
Tarnowskie Jaskółki w poniedziałkowym spotkaniu z Orłem Łódź wygrały 49:41 i awansowały do finału Nice 1.Ligi Żużlowej. Zawodnik gospodarzy, Artur Mroczka, zdobył w tym meczu 5 punktów z bonusem. Jego dorobek byłby zapewne większy gdyby nie pechowy defekt, który wprowadził w jego boksie nerwową atmosferę.
W trzecim biegu spotkania, w motocyklu jadącego na trzeciej pozycji Artura Mroczki pękła opona. W wyniku zdarzenia zawodnik stracił 1 punkt, a tarnowianie zamiast zremisować, przegrali ten wyścig 2:4. Jak się okazuje żużlowiec już wcześniej wiedział, że coś się dzieje z jego motocyklem - Już po rozpoczęciu czwartego okrążenia, podczas wejścia w pierwszy łuk, już wtedy czułem, że jest koniec jazdy. Jednak myślałem, że to silnik. Ale jak wyszedłem na prostą to wiedziałem, że to opona. Mimo wszystko odwinąłem pełen gaz i jechałem dalej. Na kapciu jednak nie da się jechać. Zdenerwowanie było bardzo duże, bo każdy punkty się liczył a nerwówka była do końca meczu - mówił 27-latek.
To nie jedyne przykre zdarzenie, które przytrafiło się zawodnikowi Jaskółek w tym spotkaniu. W biegu nr 12 chcąc wyprzedzić, na drugim łuku pierwszego okrążenia Roberta Miśkowiaka, Mroczka niebezpiecznie upadł na tor - Razem z Miśkowiakami wystartowaliśmy równo. Jechałem z czwartego pola i chciałem dostać się do płotu. Jednak Robert pociągnął jeszcze. Wciągnęło mnie. Już tam straciłem całą równowagę. Następnie chciałem szybko załatwić sprawę na drugim łuku, ale się nie udało - ocenił wychowanek GKM-u Grudziądz. O tym, że z jego zdrowiem po upadku jest wszystko w porządku mogą świadczyć żartobliwie i z szerokim uśmiechem wypowiedziane słowa - Te motory stają się tak szybkie, że już nie panuję nad nimi, muszę potrenować.
Po pierwszym spotkaniu półfinałowym prezes Orła Łódź zapowiadał, że jego drużyna przyjedzie do Tarnowa osłabiona. Słowa te potwierdził w awizowanym składzie trener zespołu. Łódzka drużyna zawitała jednak na Południe w najsilnieszym zestawieniu. Takie zagranie bardzo nie spodobało się 27-latkowi - To nie jest sportowe zachowanie. Skoro się mówi, że przyjeżdżamy w okrojonym składzie, a na stadionie stawiają się w najmocniejszym. Być może chcieli nas uśpić. My jednak nie przespaliśmy tego - powiedział Artur Mroczka.
Przed Grupą Azoty Unią Tarnów pierwsze starcie finałowe z zespołem Zdunek Wybrzeża Gdańsk. Na pytanie o sposób przygotowania do tego pojedynku Mroczka odpowiedział ironicznie - Przedziurawiliśmy łódź, teraz jedziemy nad morze. Mamy więc pogląd jak z tą wodą działać - Po chwili dodał kończąc rozmowę - Będziemy pracować, aby wynik w Gdańsku pozwolił nam uzyskać awans.

Źródło: inf.własna

