakt, wszystko jest w porządku. Cieszę się, że mam możliwość trenowania na krośnieńskim torze, bo dużo różni się od innych.
Jeszcze przed startem tego sezonu otwarcie mówiłeś, że liczysz na to, iż ponownie zostaniesz wypożyczony do klubu z Krosna. Niestety tego nie udało się zrealizować – masz o to żal do włodarzy swojego macierzystego klubu?
- Szczerze mówiąc liczyłem, że zostanę wypożyczony do Krosna. Tam miałbym większe szanse na występy w zawodach ligowych. No cóż, włodarze klubu rzeszowskiego podjęli decyzję, że zostaje w Rzeszowie i ja tą decyzje szanuję.
W tym sezonie wystąpiłeś na zasadzie gościa w jednym meczu ligowym w barwach MDM Komputery ŻKS Ostrovii na torze w Krośnie i wszystko wskazuje na to, że kolejnej okazji do startu w lidze w tym sezonie nie będzie.
- Niestety, pozostały mi tylko treningi i ewentualnie starty w towarzyskich turniejach juniorskich.
Ostrowski klub przed meczem z KSM Krosno miał spory problem z obsadzeniem pozycji jednego młodzieżowca dlatego też skorzystano z Ciebie – spodziewałeś się, że będzie to jednorazowy występ, który pozbawi cię możliwości w dalszej części sezonu jazdy na zasadzie wspomnianego gościa?
- Z powodu braku startów szukałem możliwości aby pojeździć w zawodach, Ostrów wysłał mi propozycję więc się zgodziłem. Czy to będzie jednorazowy występ - nie wiedziałem, wszystko zależało od tego jak pojadę. Pojechałem źle więc nie ma się co dziwić, że nie zostałem powołany na kolejny mecz.
Wróćmy na chwilę jeszcze do tematu Twojego macierzystego klubu. Wiele się słyszy, że rzeszowski klub bardzo dba o juniorów i swoich wychowanków – jak wielkiej pomocy ze strony klubu doświadczyłeś?
- Duże wsparcie mam ze strony Pana Ryszarda Pieli, który doradza mi i pomaga w różnych kwestiach związanych z żużlem. Korzystając z okazji chciałbym mu za wszystko podziękować. Jeżeli chodzi o sprzęt to, jak do tej pory, muszę radzić sobie sam.
Speedway to bardzo kosztowny sport, głównie u juniorów, którzy zaczynają swoją przygodę z czarnym sportem jest ciężko i bez wsparcia finansowego sponsorów, czy rodziców nie da się jej uprawiać. Jak to wygląda u Ciebie?
- Gdyby nie rodzice, a głównie tato, to już w ubiegłym sezonie nie miałbym na czym jeździć. Dzięki niemu "jakoś" się to ciągnie do przodu, ale lekko nie jest.
Dysponujesz dwoma kompletnymi motocyklami, więc pod względem sprzętowym nie jest źle?
- Nie mówię że jest źle, ale też nie mogę powiedzieć że jest dobrze. Są to motory używane. Sam fakt posiadania dwóch motocykli nie oznacza że nie ma problemów, ponieważ sprzęt wymaga serwisowania, zwłaszcza silnik i sprzęgło. Te elementy trzeba na bieżąco remontować i wymieniać, a to są koszty i to nie małe. Nie zawsze stać mnie na to.
Czego można Ci życzyć?
- Bezwypadkowej jazdy.
To właśnie tego Ci życzę i dziękuję za rozmowę
- Dziękuję.
źródło: inf.własna

