W piątkowym spotkaniu w Lesznie pożegnaliśmy GET WELL Toruń z PGE Ekstraligi. Mistrzowie Polski pokazali swoją dominację na leszczyńskim torze wygrywając te spotkanie 64:26. Bartosz Smektała zdobył 8 punktów w czterech wyścigach. Podczas rozmowy zdradził co nie co o swojej przyszłości, a także o zbliżającym się meczu we Wrocławiu.
Czy w przyszłym sezonie zobaczymy Cię w barwach FOGO Unii Leszno czy jeszcze nie myślałeś o tym?
Oczywiście, że myślałem. Najlepiej byłoby, żeby zostać tutaj z Unią Leszno. Tak jak wspomniałem mam tu sponsorów i kibiców. Moje miejsce jest w Lesznie, a co dalej no to zobaczymy, bo to nie tylko ode mnie zależy, ale jestem pozytywnej myśli.
Już za 2 tygodnie w niedzielę czeka was wyjazdowy mecz do Wrocławia. W pierwszym spotkaniu zwyciężyliście 50:40. Na swoim torze zdobyłeś 6 punktów i bonus. Z jakim nastawieniem pojedziecie do Wrocławia?
Na pewno chcemy jechać wygrać. To będzie ciężki mecz, bo drużyna z Wrocławia co tu dużo mówić jest w dobrej formie, ale my też. Jesteśmy przecież liderami tabeli, mamy świetnych zawodników, którzy są w formie. Myślę, że będzie bardzo ciekawy mecz we Wrocławiu, a patrząc na ostatnie Grand Prix przy takich zawodnikach to myślę, że będzie podobne ściganie.
Leszczyńscy kibice dopisują na każdym meczu zarówno tutaj w Lesznie jak i na wyjazdach. Czasem jeżdżą mniejszą grupą, ale zawsze są. Mieć takich kibiców to prawdziwy skarb, prawda?
Oczywiście, co tu dużo mówić kibice tworzą nasz sport, a my robimy wszystko, żeby im sprawić przyjemność wygrywając. Także dziękujemy im, że nas dopingują, a my to postaramy się jak najlepiej im wynagrodzić.
W fazie play-off pojedziecie z forBET Włókniarzem Częstochowa. Rywal ciężki można powiedzieć. Jest się czego obawiać?
Nie ma co tu dużo mówić. Każda drużyna jest ciężka i na kogokolwiek byśmy nie trafili to wszędzie jest ciężko, to jest Ekstraliga. No wiadomo, że na te moment Unia Leszno jest głównym faworytem, ale to nie znaczy, że możemy sobie odpuścić. Musimy nadal pracować, bo przeciwnicy stawiają wysoko poprzeczkę - zakończył Bartosz Smektała
Źródło; informacja własna

