Ostatnio w naszej super, hiper, ekstralidze posypały się czerwone kartki. Od razu też w mediach i na forach wybuchła dyskusja na ten temat i jak to u nas bywa zdania są mocno podzielone.
Zacznijmy jednak od podstaw, których w tych dyskusjach jest najmniej czyli od regulaminu. Ten w przypadku czerwonych kartek w artykule 69 mówi, że:
3. W przypadku szczególnie nagannej niesportowej lub niebezpiecznej jazdy zawodnika oraz w przypadku szczególnie nagannego zachowania się lub postępowania zawodnika, sędzia wykluczy zawodnika do końca zawodów, przy czym, jeżeli to zachowanie lub postępowanie ma miejsce w czasie innym niż podczas trwania biegu, wykluczenie do końca zawodów jest skuteczne od momentu decyzji sędziego i nie oznacza wykluczenia z zakończonego biegu. W każdym przypadku, o którym mowa powyżej, wykluczenie jest równoznaczne z ukaraniem zawodnika „czerwoną kartką”.
4. Jeżeli w wyniku zdarzenia, które nastąpiło po rozpoczęciu przez pierwszego zawodnika trzeciego okrążenia sędzia uzna, że zawodnik upadł umyślnie / taktycznie i nie opuszcza toru by celowo doprowadzić do przerwania biegu, sędzia przerywa bieg, wyklucza zawodnika i orzeka kolejność zawodników w biegu zgodnie z pozycjami, jakie zajmowali w chwili zdarzenia z pominięciem zawodnika wykluczonego. Wykluczenie, o którym mowa powyżej jest równoznaczne z karą „czerwonej kartki”.
Zacznę od przypadku Pedersena. Czy jego jazda w biegu w którym otrzymał czerwoną kartkę nie miała znamion niebezpiecznej? Pytanie tylko z pozoru jest retoryczne, bo obrońców Duńczyka jest całkiem sporo. Powołują się na fakt, że żużel to nie balet czy szachy, że tak się jeździ, że podobnie robią również inni zawodnicy etc. Wszystko to prawda tylko czy przy takiej argumentacji w ogóle możliwe jest określenie kiedy dana akcja staje się już niebezpieczna? Mam wrażenie, że nie. Jazda Duńczyka jest efektowna, niekiedy z dużą domieszką ryzyka. To się kibicom podoba, zwłaszcza klubów w barwach których akurat startuje. To ciekawe zjawisko, godne badań socjologicznych. Nie może się jednak podobać sytuacja kiedy w wyniku takiej jazdy inni zawodnicy narażani są na niebezpieczeństwo. W Toruniu po akcji Pedersena leżało dwóch zawodników drużyny przeciwnej. Każdy upadek niesie zagrożenie. Często te wyglądające z pozoru niegroźnie pociągają za sobą poważne kontuzje. Wiemy o tym doskonale.
Nie będę dokonywał analizy czy decyzja sędziego była słuszna czy nie, bo nigdzie nie ma opisanej definicji niebezpiecznej jazdy a zatem wszelkie dywagacje na ten temat oparte są o… widzimisię. Jednemu podoba się widok krwi, innemu maestria wyprzedzania bezkontaktowego (na ile to możliwe). Jestem zwolennikiem tej drugiej opcji. Podczas zawodów interpretatorem regulaminu jest sędzia, który uznał, że manewr Pedersena wyczerpuje znamiona regulaminowego punktu o czerwonej kartce i tyle. W tym kontekście ciekawym jest jednak na ile opinia o bezpardonowej jeździe jaka przylgnęła do Pedersena, jego ostatnie wykluczenia oraz medialna nagonka z tezą ukrócenia takiego zachowania miała wpływ na decyzję o czerwonej kartce.
Dwie czerwone kartki z kolei sędzia pokazał zawodnikom po ich upadkach w meczu Rzeszów – Toruń uznając je za celowe, przerywające biegi w niekorzystnej sytuacji punktowej. Trudno polemizować z tym co i jak widział sędzia, który uznał je za szczególnie naganne i niesportowe.
Jedno jest pewne: zaczerwieniło się nam w żużlu tego lata jak nigdy dotąd.

