Wierny jak żużlowiec

inne kask

Częste zmiany pracodawców, czasami mimo deklaracji pozostania w danym ośrodku „do końca kariery”. Miłość do klubu, miasta i kibiców pryska zazwyczaj wtedy, kiedy na horyzoncie pojawia się lepsza finansowo oferta. Smutne, ale niestety prawdziwe. Mimo wszystko byli i są zawodnicy, którzy zostają z klubami „na dobre i na złe” stając się ich ikonami. O nich słów kilka.

 

Niekwestionowany liderem wśród zawodników startujących najdłużej w jednym klubie jest oczywiście Andrzej Huszcza. Urodzony w 1957r. zawodnik licencję zdał w 1975r. i od debiutu rok później przez kolejne 30 sezonów reprezentował klub z Zielonej Góry, będąc niemal do końca podstawowym zawodnikiem zespołu z „Myszką Miki” na plastronie. Długi związek z zielonogórskim klubem zakończył się dla Huszczy w 2005r. kiedy to na dwa lata związał się z poznańskim PSŻ aby w 2007 roku zakończyć trwającą 33 lata karierę w wieku 50 lat. Obecnie zajmuje się szkoleniem młodzieży w Falubazie Zielona Góra.

 

Kolejnym zawodnikiem z najdłuższym stażem w danym klubie jest Roman Jankowski. Urodzony w 1957r. w Kościanie, a więc rówieśnik wspomnianego wcześniej Andrzeja Huszczy. Debiut w rozgrywkach ligowych zaliczył rok po zapisaniu się do szkółki, w 1976r. w spotkaniu ligowym pomiędzy Lesznem a Włókniarzem Częstochowa. Następnie przez 25 lat, aż do 2001r. startował z „Bykiem” na plastronie. W roku 2001 na dwa sezony postanowił opuścić macierzystą Unię i związał się z Gwardią Warszawa. W 2003r. po 27 latach postanowił zakończyć karierę. Jego synowie Marcin oraz Łukasz również byli żużlowcami. Roman Jankowski obecnie jest trenerem FOGO Unii Leszno.

 

Jak widać na przykładzie Andrzeja Huszczy i Romana Jankowskiego. Więź z klubem pozostaje nawet po zakończeniu kariery. Obaj zawodnicy po latach reprezentowania klubu, nawet na przysłowiowym „urlopie” poświęcają swój czas swoim ukochanym klubom, aby szkolić swoich następców.

Kolejnym zawodnikiem, który dotychczas całą swoją karierę reprezentował barwy jednego klubu jest jeździec, którego wciąż możemy oglądać na polskich torach. Mowa o… Damianie Balińskim.

 

Kiedy przychodził na świat, wspomniani wcześniej Huszcza oraz Jankowski mieli za sobą sezon startów na żużlowych torach. „Bally” żużlową licencje zdał w 1994r. i od razu stał się podstawowym zawodnikiem Unii Leszno, z którą przebrnął przez wszystkie klasy rozgrywkowe. Przez dwadzieścia jeden lat reprezentował barwy swojej macierzystej drużyny. W obecnym sezonie jest zawodnikiem ROW Rybnik, którego jest liderem. Mimo zamiany „Byka” na „Rekina”, „Bally” kojarzony jest i będzie z widowiskową jazdą oraz przede wszystkim z Unią Leszno.

 

Kolejną klubową ikoną, która poświęciła całą swoją karierę startując w barwach jednego klubu jest „Mały Wojownik” z Torunia. Widowiskowo jeżdżący, oraz zawsze w charakterystycznym czerwonym kewlarze. Mowa o Wiesławie Jagusiu. Urodzony w 1975r., a więc roku, który uważany jest za wysyp polskich żużlowców zawodnik licencję zdał w 1991 roku. Przez kolejne dwa lata zaliczał drobne epizody w żółto – niebiesko - białych barwach aby w 1994 wskoczyć do składu i zadomowić się w nim na stałe. Niespodziewanie w listopadzie 2010r. po najgorszym od 1994r. sezonu w swoim wykonaniu Jaguś ogłosił zakończenie sportowej kariery, która przez 19 lat związana była z Toruniem. Przez te dziewiętnaście lat, starszy z braci Jagusiów cieszył swoją jazdą kibiców Apatora w 313 spotkaniach.

Obecnie „Mały rycerz” zajmując się prywatnym biznesem nie jest związany ze speedwayem.

Ostatni raz kibice mogli zobaczyć „Jagodę” na MotoArenie w 2014 roku, gdzie wystartował w pokazowym wyścigu kartingowym.

 

Powszechnie uważani za „złotówki”. Czekający tylko na pojawienie się lepszej finansowo oferty. Mowa o obcokrajowcach, którzy coraz mniej identyfikują się z klubem, w którym startują. Zupełnym tego przeciwieństwem jest kolejny zawodnik, o którym mowa, a mowa o Australijczyku Leigh Adamsie. Debiut w polskiej lidze zaliczył w 1991r. w barwach klubu z Lublina, z którym związany był do 1995r., z roczną przerwą na starty we Wrocławiu w roku 1993. W 1996r. przeniósł się do Unii Leszno, której barwy reprezentował przez piętnaście sezonów, aż do roku 2010 kiedy to zakończył karierę. Jego oddanie dla leszczyńskich „Byków” dostrzeżone zostało przez władze miasta Leszna, które w 2007r. nadały Australijczykowi tytuł Honorowego Obywatela miasta. Niestety w 2011 z Australii, gdzie po zakończeniu żużlowej kariery przebywał Adams napłynęły fatalne wieści. Adams, który uczestniczył w rajdzie terenowym miał wypadek, który okazał się fatalnym w skutkach. Australijczyk złamał kręgosłup w trzech miejscach, przez co od czterech lat porusza się na wózku inwalidzkim. Mimo to, nie poddaje się i walczy o powrót do zdrowia nie zapominając przy okazji o leszczyńskich kibicach wysyłając do nich nagrania, które puszczane są przed meczami na stadionie im. Alfreda Smoczyka. Ci odwdzięczają się mu wsparciem podobnie jak to miało miejsce kiedy czarował ich jazdą w biało – niebieskich barwach.

 

Gdyby Damian Baliński nie przeniósł się z ekstraligowego Leszna do I ligowego Rybnika byłby zawodnikiem z największym stażem, który czynnie uprawia sport żużlowy startując w jednym klubie od początku kariery. Wraz ze zmianą miejsca pracodawcy przez „Bally’ego” na czoło tej klasyfikacji przedarł się torunianin Adrian Miedziński, który od 2002 roku startuje z „Aniołem” na piersi.

„Miedziak” kontynuuje żużlowe tradycje po swoim ojcu Stanisławie, który przez dziewięć sezonów reprezentował barwy toruńskiego Apatora. Adrian żużlową licencję zdał w 2001r. a swój ligowy debiut zaliczył rok później w spotkaniu z gorzowską Stalą. Od tego czasu jest podstawowym zawodnikiem toruńskich „Aniołów”. Pytany o swoją przyszłość twierdzi, że „nie może obiecać tego, że zostanie w Toruniu do końca kariery”. Przynajmniej jak na razie wszystko wskazuje na to, że „Miedziak” nigdzie się nie rusza. Tegoroczny sezon jest jego piętnastym w żółto – niebiesko – białych barwach, co zostało uczczone przedsezonowym turniejem z okazji „XV lecia startów Adriana Miedzińskiego”.

 

Ostatnim zawodnikiem, który zasługuje na wyróżnienie w tym artykule jest Rosjanin Renat Gafurov, który jak dotąd może pochwalić się siedmio letnim stażem w drużynie Wybrzeża Gdańsk. Jednak to nie siedem lat startów, a postawa Rosjanina w okresie transferowym najbardziej przypadła do gustu kibicom. Wszystko za sprawą tego, że Gafurov zdecydował się jako jeden z pierwszych zostać w klubie z Gdańska i nie opuścił go w chwilach, w których ważyły się jego losy. W obecnym sezonie Rosjanin reprezentuje drużynę z nad morza ósmy rok z rzędu.

 

Źródło: inf. Własna + speedway.com.pl

Patryk Dąbrowski

20

Dziękujemy, że jesteście z nami!