Truizmem jest twierdzenie, że start w żużlowym wyścigu należy do jego najważniejszych elementów w wielu przypadkach decydującym nawet o końcowym zwycięstwie. Niestety od zawsze też w czasie tego momentu zawodnicy na rożne sposoby próbowali przechytrzyć konkurentów oraz… sędziego.
Nigdy nie udało się wyeliminować takich zachowań. Jeżeli dodamy do nich jakże częste problemy z prawidłowym działaniem maszyny startowej oraz kontrowersje związane z sędziowskimi decyzjami to jawi nam się wyjątkowo palący problem do rozwiązania. Na przestrzeni lat w sporcie żużlowym zaszły spore zmiany. Poczynając od kevlarowych kombinezonów miast skórzanych poprzez nowinki techniczne w motocyklach na dmuchanych bandach w kwestii bezpieczeństwa skończywszy. Niestety żadnych zmian nie ma w obrębie sprzętu startowego. Tradycyjna tasiemka towarzyszy żużlowi od jego zarania i jest po prostu archaiczna. Widzieliśmy to podczas Grand Prix w Warszawie, kiedy maszyna startowa odmówiła posłuszeństwa, widzimy to także w meczach ligowych. We Wrocławiu silny wiatr uniemożliwiał start. W Rzeszowie gdy taśma nierówno się podniosła powtórzono zakończony już jeden z biegów. Sęk w tym, że takich biegów, w których taśma nierówno szła do góry było w tym meczu znacznie więcej. Sędzia tego nie widział. W meczu leszczyńskim Łaguta tak długo dostawał od sędziego szansę powtórnego startu aż w końcu „udało” mu się dotknąć taśmy. Z jednej strony mamy do czynienia z problem natury technicznej a z drugiej oceny różnych zdarzeń przez człowieka. Oba wskazane wyżej mankamenty można jednak wyeliminować.
Laser na start
Technika laserowa przeżywa niebywały rozkwit i już dawno przestała być uznawana za coś ekskluzywnego, drogiego i nieosiągalnego. Z laserem mamy do czynienia na co dzień chociażby w sprzęcie audiowizualnym. Dlaczego by nie zrobić maszyny startowej w której zamiast tasiemki zastosować laserowe wiązki w paśmie widzialnym? Identyfikacja dotknięcia takiej „taśmy” nie nastręczałaby żadnego problemu. Widoczność jej z trybun także byłaby znacznie lepsza niż tradycyjnej. Byłaby też całkowicie odporna na... wiatr. Rozwiązaniem takim wykluczono by także nierówne podnoszenie taśmy a przy ostatnim okrążeniu laserowa maszyna startowa pełniłaby rolę fotokomórki. Same pozytywy.
Co z oceną momentu startowego?
Tutaj aż prosi się o zastosowanie… czujników ruchu, które mogłyby wskazać czy zawodnicy stoją nieruchomo tak jak nakazuje to regulamin. Poszedłbym nawet dalej i sprzęgłbym je z samym momentem startowym. Jak? Jeżeli czujnik nie wykazywałby ruchu ze strony zawodników start mógłby następować automatycznie, bez udziału palca sędziego w określonym, krótkim interwale czasowym. Co to da? W ten prosty sposób usunęlibyśmy tzw „wstrzeliwanie” się zawodników w intencje sędziego oraz uznaniowość przy ocenie tych sytuacji. Oko ludzkie w porównaniu z technicznymi rozwiązaniami po prostu nie ma szans.
Techniczne nowinki wspomagające rywalizację sportową to już codzienność. Tzw challenge wspomaga tenis czy piłkę siatkową. W hokejowej lidze NHL czy koszykarskiej NBA sędziowie mają do dyspozycji weryfikację video z której korzystanie stało się normą. Nawet konserwatywna piłka nożna zafundowała sobie elektroniczny system weryfikacji przekroczenia linii bramkowej przez piłkę. Żużel trwa przy anachronicznych rozwiązaniach z tasiemką na wietrze wzbudzając coraz częściej uśmiech politowania.

