Dopiero w piątej kolejce swojego debiutu w PGE Ekstralidze doczekał się Mateusz Rujner. Wychowanek grudziądzkiego klubu nie zdobył żadnego punktu w meczu przeciwko PGE Stali Rzeszów, ale znalazł kilka pozytywów w swojej jeździe.
Rujner zastąpił awizowanego Mike’a Trzensioka, który nabawił się drobnej kontuzji palca. Grudziądzanin trzykrotnie pojawił się pod taśmą, jednak nie zdołał pokonać żadnego z zawodników – Myślę, że ten debiut można zaliczyć do udanych. Może nie było punktów, ale myślę, że nie odstawałem od zawodników. Była jednak mała pomyłka, ale nie mogę zgodzić się z decyzją sędziego. Jednak to on dyktuje warunki i musiałem się z tym pogodzić. Czekam teraz na następne zawody, myślę, że też w nich pojadę i zdobędę pierwsze punkty – przyznał po spotkaniu Rujner.
Wychowanek grudziądzkiego klubu przyzwoicie prezentował się na dystansie, jednak zauważalnie zawodziły go starty. Jaka była tego przyczyna? – Tor był trochę inny niż na treningu. Został bardziej zlany wodą, przez co był przyczepniejszy i nie mogłem się na nim odnaleźć. Jestem jeszcze młody, rywale byli z najwyższej półki i może to też trochę mnie speszyło – skomentował 19-latek.
Wiele kontrowersji wzbudził bieg dwunasty, w którym podczas walki o drugą lokatę, Rujner ostro zaatakował Artura Czaję, powodując jego upadek. Sędzia długo zastanawiał się nad podjęciem decyzji i ostatecznie wykluczył z powtórki grudziądzanina. Reprezentant GKM-u widział te sytuację w inny sposób – Miejsca Arturowi za dużo nie zostawiłem, ale na pewno go nie dotknąłem. Myślę, że jeśli byłby jakiś kontakt to poczułbym to na motorze i obróciłoby mnie. Niczego nie poczułem i jechałem dalej. Artura trochę poniosło po biegu, bo wyskoczył do mnie, ale każdego mogą ponieść emocje. Ja na szczęście je opanowałem – zakończył Rujner.
źródło: inf. własna

