Już w najbliższą sobotę na Stadionie Marketa przy ul. Vojtesky 11 w Pradze rozegrana zostanie druga w tym sezonie runda cyklu Grand Prix. Po pierwszych tegorocznych zawodach w Warszawie polscy kibice mogą czuć lekki niedosyt, gdyż niewiele brakowało, a rywalizacja w roku 2018 rozpoczęłaby się, podobnie jak w 2008 czy 2013 od triumfu Polaka.

Zawody na Markecie rozgrywane są nieprzerwanie od sezonu 1997, a triumfator pierwszych z nich - Amerykanin Greg Hancoc, startował w każdej z rozegranych edycji. Polscy fani pamiętają w sposób szczególny lata 1999 i 2010, kiedy to na czeskiej ziemi triumfował Tomasz Gollob. Najwięcej triumfów na tym torze mają jednak dwaj anglosasi - Jason Crump i Tai Woffinden oraz Nicki Pedersen (po 3).
Liderem cyklu Indywidualnych Mistrzostw Świata po inauguracyjnych zawodach jest Szwed Fredrik Lindgren z 16 punktami na koncie. Zawodnik z numerem 66 na plecach od początku sezonu imponuje formą i to właśnie jego upatruje się w wąskim gronie faworytów do zdobycia złotego medalu. Wespół ze Szwedem na podium inauguracyjnych zawodów na PGE Narodowym stanęło dwóch zawodników Betard Sparty Wrocław - Tai Woffinden i Maciej Janowski. "Magic" był bardzo blisko zwycięstwa w finałowej gonitwie, jednak ostatecznie to Woffinden minął linię mety jako pierwszy. Polak w ostatnich dwóch sezonach bardzo kiepsko radził sobie na praskim torze, jednak w sezonie 2015 ukończył zmagania na trzeciej pozycji, wygrywając fazę zasadniczą z kompletem punktów.
Chrapkę na poprawienie swojej kiepskiej pozycji po Grand Prix Polski ma niewątpliwie Nicki Pedersen. Trzykrotny Mistrz Świata z Danii walczył na PGE Narodowym nie tylko z rywalami, ale także z bólem kontuzjowanego nadgarstka. W PGE Ekstralidze Pedersen jak do tej pory spisuje się bez zarzutów. Na torze w Pradze wielokrotnie plasował się w czołówce, a zadanie ułatwiało mu swego czasu startowanie w lidze czeskiej w barwach miejscowego klubu.
W gronie faworytów sobotnich zawodów należy upatrywać także tych, którzy w Warszawie zaprezentowali się przyzwoicie, choć nie stanęli ostatecznie na podium. Mowa tu o Patryku Dudku i Artiomie Łagucie. Aktualny Wicemistrz Świata w ubiegłym roku dojechał do finału praskiej rundy, jednak w rozstrzygającej gonitwie nie zdołał wyprzedzić żadnego z rywali. Minął jednak rok i Dudek bogatszy jest o cenne doświadczenie, które zapewne pozwoli mu w decydującym momencie na zachowanie zimnej krwi. Rosjanin natomiast wrócił do cyklu po 7 latach nieobecności i od razu zaprezentował się powyżej oczekiwań. Dużo w środowisku mówi się o niezwykle szybkim sprzęcie Łaguty, za którego przygotowanie odpowiada Ryszard Kowalski. Czas pokaże, czy motocykle młodszego z braci Łagutów będą równie dobrze prezentować się na czeskiej ziemi.
Oprócz Macieja Janowskiego i Patryka Dudka na Markecie zaprezentuje się także dwóch pozostałych polskich stałych uczestników cyklu. Nieco poniżej oczekiwań w Warszawie zaprezentował się Bartosz Zmarzlik, którego jazda momentami była zdecydowanie zbyt nerwowa, co skończyło się upadkiem za metą biegu półfinałowego. Z kolei debiutujący w tym sezonie jako stały uczestnik cyklu Przemysław Pawlicki o ściganiu w dniu 13 maja będzie chciał jak najszybciej zapomnieć, gdyż zdobył on jedynie 3 punkty. Okazja do rehabilitacji dla obu Polaków już w najbliższą sobotę.
Dwóm zawodnikom w historii rywalizacji na Markecie udawało się wygrywać zawody Grand Prix trzykrotnie z rzędu. Dokonali tego Jason Crump w sezonach 2002-2004 oraz Tai Woffinden w latach 2013-2015. Okazję do dołączenia do tego grona będzie miał w sobotę Jason Doyle. Obrońca mistrzowskiego tytułu rozpoczął tegoroczną rywalizację od falstartu, jednak ostatnie zmagania ligowe pokazały, iż wraca on na dobre tory i na pewno będzie się liczył w walce o końcowy triumf nie tylko w Grand Prix Czech, ale i w całym cyklu. Skreślać po jednym słabszym występie nie należy także Emila Sayfutdinova, którego z Pragą łączą sentymentalne wspomnienia. To właśnie na tym torze Rosjanin odniósł pierwsze w karierze zwycięstwo w cyklu. Zaskoczyć może także zawodnik jadący z dziką kartą, który w zeszłym roku zajął sensacyjne trzecie miejsce. Mowa tu rzecz jasna o Vaclavie Miliku, który ciągle marzy o dołączeniu do grona stałych uczestników rywalizacji o Indywidualne Mistrzostwo Świata.
Kto wyjdzie z sobotniej rywalizacji zwycięsko? Czy Fredrik Lindgren utrzyma prowadzenie w cyklu? A może na pozycji lidera po sobotnich zawodach znajdzie się któryś z biało-czerwonych? Odpowiedź na te pytania poznamy już w sobotni wieczór. Start pierwszej gonitwy zaplanowano na 19:00. Zawody sędziować będzie Krister Gardell ze Szwecji.
źródło: inf. własna

