Czy widząc człowieka poruszającego się o kulach uznajemy go za w pełni zdrowego? Pytanie tylko na pozór jest retoryczne. Coraz częściej, bowiem widzimy żużlowców wspomagających się kulami podczas... zawodów.
Kontuzje w sporcie żużlowym są niestety nieodłączną jego częścią i nie da się ich wyeliminować. Poziom ryzyka jest tak duży, że wypadki na torze były, są i będą. Jedynym działaniem jakie można w tej sytuacji przedsięwziąć to próbować ograniczać ich skutki. Najlepszym przykładem takiego postępowania jest wprowadzenie tzw „dmuchanej” bandy. Nie ulega żadnej wątpliwości, że mimo swoich wad przyczyniła się do poprawy bezpieczeństwa zawodników. Podobnie jest z coraz bardziej zaawansowanym sprzętem ochrony osobistej żużlowców. Bardzo ważnym aspektem bezpieczeństwa jest stan toru na jakim odbywają się zawody. W Polsce coraz częściej zawody są odwoływane ze względu na „zły” stan toru. Wystarczy jednak zajrzeć na zagraniczne tory, aby dostrzec, że to co u nas jest „złe” gdzie indziej jest normą! Mało kto jednak polemizuje z odwoływaniem u nas zawodów z tego powodu, bo przecież... zdrowie i bezpieczeństwo zawodników jest najważniejsze. Przy takiej argumentacji odsuwa się na bok najistotniejszy element bezpieczeństwa czyli kompleksowe wyszkolenie zawodników. Żużel to nie tylko jazda po tzw „betonie”.
Regulamin medyczny PZM pochyla się nad bezpieczeństwem od strony zdrowia zawodników. Jeden z jego zapisów mówi, że: Lekarz zawodów ma prawo nie dopuścić do udziału w zawodach zawodnika, którego stan zdrowia wzbudza wątpliwość. Czy wspomaganie się kulami nie wyczerpuje tego punktu? Przecież wg regulaminu wystarczy mieć tylko wątpliwość. Dlaczego mimo oczywistej w takich przypadkach wątpliwości zawodnicy są dopuszczani do rywalizacji? Czy ich stan nie jest zagrożeniem dla rywali na torze?
Oczywiście, że jest. Gdy dochodzi do wypadku kwestia niezaleczonej kontuzji nabiera realnego znaczenia i jest post factum podnoszona. Jednoznaczne wykazanie związku przyczynowo-skutkowego jest jednak bardzo trudne. Z tego też powodu bagatelizuje się ten problem choć moim zdaniem jest on tak samo istotny jak wspomniany wyżej stan toru. W obu przypadkach mamy do czynienia z potencjalnym zagrożeniem.
Powstało dziwne, irracjonalne przyzwolenie na wspomaganie się podczas zawodów kulami i udział w rywalizacji na torze w istocie kontuzjowanych żużlowców. Jason Doyle otwarcie tłumaczy używanie kul niezaleczonym urazem i chęcią odciążenia kontuzjowanej nogi. Za nim poszli inni i śmiało prezentują przed widownią, sędziami i lekarzami zawodów swoją ułomność. W tej sytuacji podpowiadam lepsze rozwiązanie.
Aby nadmiernie nie obciążać kontuzjowanych kończyn prezentację można odbywać na... wózkach inwalidzkich.

