Zbliża się Walne Zgromadzenie Delegatów Polskiego Związku Motorowego na którym między innymi dokonane zostaną wybory władz w tym także Głównej Komisji Sportu Żużlowego. Ten fakt zainspirował mnie do przejrzenia planów i zamierzeń oraz porównania ich z faktycznymi dokonaniami czyli do zrobienia czegoś co przed każdymi wyborami zrobić należy. Zacznę od podstaw czyli mini-żużla.
Mini-żużel budzi cały czas sporo kontrowersji. Dla jednych jest to żużlowe przedszkole, wstęp do prawdziwego żużla dla innych zaś coś co niekoniecznie ma dobry wpływ na adeptów tego sportu. Najwięcej pozytywnych przykładów płynie z zagranicy, zwłaszcza z Danii, gdzie mini-żużel ma się bardzo dobrze, negatywne z naszego podwórka. Zwolennicy wskazują na wczesny kontakt z motocyklem oraz stopniowe wdrażanie się w „dorosły” żużel. Jest wiele pozytywnych przykładów zawodników zaczynających swoją przygodę z żużlem od jego wersji mini. Skąd zatem negatywne nastawienie? Niektóre umiejętności i nawyki wyuczone na motorkach 50 czy 80cc nijak się mają do tych potrzebnych na motocyklach 500cc. Przyzwyczajenia te są często szkodliwe i później trudne do wyrugowania.
Obecny mini-żużel to już kilka klas poczynając od pojemności 50cc-80cc poprzez 125cc na 250cc skończywszy. Według trenerów zbyt długi kontakt z motocyklami o najmniejszych pojemnościach skutkuje problemami przy przechodzeniu na „mocniejszy” sprzęt. Inaczej wygląda jazda na motorku 80cc a zupełnie inaczej na 250cc, który w wielu aspektach jest zbliżony do normalnego motocykla żużlowego. Rozwiązaniem jest płynne przechodzenie przez kolejne etapy szkoleniowe wraz ze zmianą poszczególnych klas motocykli. Niestety taki model generuje olbrzymie koszty, które spoczywają w dużej mierze na barkach rodziców i są zwyczajnie nie do udźwignięcia.
Rozwój mini-żużla w Polsce jest hamowany brakiem środków, spójnej polityki PZM oraz determinacji w... realizacji tworzonych planów (felieton Oceania). Zdaniem opiekuna mini-żużla z ramienia PZM Piotra Trąbskiego klasa 250cc jest… niepotrzebna, mimo że FIM organizuje w niej zawody mistrzowskie. Krytykowano także pomysł stworzenia nowego ośrodka mini-żużlowego w Toruniu mimo, że w planach GKSŻ też jest powołanie podobnego ośrodka tyle, że w... Gdańsku. Poszerzono nawet Komisję o nowego członka Macieja Polnego, który miał wesprzeć między innymi proces szkoleniowy i idee z nim związane. W Gdańsku ośrodek mini-żużlowy działa już od początku lat 2000 pod auspicjami miejscowego klubu żużlowego przy wsparciu finansowym Lotosu oraz miasta i nie ma nic wspólnego z obecnymi planami GKSŻ. Jest odrębną inicjatywą na czele której w tej chwili stoją Piotr Szymko oraz Grzegorz Dzikowski. Wychowanek tej szkółki Karol Żupiński wygrał niedawno rundę Mistrzostw Czech w klasie 125cc pokazując spory talent.
Podobnie jest z ośrodkiem toruńskim. Onegdaj krytykowany powstał niezależnie od GKSŻ, ma się coraz lepiej a wychowankowie Jana Ząbika zdobywają dla nas medale w międzynarodowych zawodach (ostatnio Marcin Turowski został wicemistrzem FIM Track Racing Youth Gold Trophy 125cc w 2015 roku).
Rozwój sportów motorowych jest wpisany w statut PZM jako jeden z pierwszoplanowych celów związku. O tym, że mini-żużel należy do sportów motorowych i wymaga wsparcia świadczą chociażby wspomniane zamierzenia żużlowych włodarzy. Praktyka pokazuje jednak, że z tej strony pozostajemy w sferze słów i zgrabnego PR. W ubiegłym roku odwiedziłem naszych południowych sąsiadów i ich producentów motocykli żużlowych. W fabryce Jawy nie przypominano sobie, aby ktoś z polskiej centrali żużlowej odwiedził ich np. w sprawach zakupu sprzętu 250cc czy nawiązania jakiegokolwiek kontaktu. Podobnie było u czeskiego producenta motocykli 125cc. W obu fabrykach częstym i szanowanym gościem jest za to Jan Chudzikowski, który już jako osoba prywatna od lat wspiera mini-żużlowców. Przy tak dotkliwym braku środków relacje interpersonalne mają kapitalne znaczenie o czym przekonaliśmy się w październiku 2013 roku kiedy to do Torunia przyjechał dyrektor Jawy, jej główny inżynier i osoby towarzyszące, aby sfinalizować porozumienie o współpracy Jawy ze Stowarzyszeniem Miłośników Sportów Motorowych STAL TORUŃ. Na mocy umowy wypracowanej i parafowanej bez udziału naszych władz żużlowych przekazany został sprzęt do szkolenia, w tym kompletny motocykl 250cc. Wyjątkowość tej umowy polegała na tym, że Jawa po przekształceniach organizacyjno-własnościowych wycofała się z tego typu (czytaj: darmowych) porozumień. Fotorelacja z tej wizyty TUTAJ.
W Polsce mini-żużel powoli ale jednak się rozwija a tworzą go w dużej mierze entuzjaści, którzy własnym sumptem, nie oglądając się na żużlową centralę „robią” go bez hucznych planów i zbędnego zadęcia, ot tak zwyczajnie, na co dzień. Plany GKSŻ w tej materii pozostają niestety ciągle na papierze.

