Inspiracją do napisania tych kilku zdań stał się niedawno opublikowany komunikat biura prasowego GKSŻ z przedsięwzięciami dotyczącymi szkolenia zawartymi w planie marketingowo - wizerunkowym GKSŻ na rok 2014. Zarówno nazwa dokumentu jak i jego tematyka brzmi na tyle poważnie, że postanowiłem przyjrzeć się szczegółom.
W GKSŻ zrodził się projekt szkolenia na mini-torach w oparciu o centralny ośrodek mini-speedway'a, który miałby powstać w Gdańsku. Plan zakłada także zakup kilku motocykli 125cc oraz stworzenie budżetu związanego z organizacją imprez, promocją mini-żużla, dojazdów na treningi oraz zgrupowania młodzieży spoza Gdańska.
Plan ten zaskakuje z wielu powodów. Zacznę od tego, że bardzo podobne zamiary pan przewodniczący ogłaszał prawie dokładnie rok temu. Wówczas miały one dotyczyć sezonu 2013 i nie zostały zrealizowane. Dziwić musi także zamiar stworzenia centralnego ośrodka mini-speedway'a wszak idea ta była dotąd krytykowana jako... archaiczna, nieprzystająca do obecnych realiów. Teraz o dziwo stała się sztandarową. No i na koniec zasadnicze pytanie o finansowanie projektu. Do tej pory na mini-żużel środków nie było.
Rodzic jednego z utalentowanych młodzieńców powiedział wprost, że koszty wyposażenia syna w sprzęt i ubiór spoczywają na nim. Wszelkie dociekania podsumował krótko: mini-żużlem praktycznie w Polsce nikt się nie interesuje. Kluby mini-żużlowe też mają problemy. Wspierane są tylko w postaci zwrotu kosztów za organizowane zawody oraz dofinansowania do Mistrzostw Europy i Świata. Nie mają pomocy w codziennej działalności a płacą np. za przeprowadzanie egzaminów licencyjnych. Śmiechem skwitowana została moja sugestia, że zamiast np. szarf, pucharów i medali w krajowych zawodach rangi mistrzowskiej centrala żużlowa mogłaby przynajmniej ufundować nagrody rzeczowe w postaci np. elementów wyposażenia zawodnika. Sednem problemów mini-żużla w Polsce jest bowiem brak środków. Koszt pucharów to kilkaset zł, motocykla 6-8 tys. a pieniędzy w PZM na mini-żużel nie ma i nie będzie o czym działacze mini-żużla są informowani na corocznych spotkaniach.
Aby uzmysłowić państwu skalę problemu dodam, że walka toczy się o każdy detal w motocyklu czy wyposażeniu zawodnika. To drogi sport, rodziców nie na wszystko po prostu stać a GKSŻ mini-żużlem tylko administruje. Tak to wygląda od strony rodziców i klubów. GKSŻ w nowym składzie, pod przewodnictwem pana Szymańskiego działa od 2007 roku. Mini-żużel jest na szarym końcu zainteresowania żużlowych władz. Powód zawsze ten sam: brak pieniędzy. Po siedmiu latach pojawił się ambitny plan ale po dotychczasowym traktowaniu mini-żużla trudno z niego nie kpić. Jest po prostu mało wiarygodny. Poza tym dlaczego teraz się pojawił? Czyżby nastąpił nagły przypływ środków? A może zbliżające się wybory w PZM w 2015 roku dodały włodarzom animuszu? Trudno zgadnąć. Jeżeli jednak zamierzenie zostanie sfinalizowane i się sprawdzi pierwszy pospieszę z gratulacjami.
Myliłby się jednak ktoś uważając, że skoro centrala tyle lat nie miała pomysłu na mini-żużel to młodzi chłopcy nie mieli gdzie i na czym trenować.

