Mijający sezon przyniósł wiele emocji ale jak to w naszym żużlu bywa nie obyło się bez spektakularnych wpadek. Opiszę zatem pokrótce trzy, które na mnie zrobiły największe wrażenie.
1. Tłumiki przelotowe
Pierwsze miejsce na mojej liście zajmuje temat tłumików przelotowych. Od momentu wprowadzenia tłumików konstrukcji nieprzelotowej czyli od 2011 roku komentatorzy i tzw eksperci z godną podziwu wytrwałością w prasie, Internecie i telewizji karmili kibiców swoimi przemyśleniami na temat jego rozlicznych wad. Zawodnicy także wyrazili swoją dezaprobatę ale w większości (zwłaszcza ci z zagranicy) zabrali się do pracy, aby poznać nowy sprzęt, jego wpływ na silnik, wypracować ustawienia na sezon i co najważniejsze dopasować styl jazdy do nowego sprzętu. Przypomnę, że główną ideą wprowadzenia nowych tłumików była chęć ograniczenia emisji hałasu podczas zawodów żużlowych. Po kilku latach eksploatowania tematu w naszych mediach doszło do sytuacji przedziwnej: tłumik odpowiadał niemalże za wszystko co złego działo się na torze. Był niebezpieczny, bo silnik nie reagował tak jak przy tłumiku przelotowym powodując upadki i niebezpieczne sytuacje na torze, jego dźwięk był inny (czytaj: dla kibiców nie do przyjęcia) mający w perspektywie „zabić” żużel, na nowo trzeba było „uczyć” się ustawień motocykla, zawody stały się nudne, bo… nie było mijanek na torze. Tłumik odpowiadał też za załamanie karier niektórych zawodników. Jednym z nielicznych, który przeciwstawiał się tak kategorycznym opiniom był trener Marek Cieślak. W międzyczasie pojawił się polski wynalazek w postaci tłumika przelotowego, spełniający wymagania odnośnie głośności co dolało oliwy do ognia krytyki. Jedynie słuszne tezy o bezwzględnej konieczności wycofania tłumików nieprzelotowych oraz o rewolucyjnej polskiej konstrukcji królowały do rozpoczęcia sezonu 2015 kiedy to dopuszczono do użytku tłumiki o konstrukcji przelotowej spełniające wymogi dotyczące poziomu emisji hałasu.
Wyczekiwane tłumiki przelotowe nie zmieniły w speedway'u zbyt wiele. Nie wskrzesiły żużlowych „nieboszczyków” (jak przewidywał trener Cieślak), nie zahamowały fali upadków, których skutki były jeszcze groźniejsze a polski tłumik nie „zbawił” światowego żużla. Temat zniknął z mediów jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Nikt jednak nie uderzył się w piersi i nie przeprosił kibiców za wieloletnie wciskanie „kitu”. W międzyczasie Greg Hancock zdobył na „złym” tłumiku Indywidualne Mistrzostwo Świata a rok później już na tłumiku dobrym czyli przelotowym wywalczył drugie miejsce udowadniając, że być zawodowcem to znaczy umieć dostosować się do różnych wyzwań. Nasz żużel w tym kontekście nadal trąci amatorszczyzną. Na torze i poza nim.
2. Speedway Grand Prix na Stadionie Narodowym
Zapowiadane na wielkie wydarzenie żużlowe zawody na Stadionie Narodowym w Warszawie okazały się totalną porażką i wielką antyreklamą żużla. Rekordowa liczba widzów była świadkiem żenującej nieudolności organizatorów. I nie mam na myśli złego stanu nawierzchni toru. „Pomyłki” z przygotowaniem toru zdarzają się w żużlu nawet na klasycznych, stałych torach więc nie to było najgorsze choć wielu uważało, że nawierzchnia nie była w tak złym stanie, aby zawodnicy nie mogli dokończyć zawodów. To już jednak temat na osobny felieton. Fakt, że w XXI wieku nie zdołano naprawić popsutej maszyny startowej, nie posiadano zapasowej i zawodnicy w mistrzostwach świata startowali na „zielone światło” woła o pomstę do nieba. Komitet organizacyjny, którego nazwiska członków wydrukowano w programach zawodów nie poczuł się do żadnej winy zrzucając ją na Ole Olsena odpowiedzialnego bezpośrednio za ułożenie nawierzchni toru i maszynę startową. Po wielu miesiącach i ta odpowiedzialność się „rozmyła” i nietrudno było taki scenariusz przewidzieć.
3. Zakończenie sezonu ligowego po ostrowsku.
Bardzo smutne widowisko zafundowali nam działacze klubu z Ostrowa po zakończeniu przegranej rywalizacji o wejście do żużlowej Ekstraligi. Obrzucanie się błotem przez prezesa i trenera w świetle kamery filmowej, stwierdzony alkohol w organizmie trenera to poziom trudny do zaakceptowania. Nie przemawia do mnie, że było po meczu to i po pracy, bo rodzi się zasadnicze pytanie: czy teren stadionu to miejsce pracy czy nie? Jeżeli tak to zarówno sprzedaż, podawanie, jak i spożywanie napojów alkoholowych w miejscu pracy jest zakazane i karalne na mocy przepisów ustawy o wychowaniu w trzeźwości. Tak czy owak, żenada.

