
Janusz Kołodziej był jednym z ojców sukcesu FOGO Unii Leszno w kampanii pod hasłem sezon 2017. W finałowym dwumeczu stanowił o sile biało-niebieskich i znacznie przyczynił się do zdobycia złotego medalu.
Nie było jednak o to łatwo, gdyż w pewnym momencie żużlowcy Betardu Sparty Wrocław odjechali lesznianom. Dopiero piorunująca końcówka w wykonaniu podopiecznych Piotra Barona sprawiła, że Byki wyszarpały złoty medal. Było jednak nerwowo. Czy Janusz Kołodziej odczuwał tę nerwowość w swoim boksie? – Ciężko powiedzieć, generalnie żużel sam w sobie jest taki, że może nie jest nerwowy czy stresujący, tylko jest dość dużo adrenaliny. Okazuje się, że ja chyba to lubię bo przed ostatnimi biegami, uświadamiając sobie jaka jest ranga tych zawodów i co się dzieje, jak to wygląda. To bardziej się z tego cieszyłem, aniżeli załamywałem, że jest ten moment, że trzeba pokazać się z jak najlepszej strony i pojechać jak najlepiej.
Droga FOGO Unii do finału nie była jednak usłana różami. W sezonie zasadniczym zdarzało się im wygrać wysoko, ale i przegrać z kretesem. Do rundy finałowej awansowali z czwartego miejsca i byli ostatnią drużyną, na którą postawiliby bukmacherzy. Jak ten sezon wyglądał w oczach Janusza Kołodzieja? - To jest właśnie fajne w tym roku, w tym finale, że cały sezon był dla nas zróżnicowany, raz wygrywaliśmy, raz przegrywaliśmy. Raz mieliśmy większe przewagi, raz mniejsze. Później doszliśmy do play off z czwartego miejsca, więc chyba niewiele osób na nas stawiało, a udało nam się przejść do tego finału. Wiedzieliśmy, że wrocławianie świetnie jadą nie tylko u siebie, ale i cały sezon. Mają świetną drużynę, tutaj akurat Maks złapał kontuzję i na pewno nie było mu po drodze, ale na pewno w tych dzisiejszych zawodach dużo pomógł swojej drużynie. Czapki z głów, bo wiem jak to wygląda jak człowiek z nie do końca wyleczoną kontuzją robi wszystko żeby jego drużyna pojechała jak najlepiej, więc naprawdę dużo ryzykował swojego zdrowia, żeby pomóc swojej drużynie, a widać że naprawdę dużo pomógł. Gdyby u nas pojechał to też mogłoby być różnie.
W końcówce sezonu żużlowcy z Leszna pokazali jednak ogromny hart ducha co udowodnili również w finale. Starali się nie myśleć na zapas, nie rozpamiętywać nieudanych wyścigów tylko skupiali się na kolejnych startach. Jak widać to przyniosło oczekiwany skutek w postaci złotego medalu DMP. - My staralaliśmy się jak mogliśmy. Nie było może do końca tak jak byśmy chcieli, bo jednak były niektóre biegi, które nam nie do końca się podobały jeśli chodzi o różne tam decyzje, ale dzisiaj nie traciliśmy nadziei w każdym biegu. Raz było do przodu, raz do tyłu i tak naprawdę nie przejmowaliśmy się niczym. Wiedzieliśmy, że dla nas tak naprawdę sukces być w finałach, a jest opcja wygrać to wszystko, nie załamywaliśmy z każdym biegiem. Raz do przodu raz do tyłu, raz do przodu, raz do tyłu. Do końca pojechaliśmy, wiedzieliśmy, żeby skupiać się na tych startach. Tor nie był tak do końca łatwy, ale udało się.
źródło:inf.własna

