Nie ma tego złego...

naczelnyŻużlowe środowisko wrze po nieudanej inauguracji sezonu Grand Prix 2015. Mam wrażenie, że długo jeszcze będzie się o tym "wydarzeniu" pisało i dyskutowało a po zakończeniu sezonu berło klapy roku jest już prawie pewne dla tej właśnie imprezy. To co się wydarzyło na naszym reprezentacyjnym stadionie obnażyło w całej rozciągłości brak... kompetencji ludzi i firm, które tego zadania się podjęły.

 

 

Kompetencja to wiedza teoretyczna i umiejętność praktyczna, wyróżniająca osobę czy firmę zdolną do skutecznej realizacji powierzonych zadań. W Warszawie okazało się, że osoby i firmy wynajęte do wykonania zadań związanych ze sprawnym przeprowadzeniem zawodów zwyczajnie nie potrafiły tego zrobić. Tor na którym miano się ścigać nie nadawał się już do tego  w połowie zawodów a maszyna startowa od początku źle działała. Widziały to tysięce ludzi na stadionie i przed telewizorami. Nie jest istotne czy były "przeciągi" na stadionie czy jakieś inne czynniki, które negatywnie wpływały na nawierzchnię toru. To, że zawody będą na tym obiekcie wiedziano od dawna. Kompetencja to teoria i praktyka a więc trzeba było przedsięwziąć takie działania, aby przeciągi nie robiły "krzywdy" nawierzchni. Proste. Nie może być pobłażania i usprawiedliwiania partactwa.

 

Następnego dnia po warszawskim GP odbyły się zawody w Krośnie organizowane przez GKSŻ wspólnie z promotorem. W Krośnie jak zapewnił prezes miejscowego klubu jest zapasowa maszyna startowa na wypadek awarii podstawowej. Odpowiedzialni za sprawne przeprowadzenie zawodów Grand Prix w Warszawie nie wymienili popsutej maszyny startowej, bo zapewne nie mieli rezerwowej. Czy to jest przejaw profesjonalizmu?  

 

Komunikat PZM przepraszający i wyjaśniający kibicom kto i za co ponosił odpowiedzialność natchnął mnie do tytularnej refleksji. To co się wydarzyło na Stadionie Narodowym to już za nami. Wyciąganie wniosków oraz ewentualnych konsekwencji dla kibiców czujących zawód i rozgoryczenie niewiele zmienia. Zmienić można jednak wiele na przyszłość. Prezes PZM Andrzej Witkowski wskazał w komunikacie, że firma Ole Olsena jest obecnie jedyną, która buduje tzw czasowe tory żużlowe czyli pisząc wprost jest w tym zakresie monopolistą.

 

W tej sytuacji tworzy się niepowtarzalna okazja, aby ktoś inny spróbował zorganizować zawody żużlowe na Narodowym. Spróbował i pokazał, że potrafi to zrobić od początku do końca.

 

Nie ukrywam, ze mam tu na myśli polskich organizatorów cyklu SEC i SBPC jako jedynego obecnie konkurenta angielskiej firmy w organizacji zawodów tej rangi. Dlaczego nie spróbować?

 

Nawet dokładając finansowo można by fantastycznie zdyskontować tą niewątpliwie żużlową porażkę roku na swoją korzyść i wyjść z ofertą alternatywną ku zadowoleniu przede wszystkim kibiców zdanych na łaskę i niełaskę monopolisty. Polska myśl, polska nawierzchnia toru, polska organizacja zawodów, polskie maszyny startowe są dobre. Nie miejmy kompleksów. Jeżeli PZM wsparłby taką inicjatywę na pewno zdjąłby z siebie odium krytyki a kibice zjawiliby się ponownie w Warszawie. Im szybciej to się stanie tym lepiej. To, że Polak potrafi widzimy przecież w zawodach SEC i SBPC.

 

 

 

Tadeusz Malinowski

Mam zaszczyt kierować najstarszym w polskim Internecie wydawnictwem o żużlu. Zapraszam do naszej redakcji kibiców i pasjonatów żużla.

20

Dziękujemy, że jesteście z nami!