Patryk Dudek był o krok od zwycięstwa w 67. Zlatej Prilbie. Polak był tego dnia nie do zatrzymania przez rywali, ale podczas ostatniego, szóstego okrążenia biegu finałowego pokonał go defekt motocykla.
Przekonałeś się dzisiaj o tym jak żużel potrafi być niesprawiedliwy. Defekt odebrał Ci pewne zwycięstwo…
No tak, niestety na rzeczy martwe nie mamy wpływu. Cóż, może następnym razem się uda.
Jak jeździło Ci się przeciwko pięciu rywalom?
Ciężko powiedzieć, bo dzisiaj akurat wychodziły mi starty i nie miałem większych problemów by ścigać się z innymi poza jednym biegiem. Może gdybym jechał z tyłu to byłby to problem, ale dzisiaj w każdym biegu prowadziłem i było normalnie.
Jak oceniasz przygotowanie toru? Część zawodników podrywało przy krawężniku…
Jeśli jest jedna linia to wiadomo było, że ten tor się rozwali. To była też najkorzystniejsza linia i każdy kto chciał wygrać jechał po niej.
Czy planujesz jeszcze jakieś starty w tym sezonie?
Jeszcze parę imprez mi zostało, zagranica plus jakieś turnieje w Polsce, więc nie mogę powiedzieć, że mam koniec sezonu.
Dużo mówi się o problemach finansowych Falubazu. Jak to skomentujesz?
Mnie to nie dotyczy, naprawdę. Nie żyję Internetem i nie czytam co wypisują dziennikarze. Ja robię swoje, chcę się bawić żużlem jeszcze przez kolejne zawody, więc ciężko mi coś powiedzieć na ten temat.
Pomimo że późno rozpocząłeś ten sezon, szybko ustabilizowałeś swoją dyspozycję na wysokim poziomie…
Myślę, że cały czas tak było. Człowiek nie zapomina jazdy na żużlu. Jak sprzęt jest dobrze dopasowany od pierwszych biegów to nie ma problemu. Puszcza się tylko sprzęgło i jedzie się z przodu.
źródło: inf. własna

